Po ośmiu latach na wózku moje nogi zrobiły coś, czego kompletnie się nie spodziewałem

 

9 lipca 2026

Po ośmiu latach na wózku moje nogi zrobiły coś, czego kompletnie się nie spodziewałem

Podsumowanie

Po latach życia ze stwardnieniem rozsianym i po ośmiu latach siedzenia na wózku zacząłem zauważać coś dziwnego. Moje nogi, które przez długi czas wydawały się prawie nieobecne, nagle zaczęły same dawać o sobie znać. Czasem mnie to cieszy, czasem męczy, a czasem zwyczajnie denerwuje. Ale jedno jest pewne — coś zaczęło się dziać.



Moje nogi zaczęły mówić po swojemu

Ostatnio chciałem się trochę pochwalić, ale też sam nie wiem, czy bardziej się cieszę, czy jestem tym wszystkim zmęczony.

Bo moje nogi zaczęły jakby mówić.

Nie słowami oczywiście. Bardziej napięciem, ruchem, spinaniem się, dziwnym układaniem w nocy i tym, że nagle robią rzeczy, których ja świadomie nie potrafię zrobić.

I to jest właśnie najdziwniejsze.

Przez lata myślałem, że skoro siedzę na wózku już około ośmiu lat, to moje nogi są właściwie tylko słabe. Że skoro ich normalnie nie używam, to tam już niewiele może się dziać. Wiadomo, mięśnie nie są takie jak kiedyś. Siły też nie ma tyle co dawniej. Człowiek z czasem zaczyna się przyzwyczajać do tego, że nogi bardziej przeszkadzają niż pomagają.

A tu nagle okazuje się, że one coś próbują.

Nie zawsze wtedy, kiedy ja bym chciał. Nie zawsze w sposób wygodny. Czasem wręcz w najgorszym możliwym momencie. Ale jednak próbują.

Najbardziej czuć to w nocy

Najbardziej daje mi to popalić w nocy albo nad ranem.

Leżę, próbuję odpocząć, a tu jedna noga potrafi przekroczyć drugą. Szczególnie lewa. I to jest dla mnie dziwne, bo kiedy chcę ją sam świadomie podnieść, to nie wygląda to tak prosto. A jednak w nocy potrafi się unieść na tyle, żeby przełożyć się przez prawą nogę.

Niby drobiazg.

Ale dla mnie to nie jest drobiazg.

Bo jeśli noga potrafi się sama unieść i przekroczyć drugą nogę, to znaczy, że tam jakaś siła jednak jest. Może nie taka, jakiej bym chciał. Może nie taka, żeby od razu wstać i pójść. Ale coś tam działa.

Problem w tym, że kiedy później muszę tę nogę odkręcić, poprawić, przesunąć albo wrócić do normalnej pozycji, zaczyna się cała gimnastyka.

Czasem muszę pomagać sobie rękami. Czasem muszę odpychać nogę, przesuwać ją, kombinować. I wtedy dopiero człowiek widzi, jak dużo pracy wykonują zdrowe nogi bez żadnego zastanowienia.

Normalny człowiek nawet nie myśli o tym, że nogę trzeba odwodzić, przywodzić, unieść, obrócić, postawić. Po prostu to robi.

Ja dziś potrafię analizować takie rzeczy jak mechanik, który patrzy na starą maszynę i próbuje zrozumieć, który trybik jeszcze działa, a który się blokuje.

Dwugłowe uda też zaczęły się odzywać

Mam też wrażenie, że dużo dzieje się z tyłu ud.

Dla sprecyzowania — chodzi mi o mięśnie po tylnej stronie uda, czyli te, które często nazywa się mięśniami dwugłowymi uda. Od siedzenia na wózku one są cały czas uciskane. Podkładka pod tyłek niby pomaga siedzieć, ale jednocześnie ugniata te mięśnie przez wiele godzin.

I ja coraz bardziej czuję, że one są zmęczone.

Nie tak normalnie, jak po spacerze albo po ćwiczeniach. Bardziej tak, jakby były długo przyciśnięte, obudzone i jednocześnie wkurzone.

Najdziwniejsze jest to, że czasem one jakby same zaczynają pracować. Spinają się, ciągną, układają nogi inaczej. I wtedy z jednej strony myślę: „No super, coś się dzieje”. A z drugiej strony mam ochotę powiedzieć: „Dobra, ale może nie teraz?”.

Bo to naprawdę potrafi zmęczyć.

Zwłaszcza kiedy człowiek chce tylko spokojnie poleżeć, odpocząć albo skorzystać z kaczki. Wtedy nogi nie powinny robić własnego programu artystycznego. A jednak robią.

Nie mogę być zły, że nogi próbują współpracować

I tutaj mam taki konflikt w głowie.

Bo z jednej strony mnie to denerwuje. Naprawdę. Nie będę udawał, że siedzę zachwycony, kiedy o świcie walczę z własnymi nogami, żeby wróciły na miejsce.

A z drugiej strony — jak mam być zły na nogi, które próbują współpracować?

Przecież przez lata marzyłem o tym, żeby cokolwiek ruszyło. Żeby organizm nie był tylko w trybie „nie da się”. Żeby coś się odezwało. Żeby ciało przypomniało sobie choćby kawałek dawnego programu.

I może właśnie coś takiego się dzieje.

Nie chcę tu robić wielkiej sensacji. Nie chcę pisać, że nagle wszystko wraca. To byłoby za proste i nieuczciwe. Ale czuję, że mój organizm próbuje przywrócić jakiś porządek. Jakby mózg gdzieś tam szukał starych ścieżek i sprawdzał, które jeszcze są przejezdne.

Podobnie pisałem już przy okazji tekstu „Jeszcze kilka lat temu uznałbym to za bajkę. Dziś po prostu wstałem z łóżka”. Tam też chodziło o coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się mało realne, a jednak organizm zrobił swoje.

Kiedyś takie ruchy były czymś oczywistym

Najbardziej dziwne w chorobie jest to, że człowiek dopiero po latach zaczyna doceniać rzeczy, które kiedyś robił bez myślenia.

Kiedyś podniesienie nogi, przełożenie jej, wejście gdzieś, przestąpienie czegoś — to były normalne ruchy. Tak normalne, że nawet ich nie zauważałem.

I tu przypomniała mi się jedna historia z młodości.

Miałem kilkanaście lat. Byłem u wujka w Turkowach i pomagaliśmy przy wykopkach ziemniaków. Wujek miał kombajn. Ziemniaki trafiały do zbiornika, a później wysypywało się je na przyczepę.

Każdy miał swoje miejsce przy pracy.

A ja oczywiście musiałem wymyślić coś po swojemu.

Zamiast stać tam, gdzie powinienem, wszedłem do zbiornika i wybierałem kamienie. Wydawało mi się, że nic złego nie może się wydarzyć. Przecież byłem młody, sprawny, szybki. Nogi niosły mnie tam, gdzie chciałem. Człowiek nie myślał wtedy o ryzyku.

W pewnym momencie wujek uruchomił mechanizm wysypywania ziemniaków. Nie wiedział, że jestem w środku.

Zbiornik zaczął się przechylać.

W jednej chwili straciłem oparcie i zsunąłem się w stronę taśmy transportującej ziemniaki.

Do dziś pamiętam ten moment.

Gdybym nie zatrzymał się na krótkiej taśmie, mogło dojść do tragedii. Mogłem zostać bardzo poważnie ranny. Może nawet mogło skończyć się gorzej.

Na szczęście skończyło się tylko na ogromnym strachu.

Dzisiaj, kiedy o tym myślę, widzę ogromny kontrast. Kiedyś moje nogi były tak oczywiste, że potrafiłem wejść tam, gdzie nie powinienem. Dzisiaj cieszę się z tego, że lewa noga sama potrafi przekroczyć prawą.

Życie potrafi zrobić człowiekowi bardzo dziwną lekcję pokory.

Może ciało pamięta więcej, niż mi się wydaje

Od pewnego czasu coraz częściej zastanawiam się, czy ciało nie pamięta więcej, niż ja sam myślę.

Bo ja w głowie czasem już zakładam, że czegoś nie potrafię. Że noga nie da rady. Że ruch jest za trudny. Że po tylu latach siedzenia na wózku pewne rzeczy są już zamknięte.

A potem przychodzi noc i noga robi coś sama.

Nie idealnie. Nie wygodnie. Nie pod moją komendę. Ale robi.

I wtedy zaczynam myśleć, że może problemem nie jest tylko brak siły. Może chodzi też o to, że mózg, mięśnie i całe ciało muszą na nowo dogadać się między sobą.

O tym podobnym podejściu pisałem też w tekście „Myślałem, że problemem są moje nogi. Dziś coraz bardziej podejrzewam, że przy SM wszystko zaczyna się od mięśni tułowia”. Bo coraz mocniej czuję, że same nogi to nie wszystko. Tułów, miednica, plecy, brzuch, napięcie, pozycja siedzenia — to wszystko się ze sobą łączy.

Przy stwardnieniu rozsianym człowiek często szuka jednej przyczyny. A potem wychodzi, że ciało to cała mapa połączeń.

To jest męczące, ale jednak pozytywne

Nie chcę udawać bohatera.

Dzisiejsza noc była męcząca. Nad ranem szczególnie. Nogi przeszkadzały, układały się po swojemu, trzeba było je poprawiać. Byłem zmęczony i trochę poirytowany.

Ale kiedy emocje trochę opadły, pomyślałem sobie jedno:

skoro moje nogi robią coś, czego kompletnie się nie spodziewałem, to może nie wszystko jest tak zamknięte, jak kiedyś myślałem.

To nie znaczy, że jutro wstanę i pójdę. To nie znaczy, że mam sobie dopisać wielkie zwycięstwo. Ale znaczy, że coś w środku nadal próbuje pracować.

I ja wolę zauważać takie małe sygnały, niż udawać, że ich nie ma.

Bo życie z SM to często nie są wielkie przełomy. Czasem to jest jedna noga, która w nocy przekroczy drugą. Czasem mięsień, który się odezwie po latach. Czasem dziwne napięcie, które męczy, ale jednocześnie pokazuje, że ciało nie jest całkiem obojętne.

Właśnie dlatego coraz częściej wracam myślami do rehabilitacji i odzyskiwania sprawności. Nie jako do pięknej teorii, tylko jako do codziennej walki o drobiazgi. O ruch. O pozycję. O odrobinę kontroli. O to, żeby ciało znów zaczęło rozumieć, czego od niego chcę.

Więcej takich tekstów zbieram w dziale: Rehabilitacja i odzyskiwanie sprawności przy SM.

Przeczytaj również

Moje nogi rwą się do wstawania. Czy to możliwe przy SM?
Jeśli ciekawi Cię temat dziwnych sygnałów z nóg i tego, czy organizm może próbować wracać do dawnych wzorców ruchu.

Czy to naprawdę wraca? Pierwsze oznaki, których nie chcę zignorować
Tekst o małych zmianach, które z zewnątrz mogą wyglądać niepozornie, ale dla osoby z SM znaczą naprawdę dużo.

Przez lata myślałem, że wszystko zależy od SM. Dziś wiem, że część nadal jest w moich rękach
O tym, że nie nad wszystkim mamy kontrolę, ale czasem warto pilnować tego małego kawałka, który jeszcze od nas zależy.




Ważna informacja

Wszystko, co opisuję na tym blogu, wynika wyłącznie z moich osobistych doświadczeń z życia ze stwardnieniem rozsianym (SM). Nie jestem lekarzem, fizjoterapeutą ani dietetykiem i nie udzielam porad medycznych.

To, co sprawdziło się u mnie, nie musi przynieść takich samych efektów u innych osób. Każdy organizm jest inny, dlatego wszelkie decyzje dotyczące leczenia, rehabilitacji, suplementacji czy diety warto podejmować po konsultacji z lekarzem lub odpowiednim specjalistą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres