Problem siedział wyżej. Przez lata mózg mówił mi, że nie dam rady

 Problem siedział wyżej. Przez lata mózg mówił mi, że nie dam rady



22 lipca 2026

Przez wiele lat myślałem, że największy problem znajduje się w moich nogach. Dzisiaj coraz wyraźniej widzę, że często siedział znacznie wyżej — w głowie. Stwardnienie rozsiane osłabia ciało, ale słowa lekarzy, cudze problemy i własny strach potrafią dodatkowo przekonać człowieka, że nie warto nawet próbować.

Przez całe życie wiele razy słyszałem, czego nie będę mógł zrobić.

Nie mówię, że lekarze chcieli dla mnie źle. Przekazywali mi swoją wiedzę, diagnozy i przewidywania. Problem w tym, że kiedy człowiek przez lata słyszy podobne rzeczy, jego głowa zaczyna traktować je jak wyrok.

Nie jak możliwość.

Nie jak jedną z prognoz.

Jak wyrok.

Z czasem sam zaczynasz sobie powtarzać: nie dam rady, nie potrafię, moje ciało już tego nie zrobi. I nawet nie zauważasz, kiedy cudze słowa zaczynają mówić w twojej głowie twoim własnym głosem.

Zmiana sposobu myślenia brzmi łatwo tylko w poradnikach

Ktoś może powiedzieć: „Myśl pozytywnie”. Piękna rada. Prawie tak samo pomocna jak powiedzenie człowiekowi na wózku: „Po prostu wstań”.

Zmiana sposobu myślenia nie następuje po przeczytaniu jednego motywacyjnego zdania w internecie. U mnie trwa to już drugi rok i nadal nie mogę powiedzieć, że wszystko zostało poukładane.

Przez wiele lat mózg nauczył się określonego schematu. Pojawia się trudność, a on natychmiast uruchamia alarm:

Nie próbuj. Nie dasz rady. Uważaj. To się nie uda.

I teraz trzeba ten schemat stopniowo odwracać. Nie przez udawanie, że choroby nie ma. Nie przez wmawianie sobie, że wszystko jest cudownie. Trzeba nauczyć się zauważać, kiedy strach mówi głośniej niż rzeczywiste możliwości.

To ogromna różnica.


Nie muszę nosić problemów całego świata

Zrozumiałem również, że nie mogę przejmować się wszystkimi ludźmi i wszystkimi ich problemami. Mam wystarczająco dużo własnych spraw, nad którymi muszę pracować.

Oczywiście można komuś doradzić. Można podzielić się najlepszą wiedzą, jaką się ma. Można pomóc, jeśli ktoś tej pomocy naprawdę chce.

Ale jeżeli ktoś nie zamierza niczego zmieniać i wciąż wraca z tym samym problemem, moje zamartwianie się za niego niczego nie naprawi. Swoje zrobiłem. Powiedziałem, co wiedziałem. Dalej ta osoba musi sama zdecydować, co z tym zrobi.

Przychodzi w życiu taki moment, kiedy trzeba odpuścić. Nie z obojętności, lecz dla ochrony własnej głowy.

Nie zbawię wszystkich ludzi. Nie rozwiążę wszystkich problemów. Nie mam nawet peleryny, a z mojego wózka Batmobil też raczej nie powstanie.

Mogę natomiast zadbać o siebie. I właśnie na tym powinienem się teraz skupiać.

Telewizja robiła mi w głowie niepotrzebny tłok

W pewnym momencie zaczęły mnie denerwować wiadomości oraz programy takie jak „Trudne sprawy”, „Ukryta prawda” i wszystkie podobne produkcje.

Po co to oglądać?

Człowiek siedzi, patrzy na cudze kłótnie, zdrady, dramaty i nieszczęścia, a później dziwi się, że ma w głowie bałagan. Jakby własnych zmartwień było za mało, trzeba jeszcze zaprosić do domu pół telewizji.

Dzisiaj widzę to bardzo wyraźnie. Nie każda informacja jest mi potrzebna. Nie każda cudza historia musi zostać ze mną do wieczora. Nie każdy człowiek zasługuje na miejsce w moich myślach.

Takie ograniczenie hałasu działa trochę jak sprzątanie umysłu. Nie chodzi o całkowite odcięcie się od świata. Chodzi o świadomy wybór tego, czym karmię swoją głowę.

Skoro codziennie próbuję uruchamiać mięśnie, ćwiczyć i odzyskiwać choć odrobinę kontroli nad ciałem, nie mogę jednocześnie zasypywać umysłu cudzym lękiem i nieustannym marudzeniem.

Dobrze jest czasem mieć wyjechane

Kiedyś usłyszałem prostą radę: trzeba zlewać to, co inni gadają.

Wiem, że łatwo powiedzieć. Człowiek chciałby być odporny, a później jedno głupie zdanie potrafi chodzić za nim przez pół dnia jak mucha, która uparła się zamieszkać w jego uchu.

Mimo wszystko można się tego uczyć.

Ktoś marudzi? Niech marudzi.

Ktoś uważa, że nie dam rady? Ma prawo tak uważać.

Ktoś widzi wyłącznie moje ograniczenia? To jego sposób patrzenia, a nie instrukcja obsługi mojego życia.

Czasem najlepiej powiedzieć sobie: skoro tak ma być, to niech tak będzie. Następnie wrócić do swoich ćwiczeń, planów i codziennych spraw.

Nie muszę nikogo przekonywać. Wyniki, nawet te najmniejsze, powiedzą więcej ode mnie.





Moje nogi nadal potrafią mnie zaskoczyć

Nogi nadal się spinają i napinają. Oczywiście nie zawsze wtedy, kiedy byłoby to wygodne. One mają własny grafik i najwyraźniej nie zamierzają go ze mną konsultować.

Mimo tego widzę, że mięśnie reagują. Mam wrażenie, że ciało wciąż próbuje pracować i odpowiada na gimnastykę. Dlatego trzeba mu regularnie przypominać, że pewne ruchy nadal są możliwe.

Ćwiczenia są dla mnie nie tylko pracą fizyczną. Są także wiadomością wysyłaną do mózgu:

„Zobacz. Nadal próbujemy. Nie skreślaj tego ruchu, zanim ciało w ogóle dostanie swoją szansę”.

Nie oznacza to, że każda próba kończy się sukcesem. Czasami jednego dnia coś wykonuję, a dwa lub trzy dni później ten sam ruch nagle staje się problemem.

I właśnie taka sytuacja przydarzyła mi się niedawno.

Wczoraj umiałem, a dzisiaj nagle nie?

Nie pamiętam już dokładnie, o jaką czynność chodziło. Zwykle nie sprawiała mi większego problemu, a tego dnia moje ciało nagle stanęło okoniem.

Pierwsza reakcja mogła być oczywista: forma się pogorszyła, coś się zepsuło, już tego nie potrafię.

Na szczęście szybko pojawiła się druga myśl:

Chwileczkę. Przecież dwa albo trzy dni temu to zrobiłem. Skoro wtedy potrafiłem, umiejętność nie mogła nagle wyparować przez komin.

Pomyślałem więc: dasz radę. Spróbuj inaczej. Nie zakładaj od razu porażki.

To nie jest magiczne zaklęcie. Samo myślenie nie zastąpi rehabilitacji ani nie usunie SM. Może jednak zdecydować, czy podejmę kolejną próbę, czy zrezygnuję, zanim naprawdę sprawdzę swoje możliwości.

Mózg, ciało i podświadomość grają w trzech różnych drużynach

Nieraz mówiłem już, że mam wrażenie, jakby wszystko odbywało się na trzech różnych poziomach.

Jest ciało, które jednego dnia współpracuje lepiej, a następnego urządza strajk bez wcześniejszego powiadomienia.

Jest świadomy umysł, który analizuje każdą trudność i często natychmiast podsuwa myśl: nie dasz rady.

Jest też podświadomość, która pamięta wcześniejsze doświadczenia. Czasem właśnie ona podpowiada: przecież już robiłeś podobne rzeczy. Spróbuj jeszcze raz.

Dziwne? Być może. Ale żyjąc przez tyle lat ze stwardnieniem rozsianym, widziałem już wystarczająco dużo dziwnych reakcji własnego organizmu, żeby niczego z góry nie skreślać.

Nie zawsze zwycięża ciało. Nie zawsze zwycięża głowa. Czasami sukces polega wyłącznie na tym, że mimo strachu wykonuję kolejną próbę.

Warto czasem spojrzeć wstecz

Dobrze jest cofnąć się pamięcią i przypomnieć sobie konkretne sytuacje. Zarówno te dobre, jak i złe.

Złe pokazują, ile już przetrwałem.

Dobre przypominają, że nieraz udawało mi się zrobić coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe.

Mam szczęście, że pamiętam zdarzenia nawet sprzed około czterdziestu lat. Dzięki temu mogę zobaczyć nie tylko to, co choroba mi zabrała, lecz również drogę, którą przeszedłem.

Przeszłość nie powinna służyć do ciągłego rozpamiętywania porażek. Może być magazynem dowodów na to, że człowiek potrafi przetrwać więcej, niż początkowo sądzi.

Największe porządki zacząłem w swojej głowie

Nadal mam SM. Nadal poruszam się na wózku. Nadal są dni, w których ciało nie chce wykonywać nawet tych ruchów, które wcześniej wychodziły całkiem dobrze.

Nie będę więc pisał bajki o tym, że wystarczy pozytywnie myśleć i wszystkie problemy znikną.

Nie znikną.

Można jednak przestać dokładać sobie kolejny ciężar. Można ograniczyć wiadomości, cudze dramaty i ludzi, którzy bez przerwy wnoszą do naszego życia wyłącznie narzekanie. Można przestać traktować każdą trudność jak ostateczny dowód porażki.

Można skupić się na swoim ciele, ćwiczeniach i kolejnym małym kroku.

Przez lata sądziłem, że mój największy problem siedzi w nogach. Dzisiaj wiem, że czasem siedział wyżej. W głowie, która zbyt łatwo uwierzyła, że pewnych rzeczy już nigdy nie zrobię.

Teraz próbuję ją tego oduczyć.

Nie idzie szybko. Nie idzie łatwo. Ale jeżeli przez lata można było utrwalać strach, to być może przez kolejne lata można budować odwagę.

Mam nadzieję, że ten wpis komuś pomoże. Wiem, że nie jest lekki, ale życie również nie zawsze jest lekkie. Najważniejsze, żeby nie pozwolić, aby cudze słowa, wiadomości i własny lęk całkowicie odebrały nam chęć do działania.

Róbcie swoje. A na koniec — trzymajcie się bramy i majtek mamy.


Przeczytaj również

Meta opis: Przez lata sądziłem, że największym problemem przy SM są moje nogi. Dziś widzę, jak ogromny wpływ na ciało mają strach, cudze słowa, negatywne wiadomości i przekonanie, że nie dam rady.

Hashtagi: #StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZeSM #Psychika #Podświadomość #Rehabilitacja #Motywacja #ZdrowiePsychiczne #NiePoddajęSię #JaISM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres