Nie przyszłoby mi do głowy, że lekcja pływania pomoże mi kiedyś walczyć ze stwardnieniem rozsianym
1 lipca 2026
Nie przyszłoby mi do głowy, że lekcja pływania pomoże mi kiedyś walczyć ze stwardnieniem rozsianym
Podsumowanie
Są takie wspomnienia, które człowiek nosi w sobie przez całe życie, chociaż przez lata nie rozumie, po co właściwie zostały w głowie.
Dopiero dzisiaj widzę, że jedna lekcja pływania z dzieciństwa była czymś więcej niż tylko nauką machania rękami i nogami. Po latach, kiedy przyszło stwardnienie rozsiane, ta sama lekcja zaczęła mieć dla mnie zupełnie inne znaczenie.
Tamtego dnia staw wydawał mi się oceanem
Nie pamiętam dokładnie, ile miałem wtedy lat.
Wiem tylko, że byłem jeszcze dzieckiem. Wujek zabrał mnie nad staw i postanowił nauczyć pływać.
Dla niego to pewnie była zwykła woda. Może sięgała mu gdzieś pod pachy. Może nawet mniej.
Dla mnie to był środek oceanu.
Gdyby ktoś mnie wtedy puścił, byłem przekonany, że pójdę na dno jak Titanic.
Wujek stał blisko. Dzisiaj wiem, że mnie pilnował. Dzisiaj rozumiem, że w każdej chwili mógł mnie złapać.
Ale jako dziecko ja tego nie widziałem.
Ja widziałem tylko wodę, strach i własne ręce, które miały robić coś, czego jeszcze nie umiały.
Machaj rękami, ruszaj nogami, próbuj
Wujek mówił, żebym machał rękami i nogami.
Dzisiaj brzmi to prosto.
Wtedy proste nie było.
Bo kiedy człowiek się boi, ciało nie zawsze słucha. Ręce robią swoje, nogi swoje, głowa panikuje, a woda wydaje się silniejsza od człowieka.
I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa nauka.
Nie wtedy, kiedy wszystko wychodzi.
Tylko wtedy, kiedy człowiek jeszcze nie umie, jeszcze się boi, ale mimo wszystko próbuje.
To był moment, który zapamiętałem na długo, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego.
Później człowiek już sam zaczynał kombinować
Z czasem było łatwiej.
Nie od razu.
Najpierw człowiek trzymał się brzegu. Potem próbował utrzymać się na wodzie tam, gdzie jeszcze czuł grunt pod nogami. Później nabierał powietrza w płuca i zauważał, że ciało nie zawsze musi od razu tonąć.
Organizm zaczynał rozumieć wodę.
Trochę tak, jakby uczył się jej języka.
Najpierw chaos.
Potem jedna udana próba.
Potem druga.
Aż w końcu człowiek odkrywał, że potrafi więcej, niż myślał.
Dzisiaj ze stwardnieniem rozsianym czuję coś podobnego
Po latach przyszło stwardnienie rozsiane.
I nagle znowu trzeba było uczyć się własnego ciała.
Tylko że tym razem nie chodziło już o wodę.
Chodziło o nogi, ręce, brzuch, plecy, napięcie mięśni, zmęczenie przy SM i każdy ruch, który kiedyś był oczywisty, a dzisiaj potrafi być wyzwaniem.
Czasami czuję się tak, jak wtedy w stawie.
Niby ktoś obok jest. Niby ktoś może pomóc. Rehabilitant, rodzina, lekarz, internet, doświadczenia innych ludzi.
Ale ostatecznie to ja muszę sprawdzić, co moje ciało jeszcze potrafi.
Życie z SM bardzo często polega na tym, żeby próbować jeszcze raz, nawet kiedy organizm zachowuje się tak, jakby nie chciał współpracować.
Nie każda rada z internetu jest dla mnie
W internecie można znaleźć wszystko.
Ktoś pisze, że pomogła mu dieta. Ktoś inny, że rehabilitacja przy SM zmieniła jego życie. Jeszcze ktoś inny opisuje ćwiczenia, suplementy albo własne sposoby na objawy SM.
I ja tego nie lekceważę.
Wręcz przeciwnie.
Często czytam, obserwuję, porównuję i kombinuję.
Ale nauczyłem się jednego.
To, że coś pomogło jednej osobie, nie znaczy, że pomoże mnie.
Przy SM trzeba mieć otwartą głowę, ale nie można wyłączyć rozsądku.
Jeżeli coś sprawdzam, robię to ostrożnie. Patrzę, czy organizm reaguje dobrze. Jeśli jest poprawa, zapamiętuję. Jeśli jest gorzej, wycofuję się.
To trochę jak z nauką pływania.
Trzeba wejść do wody, ale nie trzeba od razu skakać na środek jeziora bez asekuracji.
Podobnie myślałem już przy rehabilitacji
Ostatnio coraz częściej wracam do jednego wniosku: zanim człowiek ruszy dalej, musi zbudować podstawę.
Jeżeli chcesz zobaczyć, jak patrzę dziś na odbudowę sprawności i stabilności, opisałem to szerzej w tekście o budowaniu mobilności przez stabilność.
Bo dzisiaj coraz mocniej czuję, że przy SM nie chodzi tylko o same nogi.
Chodzi o całe ciało.
O brzuch.
O plecy.
O miednicę.
O cierpliwość.
I o głowę, która musi zrozumieć, że każdy mały ruch może być początkiem większej zmiany.
Podobne myśli miałem też wtedy, gdy pisałem o tym, czy można odzyskać to, co SM zabrało. Nie mam pewności, ile da się odzyskać, ale wiem jedno: bez prób nie dowiem się niczego.
Życie też uczy, tylko nie zawsze od razu to widać
Dzisiaj widzę, że życie dawało mi różne lekcje od dawna.
Tylko jako młody człowiek nie zawsze umiałem je odczytać.
Wujek nad stawem nie tłumaczył mi neuroplastyczności, rehabilitacji ani tego, że mózg potrafi szukać obejść.
On po prostu kazał machać rękami i nogami.
A jednak sens był podobny.
Nie stój w miejscu.
Nie panikuj.
Próbuj.
Zobacz, co się stanie.
Dzisiaj najbardziej zapamiętam jedno zdanie: czasem dopiero po wielu latach rozumiemy, czego naprawdę nauczyło nas życie.
Patrzę na dzisiejszą młodzież i trochę się zastanawiam
Nie chcę narzekać jak stary zrzęda.
Ale czasem patrzę na młodych ludzi i mam wrażenie, że zbyt dużo życia dzieje się dzisiaj w telefonie.
Komputer, ekran, internet, krótkie filmiki, szybkie emocje.
A gdzie są te lekcje, które kiedyś dostawało się mimochodem?
Staw.
Podwórko.
Wieś.
Strach przed wodą.
Próba, porażka, kolejna próba.
Nie twierdzę, że dawniej wszystko było lepsze.
Nie było.
Ale mam wrażenie, że człowiek częściej musiał sam kombinować. Musiał szukać rozwiązań. Musiał uczyć się życia nie z ekranu, tylko z sytuacji, które naprawdę go dotykały.
Co zabieram z dzisiejszego dnia
Zabieram jedną myśl.
Moje ciało dzisiaj nie działa tak, jakbym chciał. SM wiele rzeczy utrudniło. Czasami nogi nie słuchają, czasami napięcie mięśni wygrywa, czasami zmęczenie przy SM potrafi człowieka zatrzymać w miejscu.
Ale to nie znaczy, że mam przestać próbować.
Warto szukać własnych sposobów. Ostrożnie, z głową, ale jednak szukać.
Bo jeśli kiedyś nauczyłem się utrzymywać na wodzie, chociaż bałem się pójść na dno, to może dzisiaj też mój organizm potrafi nauczyć się czegoś jeszcze.
Wnioski
Tamtego dnia wujek uczył mnie pływać.
Tak wtedy myślałem.
Dzisiaj widzę, że uczył mnie czegoś znacznie ważniejszego.
Uczył mnie, że strach nie zawsze oznacza koniec.
Czasami oznacza początek nauki.
I może właśnie dlatego, mimo stwardnienia rozsianego, nadal próbuję.
Nie dlatego, że mam pewność sukcesu.
Tylko dlatego, że bez próby nigdy nie dowiem się, czy jeszcze potrafię utrzymać się na powierzchni.
Pytanie do czytelnika
Czy masz w swoim życiu taką lekcję z dzieciństwa, którą naprawdę zrozumiałeś dopiero po wielu latach?
Przeczytaj również
- Budowanie mobilności poprzez stabilność – o tym, dlaczego dziś coraz częściej myślę o podstawach ruchu, a nie tylko o samych nogach.
- Czy można odzyskać to, co SM zabrało? – tekst o nadziei, obserwacji własnego ciała i małych sygnałach poprawy.
- Moje nogi rwą się do wstawania – wpis o tym, jak trudno zrozumieć ciało, które czasem chce więcej, niż potrafi wykonać.


Komentarze