Kule, wstyd i stwardnienie rozsiane. Dlaczego przestałem przejmować się ludźmi?
📅 Data: 13.02.2016
Kule, wstyd i stwardnienie rozsiane. Dlaczego przestałem przejmować się ludźmi?
Podsumowanie
Przez wiele lat bardziej bałem się spojrzeń ludzi niż własnych ograniczeń. Dopiero niedawno zrozumiałem, że korzystanie z kul nie jest oznaką porażki, lecz sposobem na większą samodzielność. To był jeden z tych dni, które pokazały mi, że życie z SM może być łatwiejsze, gdy przestajemy przejmować się opinią innych.
Czy naprawdę wszyscy patrzą?
Dzień rozpoczął się nietypowo, bo pobudka była już o 5:30 rano.
Wieczorem nic nie zapowiadało problemów, ale po trzech drinkach wypitych u sąsiada czułem się trochę gorzej. Mięśnie nie pracowały tak dobrze jak zwykle, a w głowie lekko szumiało.
Mimo wszystko udało mi się normalnie rozpocząć dzień.
Śniadanie, kawa, internet, poczta, pasjans i nauka angielskich słówek.
Później tradycyjne krążenie po domu z kąta w kąt.
Nie wiedziałem jeszcze, że wieczorem czeka mnie pewne zaskoczenie.
Roczek bratanka i wyjście do ludzi
Wieczorem odbywał się roczek mojego bratanka.
Najpierw msza w kościele, a później spotkanie rodzinne w restauracji.
Tym razem postanowiłem zabrać ze sobą dwie kule.
Jeszcze jakiś czas temu bardzo bym się tym przejmował.
Bałbym się spojrzeń.
Komentarzy.
Tego, co pomyślą inni.
Dzisiaj było zupełnie inaczej.
Wysiadłem z samochodu i spokojnie ruszyłem w stronę kościoła.
I wtedy dotarło do mnie coś ważnego.
Przestałem myśleć o tym, co ludzie powiedzą.
Życie z SM nauczyło mnie czegoś ważnego
Kiedy wiele lat temu pojawiły się pierwsze objawy choroby, nie przypuszczałem, że kiedyś będę musiał walczyć nie tylko z własnym ciałem, ale również z własną głową.
O początkach mojej historii pisałem kiedyś we wpisie o pierwszych objawach:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
Później przyszła diagnoza:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
A następnie leczenie i pierwsze zastrzyki:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Przez te wszystkie lata choroba nauczyła mnie jednego.
Największe ograniczenia często siedzą w naszej głowie.
Zaskoczenie w kościele
Wszedłem do świątyni bocznym wejściem.
Ludzi było sporo.
Słychać było charakterystyczne stukanie kul o posadzkę.
Jeszcze kiedyś spaliłbym się ze wstydu.
Tym razem było inaczej.
Usiadłem w ławce.
Oparłem kule o filar.
I po prostu uczestniczyłem we mszy.
Bez analizowania.
Bez zastanawiania się, kto patrzy.
Bez myślenia o tym, co ktoś może powiedzieć.
Sam siebie nie poznawałem.
Ludzie okazali więcej życzliwości niż się spodziewałem
Największe zaskoczenie przyszło po zakończeniu mszy.
Przy wyjściu zrobił się tłok.
Stanąłem spokojnie w kolejce i czekałem.
W pewnym momencie ludzie zaczęli robić mi miejsce.
Przepuszczali mnie.
Ułatwiali przejście.
Nikt nie komentował.
Nikt nie patrzył krzywo.
Wręcz przeciwnie.
Poczułem zwykłą ludzką życzliwość.
I wtedy dotarło do mnie, jak bardzo przez lata myliłem się w ocenie niektórych sytuacji.
Dlaczego wcześniej było mi wstyd?
Przy stwardnieniu rozsianym zdarza mi się zataczać.
Bywa, że mam problemy z równowagą.
I doskonale wiem, jakie skojarzenie pojawia się u wielu osób.
Pijany.
Sam prawdopodobnie kiedyś pomyślałbym podobnie.
To właśnie dlatego przez długi czas odczuwałem wstyd.
Dzisiaj jednak patrzę na to inaczej.
Nie mam wpływu na to, co ktoś pomyśli.
Mam natomiast wpływ na swoje bezpieczeństwo.
Jeżeli kule pomagają mi chodzić pewniej, to powinienem z nich korzystać.
Dla siebie.
Nie dla innych.
Rodzinne spotkanie
Po mszy pojechaliśmy do restauracji.
Jedzenia było dużo.
I muszę przyznać, że naprawdę smacznego.
Największe wrażenie zrobiło na mnie ciasto.
Było wręcz kapitalne.
Choć sam klimat spotkania był raczej spokojny i trochę sztywny, to mimo wszystko cieszę się, że pojechałem.
Jeszcze niedawno pewnie szukałbym wymówki.
Dzisiaj coraz częściej po prostu działam.
Wnioski
Ten dzień nie był wyjątkowy dlatego, że odbył się roczek.
Był wyjątkowy dlatego, że po raz pierwszy od dawna poczułem prawdziwy spokój.
Nie przejmowałem się spojrzeniami.
Nie przejmowałem się opiniami.
Nie przejmowałem się tym, że chodzę o kulach.
I wiecie co?
Świat się nie zawalił.
Wręcz przeciwnie.
Okazało się, że ludzie są znacznie bardziej życzliwi, niż mi się wydawało.
Pytanie do Czytelnika
Czy Tobie też zdarzyło się przejmować opinią innych bardziej niż było to potrzebne?
CTA
Jeżeli interesują Cię moje doświadczenia z życia ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Jeżeli chcesz wesprzeć moje działania:
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
#stwardnienierozsiane #SM #życiezSM #rehabilitacjaSM #niepełnosprawność


Komentarze