Przez lata myślałem, że muszę wszystko kontrolować. Przy SM to czasem tylko przeszkadza

 

8 lipca 2026

Przez lata myślałem, że muszę wszystko kontrolować. Przy SM to czasem tylko przeszkadza

Podsumowanie

Od pewnego czasu coraz mocniej widzę, że ciągłe przejmowanie się wszystkim nie zawsze pomaga. Czasem człowiek robi swoje, odpuszcza walkę z tym, na co nie ma wpływu, i nagle okazuje się, że wiele rzeczy zaczyna wychodzić lepiej.



Coś mi dziś przyszło do głowy

Hej 😊

Dzisiaj złapałem się na jednej myśli. Takiej niby prostej, ale chyba właśnie przez swoją prostotę trochę mnie zatrzymała.

Przez lata miałem w sobie takie przekonanie, że muszę wszystko kontrolować. Chorobę. Rehabilitację. Swoje ciało. Każdy objaw. Każdy gorszy dzień. Każdą rzecz, która nie wychodziła tak, jak powinna.

A dziś coraz częściej mam wrażenie, że im bardziej się czymś przejmowałem, tym mocniej sam siebie blokowałem.

Nie chodzi o to, że nagle przestałem się starać. To byłoby za proste. I nieprawdziwe. Dalej robię swoje. Dalej próbuję ćwiczyć, pisać, obserwować organizm, szukać sposobów na życie z SM. Ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że jest ogromna różnica między staraniem się a szarpaniem się ze wszystkim na siłę.

Bo czasem człowiek mówi sobie: muszę, muszę, muszę.

Muszę wstać. Muszę zrobić postęp. Muszę mieć lepszy dzień. Muszę odzyskać sprawność. Muszę coś udowodnić. Muszę znaleźć rozwiązanie.

A organizm jakby wtedy robił dokładnie odwrotnie.

Im bardziej naciskałem, tym gorzej szło

Przy stwardnieniu rozsianym bardzo łatwo wejść w taki tryb ciągłego sprawdzania siebie.

Czy dziś nogi lepsze?

Czy ręka mocniejsza?

Czy łatwiej się podnieść?

Czy rehabilitacja coś daje?

Czy to już poprawa, czy tylko chwilowy lepszy dzień?

I niby to są normalne pytania. Każdy, kto żyje z SM, chyba zna ten stan. Człowiek chce wiedzieć, na czym stoi. Chce mieć jakiś dowód, że wysiłek ma sens.

Tylko że u mnie coraz częściej wyglądało to tak, że samo myślenie o tym zaczynało zabierać więcej siły niż konkretne działanie.

Bywało, że zanim jeszcze coś zrobiłem, w głowie już miałem całą analizę. Co będzie, jeśli nie wyjdzie. Dlaczego ostatnio nie wyszło. Czy to przez SM. Czy przez zmęczenie. Czy przez stres. Czy przez nogi. Czy przez plecy. Czy przez głowę.

I nagle zwykła rzecz robiła się wielka jak ściana.

W takich momentach człowiek niby siedzi spokojnie, ale w środku cały czas pracuje. Jakby mózg mielił jeden temat bez końca. A ciało zamiast dostać jasny sygnał: robimy, dostaje chaos.

To chyba właśnie wtedy najłatwiej samemu sobie zrobić psikusa. Delikatnie mówiąc.

Skoro tak ma być, to niech tak będzie

Od pewnego czasu coraz częściej powtarzam sobie w głowie jedno zdanie:

Skoro tak ma być, to niech tak będzie.

Nie jako rezygnację.

Nie jako poddanie się.

Raczej jako sposób na odpięcie głowy od rzeczy, których i tak nie jestem w stanie teraz zmienić.

Bo mogę zrobić ćwiczenia. Mogę próbować wstać. Mogę zadbać o chłód, o odpoczynek, o pisanie bloga, o rehabilitację. Mogę obserwować, co działa, a co nie działa.

Ale nie mogę zmusić organizmu, żeby dokładnie dziś zrobił taki postęp, jaki sobie wymyśliłem.

I chyba dopiero kiedy to do mnie naprawdę dotarło, zrobiło się trochę lżej.

Nie od razu idealnie. Nie tak, że nagle wszystko zaczęło działać jak w filmie motywacyjnym. Ale zauważyłem coś ciekawego.

Kiedy przestaję tak bardzo cisnąć głową, wiele rzeczy zaczyna wychodzić spokojniej.

Tak było już kilka razy. Coś nie szło. Denerwowałem się. Analizowałem. Szukałem winnego. A potem przychodził moment, że odpuszczałem. Robiłem swoje, ale bez tego napięcia. I nagle okazywało się, że ciało jakby samo łapało właściwy tor.

Nie wiem, czy to dobra nazwa, ale dla mnie to wygląda trochę tak, jakby organizm potrzebował przestrzeni.

Nie wszystko trzeba rozgryźć od razu

Ja przez lata miałem tendencję, żeby wszystko rozgryzać.

Dlaczego tak?

Dlaczego teraz?

Dlaczego znowu?

Dlaczego nie mogę?

Dlaczego innym wychodzi, a mnie nie?

Tylko że życie z SM nauczyło mnie, że nie na każde pytanie odpowiedź przychodzi od razu. Czasem odpowiedź nie przychodzi w ogóle. Czasem zamiast odpowiedzi przychodzi dopiero doświadczenie.

I może właśnie to doświadczenie jest ważniejsze.

Bo mogę siedzieć pół dnia i zastanawiać się, czemu coś mi nie wyszło. Mogę rozłożyć to na czynniki pierwsze. Mogę się tym nakręcać. Tylko pytanie: co mi to daje?

Jeśli wyciągam z tego konkretny wniosek, dobrze.

Ale jeśli tylko kręcę się w kółko, to może lepiej powiedzieć sobie: dobra, na dziś wystarczy. Spróbuję później. Albo jutro. Albo inaczej.

Wpis o tym, jak czasem ciało przy SM chce czegoś więcej niż głowa, już kiedyś pojawił się u mnie w tekście „Moje nogi rwą się do wstawania”. Tam też było widać, że organizm potrafi wysyłać sygnały, których nie da się tak po prostu zaplanować.

Podobnie pisałem o tym w tekście „Czy to naprawdę wraca? Pierwsze oznaki poprawy”. Bo czasem poprawa nie wygląda jak wielki przełom. Czasem jest cicha, niepozorna i przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje jej wypatrywać co pięć minut.

To nie jest lenistwo ani poddanie się

Chcę to wyraźnie napisać, bo łatwo źle zrozumieć taki temat.

Odpuszczenie nie znaczy: nic nie robię.

Odpuszczenie nie znaczy: choroba wygrała.

Odpuszczenie nie znaczy: nie zależy mi.

Dla mnie odpuszczenie oznacza coś zupełnie innego.

To jest moment, w którym przestaję dokładać sobie drugą chorobę w głowie. Bo jedna rzecz to SM, objawy, zmęczenie, słabsze nogi, rehabilitacja i cała codzienność. A druga rzecz to ciągłe dobijanie się myślami.

„Powinienem już lepiej.”

„Powinienem szybciej.”

„Powinienem inaczej.”

„Powinienem dawać radę.”

Tylko że takie myślenie często niczego nie naprawia. Ono tylko zabiera energię.

A energia przy SM jest cenna. Czasem mam jej mniej, niż bym chciał. I może właśnie dlatego muszę coraz mądrzej wybierać, na co ją wydaję.

Na pewno wolę wydać ją na ćwiczenie, napisanie wpisu, spokojne obserwowanie siebie albo zwykłe przeżycie dnia niż na bezsensowne bicie się z własną głową.

Może organizm wie więcej, niż mi się wydaje

Coraz częściej mam takie wrażenie, że organizm czasem sam wie, co robić, tylko ja mu przeszkadzam.

Nie w sensie magicznym. Bardziej zwyczajnie.

Gdy człowiek jest spięty, ciało też jest spięte. Gdy głowa cały czas krzyczy, ciało nie ma spokoju. Gdy wszystko jest pod presją, każdy ruch robi się trudniejszy.

A kiedy odpuszczam, niektóre rzeczy stają się prostsze.

Nagle łatwiej coś zrobić.

Nagle mniej się boję.

Nagle nie analizuję każdego ruchu.

Nagle wychodzi coś, co wcześniej nie wychodziło.

I wtedy człowiek siedzi i myśli: no proszę, czyli może problem nie zawsze był tylko w nogach. Może czasem problem był też w tym, że ja próbowałem wszystko kontrolować do ostatniej śrubki.

Ten temat łączy mi się też z tekstem „Budowanie mobilności poprzez stabilność”. Bo stabilność to nie tylko ciało. To też głowa. Spokój. Zaufanie. Takie zwykłe poczucie, że nie muszę w każdej sekundzie udowadniać, że idę do przodu.

Najtrudniej odpuścić to, na czym najbardziej zależy

To jest chyba najtrudniejsze.

Łatwo odpuścić coś, co jest nieważne.

Dużo trudniej odpuścić sprawę, która dotyczy zdrowia, sprawności, przyszłości i codziennej samodzielności.

Bo kiedy człowiek żyje ze stwardnieniem rozsianym tyle lat, to wiele rzeczy ma większą wagę niż u osoby zdrowej. Dla kogoś zwykłe wstanie z krzesła to nic. Dla mnie to może być temat dnia. Czasem nawet tygodnia.

I właśnie dlatego tak łatwo się na tym zablokować.

Bo jeśli coś jest ważne, to człowiek chce to kontrolować.

A jeśli nie może tego kontrolować, zaczyna się stresować.

A jeśli się stresuje, ciało często działa jeszcze gorzej.

I robi się błędne koło.

Może więc czasem najlepsze, co mogę zrobić, to przerwać to koło. Nie przez wielką rewolucję. Tylko przez prostą decyzję:

Zrobiłem dziś swoje. Reszta niech przyjdzie wtedy, kiedy będzie gotowa.

Nie wiem, czy to mądrość, czy zmęczenie walką

Nie chcę udawać wielkiego filozofa ani coacha.

Nie siedzę tutaj z gotową receptą na życie. Raczej sam próbuję zrozumieć, co się ze mną dzieje i dlaczego niektóre rzeczy zaczęły wychodzić lepiej właśnie wtedy, gdy przestałem je tak mocno ściskać w głowie.

Może to mądrość po latach.

Może zmęczenie walką.

Może organizm sam mnie tego nauczył, bo innego wyjścia nie było.

A może po prostu człowiek po latach z SM zaczyna widzieć, że nie każda bitwa jest warta tej samej ilości energii.

Nie wszystko trzeba wygrać dzisiaj.

Nie wszystko trzeba zrozumieć dzisiaj.

Nie wszystko trzeba naprawić dzisiaj.

Czasem wystarczy nie dokładać sobie ciężaru.

Co zostaje?

Zostaje robienie swojego.

Bez wielkiego hałasu.

Bez obiecywania sobie cudów.

Bez ciągłego sprawdzania, czy już jestem lepszy niż wczoraj.

Zostaje spokojniejsze podejście do życia z SM.

Dziś coraz bardziej czuję, że to może być jedna z ważniejszych lekcji ostatnich miesięcy. Nie dlatego, że nagle wszystko rozwiązuje. Tylko dlatego, że daje mi trochę więcej miejsca w głowie.

A kiedy w głowie robi się więcej miejsca, łatwiej oddychać.

Łatwiej próbować.

Łatwiej nie panikować, gdy coś nie wyjdzie.

Łatwiej wrócić do tego następnego dnia.

I może właśnie o to chodzi.

Nie o to, żeby mieć pełną kontrolę nad SM.

Tylko o to, żeby SM nie miało pełnej kontroli nad moją głową.

Więcej tekstów związanych z rehabilitacją i odzyskiwaniem sprawności znajdziesz tutaj: Rehabilitacja i odzyskiwanie sprawności.





Przeczytaj również

Moje nogi rwą się do wstawania – wpis o tym, jak ciało czasem daje sygnały, których nie da się zaplanować.

Czy to naprawdę wraca? Pierwsze oznaki poprawy – o małych zmianach, które łatwo przegapić, gdy za bardzo czeka się na wielki przełom.

Budowanie mobilności poprzez stabilność – o tym, że przy SM czasem najpierw trzeba odzyskać spokój i podstawę, zanim ruszy się dalej.

Ważna informacja

Wszystko, co opisuję na tym blogu, wynika wyłącznie z moich osobistych doświadczeń z życia ze stwardnieniem rozsianym (SM). Nie jestem lekarzem, fizjoterapeutą ani dietetykiem i nie udzielam porad medycznych.

To, co sprawdziło się u mnie, nie musi przynieść takich samych efektów u innych osób. Każdy organizm jest inny, dlatego wszelkie decyzje dotyczące leczenia, rehabilitacji, suplementacji czy diety warto podejmować po konsultacji z lekarzem lub odpowiednim specjalistą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres