Myślałem, że moje nogi przestały współpracować. Dopiero teraz zrozumiałem, że problem był gdzie indziej

 

10 lipca 2026

Myślałem, że moje nogi przestały współpracować. Dopiero teraz zrozumiałem, że problem był gdzie indziej

Przez dłuższy czas byłem przekonany, że podczas wstawania zawodzą przede wszystkim moje nogi. Łapałem poręcz, próbowałem unieść ciało, a one nie chciały ruszyć. Dopiero ostatnie dni pokazały mi, że problem może być bardziej skomplikowany. Zauważyłem, jak bardzo podczas wstawania współpracują ze sobą plecy, tułów i nogi.



Hej 😊

Od kilku dni podczas wstawania dzieje się u mnie coś, czego wcześniej nie potrafiłem dobrze zrozumieć.

Właściwie sam ruch wygląda bardzo podobnie jak wcześniej. Siedzę na brzegu łóżka, przede mną znajduje się poręcz, której mogę się złapać, i próbuję przenieść ciało do góry.

Teoretycznie wszystko powinno działać.

Ręka łapie poręcz. Stopy stoją na podłodze. Nogi są ustawione. W głowie dokładnie wiem, jaki ruch chcę wykonać.

A jednak przez długi czas w tym miejscu wszystko się kończyło.

Chwytałem tę cholerną poręcz i miałem wrażenie, że nogi całkowicie przestały ze mną współpracować.

Byłem pewien, że winne są słabe nogi

Najłatwiej było pomyśleć, że nogi są po prostu za słabe.

Po tylu latach życia ze stwardnieniem rozsianym i około ośmiu latach poruszania się na wózku takie wyjaśnienie wydawało się całkiem logiczne. Mięśnie nie pracują tak jak dawniej, lewa strona jest słabsza, a każdy większy ruch kosztuje mnie sporo energii.

Dlatego kiedy nie mogłem wstać, całą odpowiedzialność zrzucałem właśnie na nogi.

Myślałem, że nie mają siły.

Myślałem, że nie potrafią przejąć ciężaru ciała.

Myślałem, że nawet jeśli ręką dobrze chwycę poręcz, to one i tak nie wykonają swojej części zadania.

W pewnym sensie miałem rację, ponieważ nogi nadal nie są tak silne, jak chciałbym. Dopiero teraz widzę jednak, że patrzyłem tylko na jeden fragment całego ruchu.

Wstawanie nie zaczyna się przecież dopiero w kolanach.

Zaczyna się dużo wcześniej.

Najpierw próbowałem poradzić sobie z plecami

Kiedy siedzę na brzegu łóżka, jednym z największych problemów jest utrzymanie tułowia.

Moje plecy potrafią być tak napięte, że ciągną mnie do tyłu. Mam wtedy wrażenie, jakby ciało chciało wrócić do pozycji poziomej, podobnej do tej, w której leżałem przez całą noc.

Nie chodzi o to, że nagle świadomie chcę się położyć.

Po prostu tułów przestaje być stabilny, a napięte plecy zaczynają decydować za mnie.

Dlatego przez pewien czas, zanim próbowałem wstawać, rozciągałem plecy. Chciałem, żeby przestały ciągnąć mnie do tyłu. Wydawało mi się, że jeśli je rozluźnię, łatwiej będzie mi usiąść prosto i rozpocząć ruch.

Częściowo to działało.

Po rozciągnięciu pleców nie przewracało mnie już tak mocno do tyłu.

Pojawiał się jednak kolejny problem.

Zaczynałem lecieć do przodu.

I właśnie wtedy wszystko robiło się naprawdę dziwne.

Łapałem poręcz, ale nogi nie ruszały

Siedziałem na łóżku, pochylałem się do przodu i łapałem poręcz.

Wydawało się, że jestem już blisko. Przecież przy wstawaniu trzeba przenieść ciężar ciała do przodu. Ręka trzymała poręcz, stopy stały na podłodze, a ja byłem gotowy do ruchu.

Tylko że nic się nie działo.

Nawet kiedy udało mi się dobrze złapać poręcz, nie miałem siły ruszyć nogami i podnieść ciała.

Było to niesamowicie frustrujące.

Najgorsze w takich sytuacjach jest to, że człowiek czuje, iż znajduje się o krok od wykonania ruchu. Wszystko wygląda prawie dobrze, a mimo to ciało nie chce wykonać ostatniej części zadania.

Wcześniej opisywałem już, jak przy SM człowiek chce wstać, ale ciało nie zawsze wykonuje to, co zaplanowała głowa. Tym razem zacząłem jednak dokładniej obserwować, co dzieje się chwilę przed próbą podniesienia.

I chyba właśnie wtedy zacząłem zauważać najważniejszą różnicę.

Plecy, tułów i nogi nie działają osobno

Nie jestem fizjoterapeutą ani lekarzem, dlatego nie zamierzam przedstawiać mojej obserwacji jako medycznego wyjaśnienia.

Mogę opisać tylko to, co widzę u siebie.

Zauważyłem, że gdy za mocno rozciągnąłem i rozluźniłem plecy, przestawały one stabilizować mój tułów. Ciało leciało do przodu, ręce próbowały utrzymać mnie na poręczy, a nogi jakby nie potrafiły włączyć się do ruchu.

Wyglądało to tak, jakby każdy fragment ciała robił coś innego.

Plecy nie trzymały pozycji.

Ręka walczyła o utrzymanie poręczy.

Tułów uciekał do przodu.

Nogi miały przejąć ciężar, ale nie dostawały stabilnej podstawy, z której mogłyby rozpocząć pracę.

Dopiero wtedy zrozumiałem, że być może nie chodzi wyłącznie o siłę nóg.

Nogi mogą być słabe, ale nawet silniejsze nogi potrzebują stabilnego tułowia.

Jeżeli całe ciało rozsypuje się przed rozpoczęciem ruchu, samo mocniejsze napięcie ud może nie wystarczyć.

Od kilku dni robię coś inaczej

Największa zmiana polega na tym, że nie próbuję już za wszelką cenę całkowicie rozluźniać pleców przed wstawaniem.

Pozwalam im pozostać lekko napiętymi.

Nie chodzi o maksymalne usztywnienie ani o wyginanie się do tyłu. Chodzi raczej o to, żebym nie rozciągnął ich do momentu, w którym tułów całkowicie traci stabilność.

Siadam na brzegu łóżka.

Ustawiam nogi.

Staram się utrzymać ciało.

Chwytam poręcz.

I wtedy dzieje się coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe.

Nogi idą.

Nie zawsze idealnie.

Nie za każdym razem z taką samą siłą.

Nie oznacza to również, że nagle samodzielnie wstaję bez żadnego problemu.

Ale czuję różnicę.

Wcześniej ręka trzymała poręcz, a nogi pozostawały jakby odłączone od całego ruchu. Teraz, kiedy plecy i tułów zachowują większą stabilność, nogi częściej próbują wykonać swoją pracę.

To są małe rzeczy, które z zewnątrz mogą wyglądać zupełnie niepozornie.

Dla mnie są jednak ogromne.

Nie stałem się nagle silniejszy

Nie chcę tworzyć historii, w której jednego dnia odkryłem magiczny sposób i wszystkie problemy zniknęły.

Tak nie jest.

Nadal mam stwardnienie rozsiane.

Nadal od lat poruszam się na wózku.

Nadal moje mięśnie są osłabione, a lewa strona ciała nie współpracuje ze mną tak dobrze jak prawa.

Nadal bywają próby, podczas których ciało zwyczajnie nie daje rady.

Zmieniło się jednak moje rozumienie problemu.

Wcześniej patrzyłem tylko na nogi i zastanawiałem się, dlaczego są tak słabe. Teraz coraz częściej widzę, że w rehabilitacji przy SM nie wystarczy ćwiczyć jednego mięśnia albo jednego ruchu.

Wszystko jest ze sobą połączone.

Plecy wpływają na pozycję tułowia.

Tułów wpływa na możliwość przeniesienia ciężaru ciała.

Stabilność wpływa na to, czy ręka może pomagać, czy musi jedynie ratować mnie przed upadkiem.

Dopiero wtedy nogi dostają szansę, aby wykonać swoją część ruchu.

Podobną zależność zauważałem już wcześniej, kiedy pisałem o budowaniu mobilności poprzez stabilność. Teraz po raz pierwszy poczułem ją tak wyraźnie podczas zwykłej próby wstawania z łóżka.

Czasami postęp zaczyna się od zrozumienia

Przy rehabilitacji bardzo łatwo oceniać postępy tylko na podstawie końcowego rezultatu.

Wstałem albo nie wstałem.

Zrobiłem krok albo go nie zrobiłem.

Podniosłem nogę albo nie dałem rady.

Tymczasem czasami największym postępem jest zauważenie, dlaczego ruch nie wychodzi.

Jeszcze kilka tygodni temu nie rozumiałem, dlaczego jednego dnia nogi próbują pracować, a innym razem nie reagują niemal wcale. Teraz przynajmniej wiem, że warto obserwować całe ciało, a nie tylko jego najsłabszy fragment.

Nie oznacza to, że znalazłem odpowiedź na wszystko.

Być może za kilka dni zauważę kolejny element, który dziś całkowicie pomijam.

Może okaże się, że ważne jest ustawienie stóp.

Może większą rolę odgrywa pozycja miednicy.

Może znaczenie ma zmęczenie, pora dnia albo napięcie mięśni po nocy.

Na tym właśnie polega moje obecne życie z SM.

Nie otrzymuję gotowej instrukcji obsługi własnego ciała. Muszę ją powoli tworzyć, próbując, obserwując i czasem popełniając dokładnie te same błędy przez wiele dni.

Moje nogi jednak nie przestały współpracować

Jeszcze niedawno naprawdę myślałem, że moje nogi przestały współpracować.

Dzisiaj widzę to trochę inaczej.

One być może nadal próbowały.

Tylko całe ciało nie potrafiło stworzyć im odpowiednich warunków do wykonania ruchu.

To dla mnie ważna zmiana myślenia.

Nie dlatego, że nagle rozwiązałem problem ze wstawaniem, ale dlatego, że przestałem patrzeć na swoje ciało jak na zbiór osobnych, zepsutych części.

Moje nogi, plecy, brzuch, ręce i tułów muszą nauczyć się znowu pracować razem.

Po tylu latach siedzenia nie będzie to szybkie.

Nie oczekuję również, że każdy dzień przyniesie widoczny postęp.

Ale kiedy chwytam poręcz na lekko napiętych plecach i czuję, że nogi naprawdę próbują podnieść moje ciało, pojawia się we mnie myśl, której nie zamierzam ignorować.

One nadal tam są. Nadal potrafią odpowiedzieć. Trzeba tylko znaleźć sposób, żeby całe ciało znowu zaczęło mówić jednym językiem.

Wcześniej pisałem, że moje nogi rwą się do wstawania. Dzisiaj rozumiem trochę lepiej, dlaczego sam zapał nóg nie wystarczał.

Potrzebna jest jeszcze stabilność.

Potrzebna jest współpraca.

I chyba przede wszystkim potrzebna jest cierpliwość, żeby kolejny raz spróbować, nawet kiedy poprzednia próba zakończyła się tylko mocniejszym chwytem poręczy.

Przeczytaj również

Budowanie mobilności poprzez stabilność – o tym, dlaczego odzyskiwanie ruchu może zaczynać się od utrzymania właściwej pozycji ciała.

Przy SM człowiek chce wstać, ale ciało nie zawsze słucha – moja historia o próbach wstawania i walce z ciałem, które nie wykonuje ruchu zgodnie z planem.

Czy można odzyskać to, co SM zabrało? – o nadziei, rehabilitacji i małych sygnałach, których nie chcę już lekceważyć.

Więcej tekstów dotyczących ćwiczeń, wstawania i odzyskiwania sprawności znajdziesz tutaj: Rehabilitacja i odzyskiwanie sprawności.



Ważna informacja

Wszystko, co opisuję na tym blogu, wynika wyłącznie z moich osobistych doświadczeń z życia ze stwardnieniem rozsianym (SM). Nie jestem lekarzem, fizjoterapeutą ani dietetykiem i nie udzielam porad medycznych.

To, co sprawdziło się u mnie, nie musi przynieść takich samych efektów u innych osób. Każdy organizm jest inny, dlatego wszelkie decyzje dotyczące leczenia, rehabilitacji, suplementacji czy diety warto podejmować po konsultacji z lekarzem lub odpowiednim specjalistą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres