Życie z SM. Bałem się wyjść do ludzi, a wróciłem z nową motywacją


Życie z SM. Bałem się wyjść do ludzi, a wróciłem z nową motywacją






Podsumowanie

Czasami największą przeszkodą nie są objawy SM, ale nasze własne obawy. W święta przekonałem się, że mimo stwardnienia rozsianego nadal mogę robić rzeczy, których wcześniej się bałem. Ten jeden wyjazd dał mi więcej motywacji niż niejedna rozmowa.

Po świętach i po obżarstwie

Witajcie Kochani. 🙂

Święta minęły szybko.

Jak co roku nie obyło się bez dobrego jedzenia i małego obżarstwa.

Kiedy rano wszedłem na wagę, zobaczyłem 88 kilogramów.

Nie ukrywam, że trochę się rozczarowałem.

Z drugiej strony przypomniałem sobie poprzednie lata.

Wtedy przyrost wagi po świętach bywał znacznie większy.

Tym razem nie było aż tak źle.

Można powiedzieć, że wyszedłem z tego obronną ręką.

Nieprzespana noc i zaskakująco dobry dzień

Dzisiaj wstałem około godziny 9:00.

Noc nie należała do najlepszych.

Kilka razy musiałem wędrować do toalety z powodu pęcherza.

Osoby chore na stwardnienie rozsiane często wiedzą, o czym mówię.

Problemy z pęcherzem to jedne z tych objawów SM, o których nie mówi się zbyt często.

Mimo wszystko funkcjonowałem całkiem dobrze.

I właśnie to mnie najbardziej ucieszyło.

Jeszcze jakiś czas temu po takiej nocy prawdopodobnie cały dzień chodziłbym zmęczony.

Dzisiaj było inaczej.

Kręgielnia? Nie miałem ochoty jechać

Najciekawsze wydarzenie miało jednak miejsce wczoraj.

Zostałem porwany do kręgielni Zorza w Namysłowie.

Sprawcą całego zamieszania był mój szwagier. 🙂

Szczerze mówiąc, nie bardzo chciałem jechać.

W głowie od razu pojawiły się różne myśli.

Ludzie będą patrzeć.

Może nie dam rady dojść.

Może będzie problem z poruszaniem się.

Może niepotrzebnie się wygłupię.

I wiecie co?

Byłem w błędzie.

Czasami największą przeszkodą jest strach

Na miejscu okazało się, że poradziłem sobie znacznie lepiej, niż zakładałem.

Owszem, byłem tylko obserwatorem.

Patrzyłem, jak grają młodzi, Justyna, siostra i Grzesiek.

Ale sam fakt, że tam pojechałem, był dla mnie małym zwycięstwem.

Życie z SM często sprawia, że człowiek zaczyna rezygnować z różnych rzeczy jeszcze zanim spróbuje.

Sam łapałem się na tym wiele razy.

A przecież kiedyś też bałem się diagnozy.

Pamiętam moment, gdy usłyszałem, że mam stwardnienie rozsiane:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Jeszcze wcześniej były pierwsze objawy, które wydawały się czymś niegroźnym:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Dzisiaj wiem, że wiele razy największym przeciwnikiem był nie sam SM, ale strach przed tym, co może się wydarzyć.

Następnym razem rzucę kulą

Przyznam jednak, że było mi trochę przykro.

Wszyscy grali.

A ja tylko patrzyłem.

W głowie od razu pojawiły się czarne scenariusze.

Że polecę razem z kulą.

Że nie zdążę jej puścić.

Że sam przewrócę kręgle.

Ale po chwili doszedłem do wniosku, że przecież nie muszę być idealny.

Nie muszę rzucać jak zawodowiec.

Nie muszę nikomu niczego udowadniać.

Następnym razem spróbuję.

Po prostu.

I nawet jeśli nie wyjdzie perfekcyjnie, to przynajmniej będę miał satysfakcję, że podjąłem próbę.

Kolejna motywacja do ćwiczeń

Ten wyjazd dał mi jeszcze jedną rzecz.

Motywację.

Kolejny powód, żeby ćwiczyć.

Żeby wzmacniać mięśnie.

Żeby pracować nad nogami.

Żeby walczyć o większą samodzielność.

Kiedyś opisywałem początki leczenia i pierwsze zastrzyki Copaxone:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednego.

Nie ma jednego rozwiązania.

Nie ma jednego ćwiczenia.

Nie ma jednego leku.

Jest za to codzienna praca.

I właśnie na niej chcę się teraz skupiać.

Małe zwycięstwa mają ogromne znaczenie

Dla zdrowej osoby wyjazd na kręgle może być zwyczajnym wieczorem.

Dla osoby z SM czasami jest czymś znacznie większym.

Pokonaniem własnych obaw.

Wyjściem z domu.

Sprawdzeniem swoich możliwości.

I właśnie dlatego wróciłem zadowolony.

Nie dlatego, że wygrałem.

Nie dlatego, że rzuciłem najwięcej punktów.

Tylko dlatego, że pojechałem.

Na koniec

Czasami warto dać się namówić.

Nawet wtedy, kiedy początkowo nie mamy ochoty.

Bo może się okazać, że wrócimy bogatsi o nowe doświadczenie.

I nową motywację do działania.

Ja wróciłem.

A jak jest u Was?

Czy zdarzyło Wam się zrezygnować z czegoś przez strach, a później okazało się, że niepotrzebnie?

Czytaj dalej

Jeżeli interesują Cię prawdziwe historie o życiu ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.


Meta opis SEO:

Życie z SM i walka z własnymi obawami. Jak wyjazd na kręgle dał mi nową motywację do ćwiczeń i rehabilitacji.

Alternatywne tytuły:

  1. Bałem się wyjść do ludzi. SM nie wygrało tym razem

  2. Kręgielnia i stwardnienie rozsiane. Byłem w szoku

  3. Życie z SM. Czasami największą przeszkodą jest strach

  4. Wyjazd na kręgle dał mi więcej niż rehabilitacja

  5. Stwardnienie rozsiane i małe zwycięstwa każdego dnia

Hashtagi:

#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #Rehabilitacja #Motywacja

W następnym wpisie…

Coraz częściej zastanawiam się, jak bardzo zmęczenie przy SM jest związane nie tylko z chorobą, ale również z pracą jelit, snem i codziennym funkcjonowaniem.

To będzie bardzo osobisty temat.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres