Myślałem, że problem jest w nogach. Dopiero teraz zauważyłem, że całe ciało pracuje razem
12 lipca 2026
Myślałem, że problem jest w nogach. Dopiero teraz zauważyłem, że całe ciało pracuje razem
Podsumowanie
Przez wiele lat byłem przekonany, że moje problemy z chodzeniem wynikają przede wszystkim ze słabych nóg. Ostatnio zacząłem jednak dostrzegać coś znacznie ciekawszego. Kiedy prostuję plecy i mocniej wciskam je w oparcie wózka, jedna z nóg potrafi sama docisnąć się do podnóżka. Zacząłem więc zastanawiać się, jak wiele zależy od mięśni brzucha, pleców, miednicy i całego tułowia. To nie jest porada medyczna ani gotowa odpowiedź. To tylko moje obserwacje własnego organizmu po wielu latach życia ze stwardnieniem rozsianym.
Hej 😊
Siedziałem sobie spokojnie na wózku. Nic wielkiego się nie działo. Żadnego treningu olimpijskiego, żadnego rehabilitanta stojącego nade mną ze stoperem i żadnej muzyki z filmu o bokserze.
Po prostu siedziałem.
W pewnym momencie wyprostowałem plecy i mocniej wcisnąłem je w oparcie.
I wtedy stało się coś dziwnego.
Jedna z moich nóg mocniej docisnęła się do podnóżka.
Zatrzymałem się na chwilę i pomyślałem:
„Zaraz, zaraz… Przecież ruszyłem plecami, a odpowiedziała noga”.
Powtórzyłem ten ruch jeszcze raz. Wyprostowałem tułów, napiąłem plecy i ponownie wcisnąłem je w oparcie.
Noga znowu zareagowała.
Nie był to wielki ruch. Nie poderwałem się nagle z wózka i nie pobiegłem dookoła stołu. Spokojnie, aż tak dobrze mój organizm jeszcze nie urządza niespodzianek. Jednak ta niewielka reakcja wystarczyła, żebym zaczął nad czymś intensywnie myśleć.
Czy przez cały czas patrzyłem nie tam, gdzie trzeba?
Przez lata koncentrowałem się głównie na nogach. Skoro miałem problemy z chodzeniem, logiczne wydawało mi się, że właśnie tam znajduje się najważniejszy problem.
Słabe nogi. Trudność z ich podnoszeniem. Problemy z utrzymaniem pozycji stojącej. Kolana, które nie zawsze chcą robić to, czego od nich oczekuję.
Wszystko wskazywało na nogi.
Tylko że coraz częściej zauważam, że nogi nie pracują samodzielnie. Są częścią znacznie większego mechanizmu. Brzuch, plecy, miednica, pośladki i mięśnie głębokie tułowia muszą współpracować, żeby człowiek mógł stabilnie siedzieć, wstać, utrzymać równowagę, a później zrobić krok.
Już wcześniej pisałem, że moje nogi czasami zachowują się tak, jakby naprawdę chciały wrócić do wstawania . Teraz coraz częściej zastanawiam się, czy ich możliwości nie zależą również od tego, co dzieje się znacznie wyżej.
Może problem nie polega wyłącznie na tym, że noga jest słaba.
Może tułów nie daje jej wystarczająco stabilnej podstawy do działania.
Baklofen rozluźniał nie tylko to, co chciałem rozluźnić
Przez wiele lat przyjmowałem baklofen, który miał zmniejszać nadmierne napięcie mięśni. U mnie jednak pojawiało się wrażenie, że lek nie wybiera sobie jednego konkretnego mięśnia i nie mówi:
„Dobrze, kolego, teraz rozluźnię tylko ciebie, a resztę zostawię w spokoju”.
Organizm nie działa jak panel sterowania, na którym można jednym przyciskiem wyłączyć wyłącznie lewą łydkę albo jeden fragment pleców.
Miałem wrażenie, że rozluźnienie dotyczyło całego ciała. Od góry do dołu. Nie tylko mięśni nadmiernie napiętych, ale również tych, których potrzebowałem do stabilizacji, siedzenia, prostowania tułowia i prób wstawania.
Baklofen odstawiłem prawie rok temu. Nie zrobiłem tego teraz i nie twierdzę, że każdy powinien postąpić podobnie. Takich decyzji nie należy podejmować samodzielnie na podstawie wpisu przeczytanego w internecie.
Opisuję wyłącznie to, co zauważam u siebie.
Mam wrażenie, że mój organizm bardzo powoli przypomina sobie wcześniejsze funkcje. Nie nastąpiło żadne cudowne przełączenie. Nie obudziłem się następnego ranka z mięśniami jak zawodowy kulturysta.
Zmiany są drobne.
Raz mocniej napną się plecy. Innym razem noga zareaguje na ruch tułowia. Czasem łatwiej mi coś napiąć albo utrzymać pozycję. To niewielkie sygnały, ale właśnie z takich sygnałów składa się moja codzienna obserwacja organizmu.
Mięśnie głębokie mogą mieć większe znaczenie, niż sądziłem
Zacząłem coraz więcej myśleć o mięśniach głębokich brzucha i tułowia. To one pomagają stabilizować ciało, utrzymywać odpowiednią pozycję i przekazywać siłę między górną a dolną częścią ciała.
Kiedy człowiek chodzi bez większych problemów, raczej nie analizuje każdego mięśnia. Wstaje i idzie. Nie prowadzi zebrania zarządu z brzuchem, plecami i pośladkami przed każdym krokiem.
Przy SM sytuacja wygląda inaczej.
Czasami człowiek musi rozłożyć zwykły ruch na części i obserwować, gdzie dokładnie coś przestaje działać. Dlatego coraz mocniej skupiam się nie tylko na nogach, lecz także na brzuchu, plecach, miednicy i stabilizacji całego tułowia.
To właśnie stabilność stała się dla mnie jednym z najważniejszych elementów rehabilitacji. Pisałem o tym również we wpisie: „Budowanie mobilności poprzez stabilność” .
Dzisiaj ten temat nabiera dla mnie jeszcze większego znaczenia. Coraz wyraźniej czuję, że mocne nogi mogą nie wystarczyć, jeżeli reszta ciała nie stworzy im odpowiednich warunków do pracy.
A co z jelitami?
W tym miejscu moje myśli poszły jeszcze dalej.
Od dawna mam również problemy z wypróżnianiem. Zacząłem się więc zastanawiać, czy osłabienie mięśni brzucha i tułowia może mieć u mnie znaczenie także w tej kwestii.
Nie twierdzę, że znalazłem przyczynę zaparć. Problemy jelitowe mogą mieć wiele różnych powodów, a ja nie jestem lekarzem ani fizjoterapeutą.
Zauważam jednak, że mój organizm nie jest zbiorem całkowicie oddzielnych części.
Plecy nie żyją swoim życiem. Brzuch nie pracuje osobno. Nogi nie są przykręcone do reszty ciała kilkoma śrubkami i nie wykonują poleceń niezależnie od tułowia.
Wszystko jest ze sobą połączone.
Skoro mięśnie brzucha pomagają w stabilizacji, oddychaniu, zmianie pozycji i zwiększaniu ciśnienia w jamie brzusznej, zaczynam brać pod uwagę, że ich słaba praca może dokładać u mnie kolejną cegiełkę do problemów z wypróżnianiem.
To nadal tylko moja obserwacja i pytanie, na które nie mam pewnej odpowiedzi. Jednak właśnie takie pytania pomagają mi uważniej patrzeć na własne ciało.
Oczy szeroko otwarte i dwa plus dwa
Nie jestem specjalistą. Nie zamierzam nikomu mówić, żeby odstawił lek, zmienił rehabilitację albo na podstawie mojego doświadczenia wyciągał wnioski dotyczące własnego zdrowia.
Mogę opowiadać wyłącznie o sobie.
Po wielu latach życia z SM nauczyłem się jednak jednego: warto mieć oczy szeroko otwarte.
Czasami ciało wysyła bardzo ciche sygnały. Łatwo je zignorować, bo nie wyglądają spektakularnie. Jedna noga trochę mocniej dociska podnóżek. Plecy napinają się inaczej niż dawniej. Po ćwiczeniach łatwiej utrzymać pozycję.
Osobno takie rzeczy mogą wydawać się nieważne.
Kiedy jednak zaczynam dodawać dwa do dwóch, powoli wyłania się większy obraz.
Może właśnie dlatego coraz mocniej wierzę, że organizm potrafi odzyskiwać przynajmniej część tego, co wcześniej wydawało się całkowicie stracone . Nie zawsze dzieje się to szybko. Nie zawsze wygląda tak, jak sobie wyobrażamy. Czasami zaczyna się od ruchu tak niewielkiego, że ktoś stojący obok nawet by go nie zauważył.
Być może moje nogi nie były jedynym problemem
Jeszcze niedawno całą uwagę kierowałem na nogi. Teraz coraz wyraźniej widzę, że podczas rehabilitacji muszę patrzeć szerzej.
Na plecy. Brzuch. Miednicę. Pośladki. Stabilność tułowia. Sposób siedzenia. Napięcie całego ciała.
Nadal nie wiem, dokąd doprowadzą mnie te obserwacje. Wiem jednak, że mój organizm po wielu latach potrafi mnie jeszcze zaskoczyć.
Ostatnio największą walkę stoczyłem we własnej głowie, kiedy moje nogi chciały się poddać. Opisałem to we wpisie: „To nie moje nogi chciały się poddać. Największą walkę stoczyłem we własnej głowie” . Dzisiaj widzę kolejny element tej samej układanki.
Być może nie chodzi tylko o zmuszanie nóg do pracy.
Być może najpierw całe ciało musi ponownie nauczyć się współpracować.
A skoro moje plecy potrafią już czasami odezwać się do nogi bez pytania mnie o pozwolenie, to wygląda na to, że ta wewnętrzna ekipa powoli zaczyna się dogadywać.
Na razie daleko jej do idealnie zorganizowanej firmy. Czasami jeden dział pracuje, drugi ma przerwę, a trzeci chyba nawet nie przeczytał wiadomości.
Ale najważniejsze, że coś zaczyna się dziać. 😊
Ważne
Ten wpis opisuje wyłącznie moje osobiste doświadczenia i obserwacje. Nie jest poradą medyczną. Baklofen oraz inne leki wpływające na napięcie mięśni należy stosować, zmieniać lub odstawiać wyłącznie po konsultacji z lekarzem. Każdy przypadek stwardnienia rozsianego może wyglądać inaczej.
Przeczytaj również
- Moje nogi rwą się do wstawania
- Budowanie mobilności poprzez stabilność
- Czy można odzyskać to, co SM zabrało? Moja nadzieja i to, co już widzę
- To nie moje nogi chciały się poddać. Największą walkę stoczyłem we własnej głowie
Więcej moich historii dotyczących ćwiczeń, chodzenia i odzyskiwania sprawności znajdziesz w dziale: Rehabilitacja i odzyskiwanie sprawności .


Komentarze