Rehabilitacja przy SM i tomograf z kontrastem. Dzień, który konkretnie mnie zajechał

📅 24.02.2016

Rehabilitacja przy SM i tomograf z kontrastem. Dzień, który konkretnie mnie zajechał

Podsumowanie

Przy stwardnieniu rozsianym są takie dni, kiedy człowiek od rana wie, że lekko nie będzie. Dziś była rehabilitacja, tomograf z kontrastem i zmęczenie przy SM, które wieczorem dosłownie zamykało mi oczy.





Środa od rana zapowiadała się pracowicie

Dziś mamy środę, 24 lutego.

Dzień rozpoczął się tradycyjnie.

Najpierw trzeba było podnieść tyłek z łóżka, później kawa, śniadanie i ogarnięcie się do wyjazdu.

Od rana wiedziałem, że będzie pracowicie, bo czekała mnie rehabilitacja w Kępnie, a później tomograf w Namysłowie.

Przy SM takie dni trzeba sobie trochę układać w głowie wcześniej. Bo tu nie chodzi tylko o sam wyjazd. Chodzi o dojście, wejście, czekanie, badanie, powrót i jeszcze późniejsze funkcjonowanie w domu.

Rehabilitacja przy SM. Dziś dostałem popalić

Na rehabilitację pojechałem z siostrą.

Dziś dla odmiany dostałem naprawdę solidnie popalić.

Ćwiczenia były głównie na leżąco, ale pojawiły się też ćwiczenia stojące. Wszystko było mocno ukierunkowane na nogi.

A nogi przy stwardnieniu rozsianym to u mnie temat bardzo ważny.

Nie chodzę tam przecież po to, żeby mnie głaskali.

Chodzę po to, żeby stanąć na nogi.

To zdanie dziś mocno siedziało mi w głowie.

Po ćwiczeniach ledwie wyszedłem z sali. O dojściu do auta nawet nie wspominam, bo to już była osobna przeprawa.

Ale mimo zmęczenia byłem zadowolony.

Bo jeśli rehabilitacja ma działać, to czasami musi zmęczyć.

Po co mi ta sprawność?

Mam plan w przyszłym tygodniu złożyć curriculum vitae w jednej z większych lokalnych firm.

Może się uda.

Może znajdzie się dla mnie jakieś zajęcie.

Ale żeby w ogóle próbować, muszę być jak najbardziej na chodzie.

Przy życiu z SM praca to nie tylko kwestia chęci. To też kwestia siły, organizacji i tego, czy ciało danego dnia pozwoli normalnie funkcjonować.

Kiedy patrzę wstecz na to, jak to się wszystko zaczęło, widzę jak długa to droga:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Wtedy człowiek jeszcze nie wie, jak bardzo choroba może wejść w codzienność.

Po rehabilitacji jeszcze zwykłe obowiązki

Po powrocie z Kępna pobuszowałem trochę w internecie.

Obrałem ziemniaki i przygotowałem je do gotowania.

W południe przyjechał znajomy na ploty, więc dzień nie zwolnił ani na moment.

W międzyczasie ugotowałem ziemniaki i szykowałem się do kolejnego wyjazdu — tym razem na tomograf do Namysłowa.

Już wcześniej wspominałem, że zadziwiające było dla mnie to, że na tomograf na NFZ czekałem tylko około trzech tygodni.

W innych miejscach kolejki potrafią wynosić minimum trzy miesiące.

Dla zainteresowanych: w Namysłowie tomograf znajduje się w szpitalu miejskim, zaraz przy wejściu głównym.

Szukanie tomografu, który był za mną

Pojechaliśmy.

Weszliśmy głównym wejściem do szpitala.

Na ścianie była tablica informacyjna.

Siostra zaczęła czytać, gdzie jest tomograf, ale nie mogła znaleźć informacji.

Ja zauważyłem, że z gabinetu obok wychyliła się jakaś kobieta, więc mówię do Kasi:

„Zaraz się dowiemy, gdzie jest tomograf.”

Ona się odwróciła, spojrzała i zaczęła się śmiać.

Powiedziała:

„Michał, tomograf jest za tobą.”

No i tyle było wielkiego szukania.

Tomograf z kontrastem. Tego się nie spodziewałem

W gabinecie podałem dokumenty przez okienko.

Po chwili zaproszono mnie do środka i dostałem pół litra jakiegoś płynu do wypicia.

Pani powiedziała, żeby pić powoli przez 30 minut, a później mnie zawoła.

Przy okazji dowiedziałem się, gdzie jest toaleta w razie „wu”.

Po pół godzinie zaproszono mnie na badanie.

Musiałem się położyć.

Pani powiedziała, że musi się wkłuć, żeby podać kontrast.

Założyła wenflon i podłączyła do ręki jakieś urządzenie.

Zapytałem, co to jest.

Usłyszałem, że to automat, który podaje kontrast.

Powiem szczerze — trochę mnie to przeraziło.

Obsługiwał mnie automat.

Masakra.

Kontrast rozchodzi się błyskawicznie

Badanie trwało około 35 minut.

Kontrast został podany po mniej więcej 10–15 minutach.

Wtedy zrozumiałem, dlaczego miałem być na czczo.

Po kontraście poczułem się dziwnie.

Najpierw zimna zrobiła się ręka.

Później dziwnie mi się oddychało.

Na końcu pojawił się chemiczny smak w ustach.

To trwało krótko, ale wrażenie było bardzo mocne.

Wtedy pomyślałem, jak szybko krew roznosi wszystko po organizmie.

Oliwia przy ćwiczeniach nieraz powtarzała mi:

„Oddychaj głęboko. Wciągaj powietrze nosem, wypuszczaj ustami dłużej niż wciągasz.”

Dopiero przy kontraście tak wyraźnie poczułem, jak błyskawicznie coś może rozejść się po całym ciele.

Kiedyś opisywałem też swoją diagnozę stwardnienia rozsianego i pobyt w szpitalu:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Takie badania zawsze trochę przypominają człowiekowi, że zdrowie to nie jest oczywistość.

Pół godziny czekania po badaniu

Po tomografie kazali mi jeszcze siedzieć pół godziny.

Dopiero później zdjęli wenflon.

Pewnie chodziło o bezpieczeństwo, żeby zobaczyć, czy nic złego się nie dzieje po kontraście.

Dobrze, że tak robią, choć człowiek po takim dniu marzy już tylko o powrocie do domu.

Samo badanie nie było może bolesne, ale przeżycie z kontrastem było dla mnie delikatnie mówiąc traumatyczne.

Najbardziej przez ten automat i dziwne odczucia w ciele.

Wieczorem byłem zajechany jak koń po westernie

Po powrocie do domu mogłem już spokojnie coś zjeść.

Później sprawdziłem pocztę elektroniczną i włączyłem telewizor.

Ale dzień zrobił swoje.

Byłem zajechany konkretnie.

Oczy zamykały mi się już po dwudziestej drugiej.

Musiałem siedzieć trochę na siłę, a to nie jest fajne.

Przy SM zmęczenie potrafi wejść nagle i mocno.

To nie jest zwykłe „chce mi się spać”.

To jest takie zmęczenie, które mówi:

„Michał, koniec na dziś.”

Kiedyś pisałem też o leczeniu i pierwszych zastrzykach Copaxone:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, widzę jedno: przy SM człowiek cały czas przechodzi przez różne próby.

Raz są to leki.

Raz rehabilitacja.

Raz badania.

A raz zwykły dzień, który wyciska z człowieka wszystkie siły.

Na zakończenie

Dzisiejszy dzień był ciężki.

Rehabilitacja dała mi popalić.

Tomograf z kontrastem też mnie trochę przeczołgał psychicznie.

Ale najważniejsze jest to, że wszystko za mną.

Dałem radę.

I mimo zmęczenia wiem, po co to robię.

Żeby stanąć na nogi.

Żeby próbować wracać do większej samodzielności.

Żeby może jeszcze zawalczyć o pracę.

Bo SM może utrudniać życie, ale nie może całkowicie zabrać człowiekowi planów.

A Wy?





Czy mieliście kiedyś badanie z kontrastem i też tak dziwnie je odczuliście?

Zostań na blogu

Jeśli interesuje Cię życie z SM, rehabilitacja i codzienne zmagania ze stwardnieniem rozsianym, zapraszam do kolejnych wpisów.

Dzięki, że jesteście.

Wsparcie

Jeśli chcesz wesprzeć moją rehabilitację lub usuwanie barier architektonicznych:

KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

Możesz też wysłać SMS o treści:

POMOC 3424

na numer 75165.


Meta opis SEO:

Rehabilitacja przy SM i tomograf z kontrastem jednego dnia. Prawdziwa historia zmęczenia, stresu i walki o sprawność.

Alternatywne tytuły:

  1. Rehabilitacja przy SM i tomograf. Ten dzień mnie zajechał

  2. Tomograf z kontrastem przy SM. Moje prawdziwe doświadczenie

  3. Stwardnienie rozsiane, rehabilitacja i badanie z kontrastem

  4. Zmęczenie przy SM po ciężkim dniu badań i ćwiczeń

  5. Życie z SM. Dzień rehabilitacji, tomografu i walki o siłę

Hashtagi:

#SM #StwardnienieRozsiane #RehabilitacjaSM #Tomograf #ŻycieZSM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres