Myślałem, że boję się rozmowy o pracę. Tak naprawdę bałem się, że znowu usłyszę „nie”
Myślałem, że boję się rozmowy o pracę. Tak naprawdę bałem się, że znowu usłyszę „nie”
15 lipca 2026
Od dłuższego czasu szukam pracy zdalnej. Za kilka dni czeka mnie rozmowa dotycząca współpracy B2B. Powinienem się cieszyć, ale moja głowa zdążyła już wymyślić kilkanaście powodów, dla których lepiej byłoby sobie odpuścić.
Jeszcze kilka dni temu wydawało mi się, że najbardziej boję się samej rozmowy o pracę.
Pytań.
Oceny.
Tego, czy będę potrafił dobrze opowiedzieć o swoim doświadczeniu.
Dopiero później zrozumiałem, że nie chodzi wyłącznie o rozmowę.
Najbardziej boję się, że po raz kolejny usłyszę:
„Dziękujemy, ale zdecydowaliśmy się na innego kandydata”.
Wszystko zaczęło się od wiadomości na LinkedIn
Ktoś obejrzał mój profil i zaproponował rozmowę dotyczącą pracy zdalnej.
Teoretycznie właśnie na coś takiego czekałem.
Od miesięcy poprawiam CV, uzupełniam LinkedIn, uczę się nowych rzeczy, rozwijam blog, poznaję narzędzia AI i szukam możliwości pracy z domu.
Powinienem więc pomyśleć:
„Świetnie. Wreszcie ktoś się odezwał”.
Tymczasem moja pierwsza myśl była zupełnie inna:
„Coś mi tutaj nie pasuje”.
Mój mózg nie zapytał najpierw, czy to może być dobra szansa.
Najpierw rozpoczął śledztwo.
Brakowało tylko lupy, płaszcza detektywa i muzyki z filmu kryminalnego.
Najpierw termin nie pasował mnie
Pierwszy zaproponowany termin rozmowy nie był dla mnie odpowiedni.
Poprosiłem więc o jego zmianę.
Nowy termin został ustalony.
Przez chwilę wydawało się, że wszystko jest w porządku.
Aż nagle rozmowa została odwołana i ponownie przełożona.
No i wtedy mój wewnętrzny specjalista od katastrof dostał paliwo rakietowe.
„Widzisz? Coś tu jest podejrzane”.
„Normalne firmy tak nie robią”.
„Szkoda Twojego czasu”.
„Znowu nic z tego nie będzie”.
Później dostałem jednak kolejną wiadomość.
Konkretny termin.
Konkretna godzina.
Nowy link do spotkania na Zoomie.
Rozmowa została ostatecznie umówiona na piątek o godzinie 9.00.
I wtedy przestałem się zastanawiać, czy spotkanie rzeczywiście się odbędzie.
Zacząłem się zastanawiać, czy ja sobie podczas niego poradzę.
Moja głowa zdążyła już przeprowadzić tę rozmowę
Najzabawniejsze jest to, że do spotkania zostało jeszcze kilka dni.
Rozmowy jeszcze nie było.
Nikt nie zadał mi ani jednego pytania.
Nikt nie powiedział mi, że się nie nadaję.
Nikt mnie nie odrzucił.
A mimo to moja głowa zdążyła już przeprowadzić całą rekrutację kilkanaście razy.
W jednej wersji nie potrafiłem odpowiedzieć na najprostsze pytanie.
W drugiej usłyszałem podziękowanie po kilku minutach.
W trzeciej okazało się, że współpraca zupełnie się nie opłaca.
W czwartej projekt zakończył się, zanim zdążyłem wystawić pierwszą fakturę.
W piątej prawdopodobnie zostałem prezesem, ale tej wersji mój mózg nie chciał już dokładniej rozwijać.
Widocznie nawet dla niego była zbyt mało realistyczna.
Nie boję się samej pracy
Kiedy zacząłem przypominać sobie swoje wcześniejsze doświadczenia, dotarło do mnie coś ważnego.
Ja nie boję się pracy.
Zaczynałem kiedyś na produkcji w zakładzie meblowym.
Pakowałem meble i zajmowałem się między innymi przygotowaniem luster.
Później przeniesiono mnie do magazynu.
Formalnie nadal byłem pomocnikiem stolarza, ale w praktyce odpowiadałem za to, żeby całemu zakładowi nie zabrakło materiałów.
Spisywałem zapotrzebowanie z poszczególnych hal.
Pilnowałem stanów magazynowych.
Zamawiałem kołki, śruby, wkręty, zawiasy, prowadnice, uchwyty, obrzeża, kleje, bejce i inne potrzebne elementy.
Z czasem znałem większość mebli tak dobrze, że po spojrzeniu na dokumentację wiedziałem, ile okuć potrzeba do ich złożenia.
Moim zadaniem było dopilnowanie, żeby nikt nie stał bez pracy tylko dlatego, że zabrakło kilku kołków albo prowadnic.
Kiedy czegoś brakowało, nie zawsze można było po prostu czekać.
Kompletowaliśmy część zestawów, odkładaliśmy je, a po dostawie brakujących elementów uzupełnialiśmy paczki.
Produkcja musiała iść dalej.
Kiedyś też chciałem uciec
Pamiętam dzień, w którym usłyszałem, że mam przejść z produkcji do magazynu.
Bałem się jak diabli.
Odpowiedzialność była ogromna.
Zakład się rozwijał.
Kiedy zaczynałem, pracowało tam około trzydziestu lub czterdziestu osób.
Kiedy kończyłem, było ich już ponad sto.
Jedna osoba pilnowała zaopatrzenia magazynu i potrzeb produkcji.
Tą osobą byłem ja.
Wtedy powiedziałem sobie coś, co pamiętam do dzisiaj:
„Michał, masz kartę pływacką. Pływać potrafisz. Nie utopisz się”.
I się nie utopiłem.
Pracowałem tam ponad osiem lat.
Dzisiaj sytuacja jest inna.
Nie stoję już przed magazynem pełnym okuć.
Siedzę przed komputerem i czekam na rozmowę przez Zoom.
A jednak strach brzmi niemal identycznie.
„Nie poradzisz sobie”.
„Odpuść”.
„Szkoda nerwów”.
Praca zdalna również nie jest mi obca
Po odejściu z zakładu nie przestałem pracować.
Przygotowywałem z domu faktury, karty gwarancyjne oraz dokumenty potwierdzające wydanie towaru.
Współpracowałem z księgowością, poprawiałem dokumenty i wysyłałem je w formacie PDF do firmy.
W innych pracach wykonywałem telefony, przygotowywałem raporty, zapisywałem wyniki kontaktów i wysyłałem podsumowania e-mailem.
Pracowałem również na tabelach w Excelu.
Zapisywałem daty pierwszej, drugiej i trzeciej próby kontaktu oraz terminy, w których należało ponownie zadzwonić.
W jednej z prac system sam wybierał numery, a rozmowy były automatycznie nagrywane.
W ciągu czterech godzin wykonywałem często od osiemdziesięciu do ponad stu połączeń.
Przełożony mógł odsłuchać każdą rozmowę.
Nie miał zastrzeżeń.
Skoro więc potrafiłem wcześniej pracować z domu, samodzielnie wykonywać zadania i rozliczać się z wyników, dlaczego teraz miałbym nagle założyć, że sobie nie poradzę?
B2B budzi jednak dodatkowe pytania
Tym razem rozmowa może dotyczyć współpracy B2B.
I tutaj mój strach nie jest już całkowicie bezpodstawny.
Przy umowie o pracę wiele rzeczy jest jasno ustalonych.
Przy działalności trzeba samemu pilnować składek, podatków, faktur i kosztów.
Trzeba też wiedzieć, czy projekt będzie długoterminowy i czy po jego zakończeniu pojawią się kolejne zadania.
Nie zamierzam więc podchodzić do tej rozmowy jak człowiek, który musi zgodzić się na wszystko tylko dlatego, że ktoś się odezwał.
Ja również mam prawo zadawać pytania.
Mam prawo sprawdzić, czy ta propozycja jest dobra dla mnie.
Strach nie może jednak decydować za mnie jeszcze przed spotkaniem.
Życie do odważnych należy
Ostatnio coraz częściej wraca do mnie jedno powiedzenie:
„Życie do odważnych należy”.
Nie oznacza ono, że odważny człowiek niczego się nie boi.
Odwaga nie polega na tym, że człowiek siedzi spokojnie i wszystko ma głęboko gdzieś.
Odwaga zaczyna się wtedy, kiedy strach mówi:
„Nie idź”.
A człowiek mimo wszystko odpowiada:
„Sprawdzę”.
Gdybym kiedyś posłuchał strachu, nie przeszedłbym do magazynu.
Nie zdobyłbym doświadczenia w zaopatrzeniu.
Nie nauczyłbym się wystawiania faktur.
Nie pracowałbym zdalnie.
Nie wykonywałbym telefonów.
Nie prowadziłbym raportów.
Nie rozwijałbym dziś bloga, e-commerce, SEO i narzędzi AI.
Większość ważnych rzeczy w moim życiu zaczynała się od myśli:
„A co będzie, jeśli sobie nie poradzę?”.
A później okazywało się, że jakoś dawałem radę.
Za kilka dni wszystko się okaże
Termin jest ustalony.
Link do spotkania czeka.
Rozmowa odbędzie się w piątek o godzinie 9.00.
Nie wiem, jak wypadnie.
Nie wiem, czy oferta będzie dla mnie odpowiednia.
Nie wiem, czy współpraca dojdzie do skutku.
Nie wiem nawet, czy po spotkaniu będę zadowolony.
Wiem natomiast jedno.
Tym razem nie pozwolę, żeby strach podjął decyzję za mnie.
Wejdę na rozmowę.
Odpowiem na pytania.
Zadam własne.
A później zobaczymy, co z tego wyniknie.
Bo skoro życie rzeczywiście należy do odważnych, to najpierw trzeba przynajmniej dać mu szansę.
Jak wyglądała rozmowa i czy moje obawy miały jakiekolwiek podstawy?
O tym opowiem w następnym wpisie.
Przeczytaj również
- To nie zawsze było SM. Czasami największym przeciwnikiem okazywał się stres
- Każdy gorszy dzień wydawał mi się początkiem końca. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej
- Myślałem, że najbardziej męczą mnie mięśnie. Dziś zrozumiałem, że równie mocno męczy mnie ciągłe myślenie
- Po ośmiu latach na wózku moje nogi zrobiły coś, czego kompletnie się nie spodziewałem
- Więcej historii z życia ze stwardnieniem rozsianym
Meta opis: Za kilka dni czeka mnie rozmowa o pracę zdalną. Myślałem, że boję się rekrutera, ale największą walkę znowu rozpoczęła moja własna głowa.
Hashtagi: #StwardnienieRozsiane #SM #PracaZdalna #RozmowaKwalifikacyjna #Niepełnosprawność #B2B #Motywacja #ŻycieZSM #Odwaga #Nadzieja


Komentarze