Myślałem, że nogi nie mają siły. Po rozciąganiu przestałem uciekać do tyłu

 

Myślałem, że nogi nie mają siły. Po rozciąganiu przestałem uciekać do tyłu

17 lipca 2026





Podczas wstawania moje nogi zginały się tak, jakbym zamiast stanąć koniecznie chciał znowu usiąść. Wczorajsza rehabilitacja pokazała jednak, że problem nie musiał oznaczać braku siły — po bolesnym rozciąganiu ruch wyraźnie się zmienił.

Próbowałem wstać, a moje ciało miało własny plan.

Ja chciałem iść do góry. Nogi zginały się w kolanach, biodra uciekały do tyłu, a całość wyglądała tak, jakbym w połowie wstawania nagle przypomniał sobie, że przecież siedzenie jest znacznie bezpieczniejsze. Tyle że ja wcale nie chciałem siadać.

Przy stwardnieniu rozsianym łatwo wtedy pomyśleć jedno: nogi znowu nie mają siły. Koniec tematu. Można zgasić światło i rozejść się do domów.

Tylko że tym razem rehabilitant nie zgasił światła. Zamiast tego kazał mi położyć nogi na krześle.

Krzesło, skłon i ból jak diabli

Siedziałem na wózku, nogi miałem oparte na krześle i przechylałem tułów w jego kierunku. Z pozoru nic wielkiego. Człowiek siedzi, krzesło stoi, pełna kultura. Po chwili okazało się jednak, że tylna część moich nóg ma na ten temat zupełnie inne zdanie.

Bolało jak diabli.

Nie mam pewności, czy chodzi o samą sztywność mięśni, ścięgien, czy jeszcze o coś innego. Nie będę tutaj zakładał białego fartucha i udawał specjalisty, bo po pierwsze nim nie jestem, a po drugie fartuch i tak nie rozwiązałby problemu. Wiem jedno: te miejsca były tak napięte, że trzeba było nad nimi popracować.

Rozciąganie nie należało do przyjemności. Każde pochylenie mówiło mi bardzo wyraźnie, że ciało przez lata siedzenia na wózku potrafi sobie urządzić własny magazyn napięć. I oczywiście przechowuje je dokładnie tam, gdzie najmniej ich potrzebuję.

Wytrzymałem jednak, bo chciałem sprawdzić, czy to rzeczywiście ma związek z moim uciekaniem do tyłu podczas wstawania.

Druga próba wstawania pokazała różnicę

Po rozciąganiu zrobiliśmy kolejną próbę.

I tutaj wydarzyło się coś ważnego. Tym razem przy wstawaniu nie uciekałem już tak mocno do tyłu. Nogi nie zginały się od razu w sposób, który kierował mnie z powrotem do siedzenia. Ruch nie stał się nagle idealny, nie wstałem też i nie pobiegłem po kawę. Bez przesady — cudów na zamówienie jeszcze nie prowadzimy.

Ale różnica była widoczna.

Przed rozciąganiem ciało wyraźnie próbowało mnie „złożyć”. Po rozciąganiu sytuacja zaczęła się normalizować. Dla kogoś z boku może to być drobiazg. Dla mnie to cenna informacja, bo pokazuje, że nie każdy problem przy wstawaniu musi wynikać wyłącznie ze słabych nóg.

Czasami przeszkodą może być napięcie, skrócenie albo brak elastyczności. Coś, czego nie widać, dopóki nie wykona się właściwego ruchu i nie porówna tego, co działo się przed ćwiczeniem i po nim.

W moim przypadku porównanie było proste. Przed — cofało mnie do siedzenia. Po — znacznie mniej.

Najważniejszy trop może znajdować się w lędźwiach

To jednak nie był koniec wczorajszych obserwacji.

Rehabilitant powiedział mi też, że mięśnie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym są u mnie w kiepskiej formie. I akurat to bardzo pasuje do tego, co obserwuję od pewnego czasu.

Podczas wstawania nogi nie pracują przecież w próżni. Tułów musi być stabilny. Plecy muszą utrzymać pozycję. Miednica i cała reszta powinny współpracować, zamiast urządzać zebranie, na którym każdy głosuje za innym kierunkiem.

Kiedy mięśnie lędźwiowe są słabe, utrzymanie ciała podczas pionizacji staje się trudniejsze. U mnie może to być jeden z ważnych elementów całej układanki. Nie twierdzę, że znalazłem już jedną odpowiedź na wszystko. Przy SM byłoby to podejrzanie łatwe. Mam jednak kolejny konkretny trop: popracować nad wzmocnieniem odcinka lędźwiowego i obserwować, jak wpłynie to na wstawanie.

Wcześniej skupiałem uwagę głównie na nogach. Bo skoro problem pojawia się przy wstawaniu, to pierwszym podejrzanym są właśnie one. Teraz coraz wyraźniej widzę, że ciało nie działa działami: nogi osobno, plecy osobno, tułów osobno. Wszystko jest połączone, a awaria w jednym miejscu potrafi wyglądać tak, jakby winne było zupełnie inne.

Lewy mięsień czworogłowy też daje sygnał

Rehabilitant zwrócił również uwagę na mięsień czworogłowy lewej nogi, który się kurczy. Na razie nie jest to rzecz, na której chcę skupić całą uwagę. Wiem, że lewa strona od dawna jest u mnie słabsza, więc ta obserwacja nie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.

Nie znaczy to, że ją ignoruję. Po prostu teraz najważniejsze wydaje mi się wzmocnienie mięśni w odcinku lędźwiowym i dalsza praca nad rozciąganiem nóg pod kontrolą rehabilitanta. Jeden problem naraz. Gdybym chciał jednocześnie naprawiać każdą część ciała, musiałbym otworzyć własny serwis całodobowy.

Najważniejsze jest to, że wczorajsza rehabilitacja dała konkretny efekt, który można było zobaczyć od razu. Nie tylko „wydawało mi się, że jest trochę lepiej”. Zrobiliśmy próbę przed rozciąganiem i próbę po nim. Różnica była jasna.

Nie każda porażka nóg jest porażką siły

Ta sytuacja przypomniała mi coś, o czym przy SM łatwo zapomnieć. Kiedy ruch nie wychodzi, pierwsza myśl bywa najgorsza: choroba znowu zabrała mi kawałek sprawności. Tymczasem czasem ciało potrzebuje nie tylko wzmacniania, ale też rozluźnienia i odzyskania zakresu ruchu.

W moim przypadku bolesne rozciąganie zmieniło sposób, w jaki nogi zachowały się podczas kolejnej próby wstawania. To nie jest obietnica, że od teraz każdy dzień będzie lepszy. To również nie jest porada, żeby ktokolwiek powtarzał takie ćwiczenie samodzielnie. Ja wykonywałem je podczas rehabilitacji i pod kontrolą osoby, która wiedziała, co robi.

Jest to jednak powód do nadziei.

Bo jeśli po jednej dobrze dobranej pracy nad napięciem ciało przestało tak mocno uciekać do tyłu, to znaczy, że jest nad czym pracować. A jeżeli do tego uda się wzmocnić lędźwie, być może kolejne próby wstawania staną się stabilniejsze.

Nie ogłaszam przełomu. Znam SM zbyt długo, żeby po jednej udanej próbie zamawiać orkiestrę i czerwony dywan. Ale zapisuję ten dzień jako kolejną ważną wskazówkę.

Nogi nie zawsze odmawiają współpracy dlatego, że są za słabe. Czasem są tak napięte, że ciągną ciało w niewłaściwą stronę. A czasem problem zaczyna się wyżej — w plecach, które powinny trzymać całą konstrukcję.

Wczoraj dostałem więc dwa zadania: nadal rozciągać to, co mnie cofa, i wzmacniać to, co powinno mnie utrzymać. Brzmi prosto. W praktyce będzie bolało, męczyło i pewnie nieraz mnie zdenerwuje.

Ale skoro po rozciąganiu przestałem od razu wracać do pozycji siedzącej, to warto spróbować. Moje ciało pokazało, że jeszcze potrafi zmienić zdanie. Trzeba mu tylko przedstawić odpowiednie argumenty.




Przeczytaj również

Zobacz więcej wpisów o rehabilitacji i odzyskiwaniu sprawności przy SM

Metaopis: Podczas wstawania nogi zginały się i cofały mnie do siedzenia. Po bolesnym rozciąganiu ruch się poprawił, a rehabilitacja wskazała nowy trop.

Hashtagi: #StwardnienieRozsiane #SM #Rehabilitacja #ŻycieNaWózku #Wstawanie #Rozciąganie #MięśnieNóg #MięśnieLędźwiowe #Sprawność #JaISM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres