Nie każda walka o sprawność odbywa się podczas rehabilitacji

 

Nie każda walka o sprawność odbywa się podczas rehabilitacji





19 lipca 2026

Rehabilitacja pomaga mi odzyskiwać sprawność, ale coraz wyraźniej widzę, że najtrudniejsza walka zaczyna się wcześniej — w mojej głowie. Zanim poruszę nogami, muszę zmierzyć się z myślą, która próbuje przekonać mnie, że i tak nie dam rady.

Moje nogi są przypięte do podnóżków wózka. Niby nic szczególnego. Zwykły element codzienności człowieka, który od lat porusza się na wózku.

A jednak czasami dzieje się coś dziwnego.

Nogi zaczynają tak mocno naciskać na poduszki podnóżków, jakby próbowały się z nich wyrwać. Jakby chciały zrobić coś więcej, niż pozwala im obecna pozycja. Nie zawsze wyraźnie to czuję. Być może dlatego, że siedzę, mam założone buty, a nogi są przypięte.

Jednak nacisk jest prawdziwy.

I właśnie wtedy pojawia się druga siła. Znacznie trudniejsza do zauważenia niż napięcie mięśni.

Moja własna głowa.

Rehabilitacja jest uwieńczeniem tego, co zaczyna się wcześniej

Przez długi czas patrzyłem na rehabilitację przede wszystkim jak na pracę mięśni. Ćwiczenia, rozciąganie, napięcie, odpoczynek i kolejna próba.

Dzisiaj widzę to trochę inaczej.

Rehabilitacja pomaga mi osiągnąć właściwy cel, ale jest również uwieńczeniem tego, co wcześniej wydarzyło się w mojej głowie. Mięśnie mogą być przygotowane do ruchu, rehabilitant może pokazać właściwe ćwiczenie, a ciało może próbować współpracować.

Jeżeli jednak głowa od początku powtarza: „Nie dasz rady”, całe zadanie staje się znacznie trudniejsze.

Ostatnio widzę, że potrafię zrobić więcej niż wcześniej. Nie znaczy to, że nagle chodzę swobodnie i wszystkie problemy zniknęły. Chodzenie nadal jest trudne, wymaga pomocy, skupienia i ogromnego wysiłku.

Ale dzieje się.

I właśnie w takim momencie zawsze znajdzie się coś, co próbuje przejąć inicjatywę.

Czasami jest to myśl: „Nie uda się”.

Innym razem ktoś mnie zdenerwuje. Coś odciągnie moją uwagę. Pojawi się obawa, napięcie albo wspomnienie wcześniejszej próby, która nie wyszła.

Głowa błyskawicznie łapie taki temat i robi z niego najważniejszą sprawę świata.

Nagle zamiast myśleć o ruchu, walczę ze złością, strachem albo własnym zwątpieniem. Mięśnie czekają na polecenie, a w centrali trwa awantura.

Mózg jak komputer atakowany przez wirusy

Coraz częściej porównuję mózg do komputera.

Komputer może działać bardzo dobrze. Może mieć dobry procesor, pamięć i wszystkie potrzebne programy. Wystarczy jednak, że zostanie zaśmiecony albo zaatakowany przez wirusa, a zaczyna zwalniać, zawieszać się i wykonywać polecenia, których nikt świadomie mu nie wydał.

Z głową bywa podobnie.

„Nie próbuj.”

„Przewrócisz się.”

„Już kiedyś się nie udało.”

„Dzisiaj jest gorszy dzień.”

„Po co się męczyć?”

Każda z tych myśli zachowuje się jak mały wirus. Jedna niewiele zmienia. Kiedy jednak pojawi się ich kilka naraz, cały mój wewnętrzny system zaczyna działać przeciwko mnie.

I tutaj nie wystarczy kliknąć „usuń” albo zainstalować nowego programu antywirusowego. Gdyby to było takie łatwe, już dawno kupiłbym licencję do własnej głowy. Najlepiej dożywotnią, bez reklam i automatycznych aktualizacji w najmniej odpowiednim momencie.

Muszę zrobić coś trudniejszego.

Muszę zauważyć tę pierwszą myśl i nie potraktować jej jak wyroku.

„Nie dasz rady” nie zawsze mówi prawdę

Mózg bardzo często jako pierwszy stawia znak zakazu.

Nie rób tego, bo się nie uda.

Nie próbuj, bo będzie źle.

Zostań w miejscu, bo tutaj jest bezpiecznie.

Tyle że ta przestroga nie zawsze wynika z tego, co moje ciało rzeczywiście potrafi w danym momencie. Czasami jest tylko echem wcześniejszych niepowodzeń.

Jeżeli kilka razy coś mi nie wyszło, głowa zapisuje ten wynik i przy następnej próbie natychmiast go odtwarza. Nie pyta, czy od tamtej chwili coś się zmieniło. Czy rehabilitacja przyniosła efekty. Czy mięśnie są lepiej przygotowane. Czy znalazłem inny sposób wykonania ruchu.

Po prostu uruchamia stary komunikat.

„Nie dasz rady.”

I właśnie wtedy coraz częściej odpowiadam sobie wprost:

„Gówno prawda. Dam radę.”

To nie jest magiczne zaklęcie. Samo powtarzanie tych słów nie uruchomi nóg i nie odbuduje mięśni. Nie zastąpi rehabilitacji, ćwiczeń ani pracy z ciałem.

Ale daje mi szansę podjąć próbę, zanim strach ją zatrzyma.

Najlepszym dowodem jest zrobienie czegoś wbrew lękowi

Dobrze jest połączyć obecną sytuację z czymś, co kiedyś również wydawało się niemożliwe.

Każdy ma w pamięci takie wydarzenie. Coś miało się nie udać. Człowiek był pewien porażki, a jednak spróbował i zrobił dokładnie to, przed czym ostrzegała go głowa.

Takie wspomnienie jest dla mnie ważniejsze niż puste motywacyjne zdanie znalezione w internecie.

Nie muszę wierzyć komuś, kto napisał na kolorowym obrazku, że „wszystko jest możliwe”. Wiem, że nie wszystko jest możliwe. SM postawiło przede mną wystarczająco dużo ograniczeń, żebym nie opowiadał bajek.

Mogę jednak przypomnieć sobie konkretną sytuację, w której głowa mówiła „nie”, a ja mimo wszystko zrobiłem „tak”.

To jest prawdziwy argument.

Jeżeli wtedy moja pierwsza myśl się myliła, może mylić się również dzisiaj.

Mięśnie głębokie też mają tutaj swoje zadanie

Oczywiście nie wszystko dzieje się w psychice.

Coraz lepiej widzę, jak ważne są mięśnie głębokie brzucha oraz mięśnie znajdujące się przy kręgosłupie i po bokach tułowia. Mam z nimi kłopot zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. I muszę się zgodzić, że ich działanie wpływa na to, co później robią moje nogi.

Ciało nie jest zestawem oddzielnych części.

Nogi nie pracują niezależnie od brzucha. Brzuch nie pracuje niezależnie od pleców. Plecy nie pracują niezależnie od ustawienia tułowia. A wszystko razem dostaje polecenia z głowy, która czasami pomaga, a czasami zachowuje się jak kierownik próbujący zatrzymać całą produkcję przed rozpoczęciem zmiany.

Nacisk nóg na podnóżki jest dla mnie sygnałem, że w ciele coś się dzieje. Nie wiem jeszcze dokładnie, jak daleko mnie to zaprowadzi. Nie chcę na podstawie jednej obserwacji ogłaszać przełomu.

Widzę jednak, że moje ciało próbuje.

Moim zadaniem jest mu nie przeszkodzić, zanim rehabilitacja pozwoli wykorzystać tę próbę we właściwy sposób.

Próbuję wejść na wyższy poziom

W tej chwili jestem właśnie na takim etapie.

Próbuję wejść na wyższy poziom. Nie tylko w ćwiczeniach, ale również w sposobie myślenia o własnej sprawności.

Nie chcę bezmyślnie wierzyć każdej negatywnej myśli. Chcę patrzeć głębiej i sprawdzać, czy za pierwszym komunikatem nie kryje się druga odpowiedź.

„Nie dasz rady” może być tylko strachem.

„Nie próbuj” może być wspomnieniem dawnej porażki.

„To niemożliwe” może znaczyć jedynie: „Jeszcze nie wiem, jak to zrobić”.

Rehabilitacja nadal jest niezbędna. To podczas niej pracuję nad mięśniami, ruchem i kontrolą ciała. Ale dzisiaj rozumiem, że nie każda walka o sprawność odbywa się na materacu, przy poręczy albo podczas ćwiczeń.

Czasami najważniejsza próba zaczyna się kilka sekund wcześniej.

W głowie.

I dopiero kiedy tam odpowiem sobie: „Spróbuję”, ciało dostaje szansę pokazać, co naprawdę potrafi.

Nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi. Wiem tylko, że nie chcę już oddawać walkowerem każdej próby wyłącznie dlatego, że mój wewnętrzny komputer wyświetlił ostrzeżenie.

Zwłaszcza że ten komunikat coraz częściej okazuje się zwykłym spamem.





Przeczytaj również

Więcej wpisów o rehabilitacji i odzyskiwaniu sprawności przy SM

Metaopis: Rehabilitacja wzmacnia ciało, ale walka o sprawność często zaczyna się w głowie. Jak uczę się odpowiadać myśli: „Nie dasz rady”?

Hashtagi: #rehabilitacja #stwardnienierozsiane #SM #sprawność #walkawgłowie #niepełnosprawność #JaISM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres