Czy to naprawdę wraca? Pierwsze oznaki poprawy przy SM dały mi dziś ogromną nadzieję

 01.06.2026

Czy to naprawdę wraca? Pierwsze oznaki poprawy przy SM dały mi dziś ogromną nadzieję



Podsumowanie

Dzisiaj wydarzyło się coś, czego jeszcze jakiś czas temu nawet bym się nie spodziewał. Niewielka zmiana, kilka sygnałów z ciała, ale dla osoby żyjącej ze stwardnieniem rozsianym takie momenty potrafią znaczyć naprawdę wiele.

Od dłuższego czasu obserwuję swoje ciało i widzę, że coś zaczyna się zmieniać. Powoli. Krok po kroku. Ale zdecydowanie w dobrą stronę.

Kiedy zwykłe rozciąganie zamienia się w coś więcej

Dzisiaj siedziałem na wózku i próbowałem złapać poręcz przy ścianie, żeby trochę rozciągnąć plecy. Nic nadzwyczajnego. Taka codzienna czynność.

I wtedy poczułem coś bardzo dziwnego.

Moja lewa noga, ta sama, która od dawna sprawia najwięcej problemów, nagle zrobiła coś, czego wcześniej praktycznie nie robiła. Poczułem napięcie. Poczułem siłę.

Miałem wrażenie, jakby noga zaczęła mnie odpychać do tyłu.

Na chwilę straciłem równowagę. Próbowałem utrzymać się na poręczy, ale nie miałem wystarczająco siły. W końcu puściłem uchwyt i oparłem się o oparcie wózka.

Normalnie taka sytuacja mogłaby być powodem do frustracji.

Tym razem było odwrotnie.

Poczułem ogromną radość.

Lewa noga zaczyna się budzić

Dla większości ludzi napięcie mięśnia czy niekontrolowany ruch nogi nie oznacza nic szczególnego.

Dla mnie oznacza bardzo dużo.

Od dawna obserwuję, jak stwardnienie rozsiane wpływa na moje ciało. Są dni lepsze i gorsze. Są momenty, kiedy wydaje się, że wszystko stoi w miejscu.

Ale od pewnego czasu widzę coraz więcej sygnałów.

Nie są spektakularne.

Nie oznaczają nagłego wyzdrowienia.

Ale oznaczają, że coś się dzieje.

I właśnie tego najbardziej mi brakowało przez ostatnie lata.

Pierwsze sygnały pojawiły się już w nocy

Co ciekawe, pierwsze oznaki zauważyłem jeszcze wcześniej.

W nocy zwróciłem uwagę, że lewa dłoń zaczęła trochę lepiej współpracować. Ruch był delikatnie płynniejszy. Reakcje wydawały się szybsze.

Dzisiaj rano podobne odczucia pojawiły się również w lewej ręce.

To nie jest jeszcze pełna sprawność.

Ale mam wrażenie, jakby do miejsc, które przez długi czas były wyciszone, zaczynały docierać sygnały.

Tak jakby organizm przypominał sobie połączenia, które gdzieś po drodze zostały zagubione.

Życie z SM uczy cierpliwości

Jednej rzeczy nauczyłem się przez wszystkie lata życia z chorobą.

Przy SM nic nie dzieje się szybko.

Kiedy pojawiły się pierwsze objawy, nie miałem pojęcia, że przede mną będzie tak długa droga. O początkach mojej historii pisałem już tutaj:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Później przyszła diagnoza i moment, który zmienił całe moje życie:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Były też pierwsze leki, pierwsze zastrzyki i pierwsza nadzieja, że uda się zatrzymać chorobę:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednego.

Trzeba doceniać nawet najmniejsze postępy.

Bo czasami właśnie one są początkiem czegoś większego.

Człowiek potrzebuje nadziei

Nie ukrywam.

Dzisiejsza sytuacja bardzo mnie podbudowała.

Nie dlatego, że nagle wydarzył się cud.

Nie dlatego, że uważam się za zdrowego.

Po prostu pierwszy raz od dawna poczułem, że moje ciało próbuje zrobić coś więcej niż dotychczas.

Że walczy.

Że nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

A to daje ogromną motywację.

W lipcu lub sierpniu chcę odwiedzić pewną ważną osobę

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę dzisiaj napisać.

Od pewnego czasu kontaktuję się z człowiekiem, którego nigdy nie spotkałem osobiście.

Można powiedzieć, że opiekuje się mną na odległość.

Niektórzy nazwaliby go terapeutą alternatywnym.

Inni powiedzieliby po prostu „szaman”.

Nie będę nikogo przekonywał do swoich poglądów.

Mogę jedynie opisać własne doświadczenia.

Coraz częściej mam wrażenie, że coś we mnie zaczyna wracać na właściwe tory.

Dlatego postanowiłem, że w lipcu albo sierpniu spróbuję go odwiedzić osobiście.

Chcę zobaczyć, dokąd zaprowadzi mnie ta droga.

Mały krok też jest krokiem

Czasami wydaje nam się, że poprawa musi być wielka i spektakularna.

Że trzeba od razu odzyskać pełną sprawność.

Że efekty muszą być widoczne natychmiast.

Ja dzisiaj zobaczyłem coś zupełnie innego.

Mały sygnał.

Delikatny ruch.

Odrobinę więcej siły.

I właśnie to dało mi ogromną nadzieję.

Bo życie z SM bardzo często polega na tym, żeby dostrzegać małe zwycięstwa.

Zakończenie

Nie wiem, co będzie za tydzień, miesiąc czy rok.

Wiem tylko jedno.

Dzisiaj poczułem coś, czego dawno nie czułem.

Nadzieję.

A czasami właśnie ona jest początkiem wszystkiego.

Pytanie do czytelnika

Czy zdarzyło Ci się zauważyć przy SM małą zmianę, która dała Ci ogromną motywację do dalszej walki?

CTA

Jeśli interesuje Cię prawdziwe życie z SM, zostań na blogu i przeczytaj moje wcześniejsze wpisy. Być może znajdziesz w nich coś, co pomoże także Tobie.

Wsparcie

Jeżeli chcesz wesprzeć moje działania i prowadzenie bloga:

Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165


Meta opis SEO:

Czy przy stwardnieniu rozsianym mogą wracać utracone funkcje? Opisuję dzień, który dał mi ogromną nadzieję i motywację do dalszej walki.

5 alternatywnych tytułów:

  1. SM i pierwsze oznaki poprawy. Tego się dziś nie spodziewałem

  2. Czy moje ciało się budzi? Nadzieja po latach życia z SM

  3. Mały sygnał, wielka radość. Dzień, który zapamiętam na długo

  4. Stwardnienie rozsiane i powrót siły. Co wydarzyło się dzisiaj?

  5. Kiedy noga daje znak życia. Bardzo osobisty wpis o SM

Hashtagi:

#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #ObjawySM #NiePoddawajSię






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres