Myślałem, że największym problemem są moje nogi. Dzisiaj zacząłem podejrzewać, że chodzi o coś więcej

 

2 lipca 2026

Myślałem, że największym problemem są moje nogi. Dzisiaj zacząłem podejrzewać, że chodzi o coś więcej

Podsumowanie

Od kilku dni zauważam coś, czego wcześniej nie chciałem albo nie potrafiłem dostrzec. Moje nogi przy wstawaniu zachowują się trochę lepiej. Nie uginają się tak jak jeszcze niedawno, łatwiej nad nimi zapanować. A mimo to każda próba wstania wciąż kosztuje mnie mnóstwo siły. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że problem nie zawsze tkwi tylko w mięśniach. Czasami największym przeciwnikiem okazuje się stres.



Dzisiaj od rana było jakoś spokojniej

Dzisiaj pogoda w końcu zrobiła mi mały prezent. Zamiast upału było przyjemnie chłodno. Przy stwardnieniu rozsianym takie dni potrafią naprawdę zrobić różnicę. Organizm nie walczy jednocześnie z temperaturą i z własnymi ograniczeniami. Człowiek od razu czuje, że oddycha się trochę lżej.

Ja również od rana miałem wrażenie, że jest odrobinę lepiej. Nogi przy wstawaniu nie zachowywały się już tak nerwowo. Nie miałem wrażenia, że za chwilę kompletnie odmówią współpracy. Nadal daleko do ideału, ale pojawiło się coś, czego bardzo mi brakowało – odrobina spokoju.

I właśnie wtedy zacząłem się zastanawiać, czy przez cały czas nie skupiałem się na niewłaściwym przeciwniku.

Ciało zaczyna współpracować, ale głowa jeszcze nie

Od wielu tygodni moim największym marzeniem jest znowu samodzielnie wstawać. Dla wielu osób to zwykła czynność trwająca kilka sekund. Dla mnie to cały proces.

Najpierw odpowiednio ustawić nogi. Potem przesunąć ciężar ciała. Pomyśleć o rękach. Nie zapomnieć o plecach. Napinać odpowiednie mięśnie. Kontrolować kolana. Pilnować równowagi.

To wszystko dzieje się w kilka sekund.

Czasami mam wrażenie, że mój mózg wykonuje w tym czasie pracę za pięciu ludzi.

A kiedy do tego dochodzi stres, robi się jeszcze trudniej.

Jedna mina potrafi zmienić bardzo wiele

Nie ukrywam, że ogromne znaczenie ma również atmosfera podczas ćwiczeń.

Kiedy osoba pomagająca jest spokojna, łatwiej uwierzyć, że się uda.

Kiedy jednak widzę zniecierpliwienie albo mam wrażenie, że wszystko odbywa się bardziej z obowiązku niż z przekonania, automatycznie zaczynam się spinać.

I wtedy w mojej głowie pojawiają się pytania:

Czy znowu dam radę?

Czy nogi znowu się ugną?

Czy znowu zawiodę?

Zanim jeszcze spróbuję wstać, mózg zdąży przygotować kilka czarnych scenariuszy.

Nie wiem, czy każdy tak ma, ale u mnie stres naprawdę potrafi odebrać część siły.

Rehabilitant wyjechał na urlop...

Mój rehabilitant ma teraz dwa tygodnie urlopu.

Można powiedzieć żartobliwie, że przez jakiś czas nikt nie będzie mnie męczył.

Prawda jest jednak taka, że nie zamierzam przez te dwa tygodnie nic nie robić.

Codziennie staram się ćwiczyć tyle, ile jestem w stanie.

Większość ćwiczeń wykonuję leżąc.

Do tego dochodzą gumy rehabilitacyjne zaczepione o drzwi i ścianę.

To nie wygląda spektakularnie.

Ale wiem, że właśnie z takich drobiazgów później rodzą się większe postępy.

Przypomniało mi się coś sprzed kilku miesięcy

Dzisiaj podczas ćwiczeń złapałem się na jednej myśli.

Kiedy zakończyłem program lekowy, miałem problem nawet z zieloną gumą rehabilitacyjną.

Nie potrafiłem jej porządnie rozciągnąć.

Byłem wtedy przekonany, że mocniejsze gumy są poza moim zasięgiem.

Dzisiaj ćwiczę już na czarnej.

Srebrna również coraz częściej pojawia się podczas ćwiczeń.

Do złotej jeszcze nie mam odwagi podejść.

Nie dlatego, że się jej boję.

Po prostu nie chcę niepotrzebnie się denerwować.

Na wszystko przyjdzie odpowiedni moment.

Najbardziej zaskoczyły mnie moje nogi

Dzisiaj podczas jednego z ćwiczeń rehabilitant wcześniej zaczepiał gumę o moją stopę.

Jeszcze jakiś czas temu moje nogi były tak sztywne, że ręce rozciągały gumę, a noga praktycznie nie wykonywała swojej pracy.

To było frustrujące.

Dzisiaj widzę, że powoli zaczyna się to zmieniać.

Nie są to wielkie różnice.

Nie wydarzył się cud.

Ale organizm zaczyna odpowiadać trochę inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu.

I właśnie takie drobiazgi najbardziej motywują mnie do dalszej pracy.

Największą walkę toczę chyba z własną głową

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że moje mięśnie często są gotowe zrobić więcej, niż pozwala im moja głowa.

Stres zabiera energię.

Lęk zabiera pewność siebie.

Przewidywanie porażki odbiera odwagę jeszcze zanim człowiek spróbuje.

Może właśnie dlatego tak ważna jest atmosfera podczas rehabilitacji.

Czasami jedno spokojne zdanie potrafi zrobić więcej niż kolejne dziesięć powtórzeń ćwiczenia.

Dzisiaj zrozumiałem jeszcze jedną rzecz

Złapałem się również na tym, że zamiast cieszyć się dzisiejszym dniem, już zacząłem martwić się tym, co będzie jutro.

Czy znowu nogi będą współpracowały?

Czy znowu się zestresuję?

Czy znowu będzie ciężko?

I wtedy pomyślałem...

Po co mam dzisiaj przeżywać jutro?

Przecież ono jeszcze nie nadeszło.

Może zamiast zatruwać sobie głowę tym, co dopiero może się wydarzyć, lepiej wykorzystać siły na dzisiejszy dzień.

Jutro i tak przyjdzie.

I wtedy zmierzę się z nim najlepiej, jak będę potrafił.

Zakończenie

Nie wiem, co przyniesie jutro.

Wiem jednak jedno.

Kilka miesięcy temu zielona guma rehabilitacyjna wydawała mi się ogromnym wyzwaniem.

Dzisiaj ćwiczę na znacznie mocniejszych.

Jeszcze niedawno moje nogi wydawały się całkowicie bezradne.

Dzisiaj coraz częściej pokazują, że jednak chcą współpracować.

To nie oznacza końca problemów.

Ale daje mi nadzieję.

Bo właśnie z takich małych zmian rodzą się później te największe.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres