Piąta rehabilitacja przy SM. Rano jak nowo narodzony, po ćwiczeniach nogi jak z waty
📅 26.02.2016
Piąta rehabilitacja przy SM. Rano jak nowo narodzony, po ćwiczeniach nogi jak z waty
Podsumowanie
Dziś była piąta godzina rehabilitacji z dziesięciu. Rano czułem się świetnie, schodziłem po schodach tak dobrze, że Agnieszka była w szoku. Po rehabilitacji nogi dostały jednak solidnie w kość i wszystko wróciło do normy. Wpis przygotowany według Twojego szablonu blogowego.
Rano miałem naprawdę dobry dzień
Hej :)
Dziś piąta godzina rehabilitacji z dziesięciu.
Czyli połowa już za mną.
Jeszcze pięć dni przede mną.
Powiem Wam, że dziś od rana miałem jakiś lepszy dzień. Wstałem całkiem przyzwoicie. Czułem się, jakbym zasuwał jak nowo narodzony.
I to nie było tylko moje wrażenie.
Potwierdziła to Agnieszka, która widziała, jak schodzę po schodach. Była w szoku.
Przy stwardnieniu rozsianym takie momenty są ważne. Bo człowiek czasami sam się zastanawia, czy ta poprawa jest prawdziwa, czy tylko mu się wydaje.
A kiedy ktoś z boku to zauważy, to jednak robi się cieplej na sercu.
Rehabilitacja szybko sprowadziła mnie na ziemię
Pojechałem na rehabilitację i tym razem była Oliwia.
Zacząłem od roweru stacjonarnego.
I powiem szczerze — fajna fura.
To nie był taki zwykły rowerek jak ten, który mam w domu. Ten mój domowy to trochę nieporozumienie. A tamten chodził zupełnie inaczej. Miał chyba jakieś koło zamachowe albo inaczej ustawione obciążenie.
Nie wiem dokładnie, jak to działa, ale wiem jedno — jechało się na nim fajnie.
Potem były ćwiczenia na leżąco.
I tu zaczęła się prawdziwa zabawa.
Piłka po ścianie, czyli niby proste, a jednak nie
Jedno z ćwiczeń polegało na tym, że miałem kulać stopami piłkę po ścianie.
Brzmi prosto?
No właśnie nie.
Zwłaszcza gdy jedna noga jest słabsza.
Piłka robiła, co chciała. Uciekała na boki, zjeżdżała w dół, a ja miałem ją prowadzić w górę i w dół małymi kroczkami.
Niby mały ruch.
Niby zwykła piłka.
A przy SM człowiek szybko widzi, ile pracy musi wykonać noga, żeby utrzymać kontrolę.
Oliwia zobaczyła, że piłka za bardzo ucieka, więc przyniosła dmuchany wałek.
Wałkiem kilka razy udało mi się pojechać w górę i w dół, ale później noga zrobiła się ciężka jak kamień.
I koniec zabawy.
Po rehabilitacji nogi miały dość
Nic dziwnego, że bratowa była zdziwiona, jak wychodziłem z budynku po rehabilitacji.
Rano człowiek szedł całkiem dobrze.
A po ćwiczeniach równowaga już była zachwiana.
Nogi miały co robić.
I to jest właśnie życie z SM.
Raz czujesz, że idzie do przodu.
Za chwilę ciało przypomina, że jeszcze trzeba cierpliwości.
Ale nie traktuję tego jako porażki.
Wręcz przeciwnie.
Jeżeli po ćwiczeniach nogi są zmęczone, to znaczy, że pracowały.
A skoro pracowały, to jest szansa, że będą coraz lepsze.
Nauka angielskiego zamiast ziemniaków
Po powrocie do domu miałem mały bonus.
Ziemniaków nie musiałem obierać, gotować ani kombinować, bo zostały z dnia poprzedniego.
Więc zamiast tego poświęciłem trochę czasu na naukę angielskich słówek.
I tu też zrobiłem postęp.
Dobiłem do setki.
Wcześniej było około 60.
Uczę się chyba z tej strony:
Bardzo fajny interfejs. Są tam dwa języki do wyboru — angielski i niemiecki.
Ktoś mi powiedział, że same słówka nic nie dadzą, bo będzie tylko „Kali pić, Kali jeść”.
Może coś w tym jest, ale nie do końca.
Bo jak dobiłem do setki, to na końcu pojawiły się krótkie zdania z tymi wyrazami, których się uczyłem. I powiem Wam, że to już nie wyglądało tak źle.
To już zaczyna mieć sens.
Mały krok w języku, mały krok w rehabilitacji
Dla mnie to wszystko się trochę łączy.
Rehabilitacja.
Nauka angielskiego.
Codzienne próby.
Małe postępy.
Tu noga zrobi jeden ruch więcej.
Tam człowiek zapamięta kilka nowych słówek.
Ktoś powie, że to mało.
A ja powiem inaczej.
Przy stwardnieniu rozsianym takie małe rzeczy mają ogromne znaczenie.
Bo one pokazują, że człowiek jeszcze walczy.
Że nie stoi w miejscu.
Że nawet jeśli po rehabilitacji ledwo trzyma równowagę, to i tak rano potrafił zejść po schodach tak, że ktoś był w szoku.
I tego się trzymam.
Duolingo też może być dobrym początkiem
Jeśli ktoś chce uczyć się angielskiego za darmo, to jest też Duolingo.
Myślałem kiedyś, że to tylko na smartfony, do pobrania ze sklepu Play.
Okazuje się, że jest też wersja na komputer.
Na dobry początek może być naprawdę fajna.
Nie trzeba od razu robić wielkich planów.
Wystarczy zacząć.
Tak samo jak z rehabilitacją.
Nie od razu maraton.
Najpierw jeden ruch.
Potem drugi.
Potem kolejny dzień.
Na zakończenie
Dziś był dobry dzień.
Nie idealny.
Ale dobry.
Rano czułem się mocniejszy.
Na rehabilitacji dostałem w kość.
Po ćwiczeniach nogi były ciężkie, równowaga słabsza, ale głowa nadal trzymała się jednego:
idę do przodu.
Jeszcze pięć dni rehabilitacji przede mną.
I oby każdy kolejny dzień dawał mi choć jeden mały dowód, że warto.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)
Pytanie do Czytelnika
Czy Ty też masz takie dni, kiedy rano czujesz poprawę, a po wysiłku ciało mówi: „spokojnie, jeszcze nie tak szybko”?
Czytaj więcej
Jeżeli chcesz poznać moją historię od początku, tutaj pisałem, jak to się wszystko zaczęło:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
O mojej diagnozie stwardnienia rozsianego pisałem tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
A o leczeniu i pierwszych zastrzykach Copaxone tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Meta opis SEO:
Piąta rehabilitacja przy SM. Rano lepsze chodzenie, po ćwiczeniach zmęczone nogi i mały postęp w nauce angielskiego.
Hashtagi:
#SM #StwardnienieRozsiane #RehabilitacjaSM #ŻycieZSM #NaukaAngielskiego 💪🙂


Komentarze