Rehabilitacja przy SM i bolesna lekcja pokory. Jeden moment i leżałem na ziemi

📅 22.02.2016

Rehabilitacja przy SM i bolesna lekcja pokory. Jeden moment i leżałem na ziemi

Podsumowanie

Czasami przy stwardnieniu rozsianym wszystko idzie dobrze, a potem wystarczy sekunda, by rzeczywistość przypomniała nam o naszych ograniczeniach. Dzisiejsza rehabilitacja dała mi sporo powodów do zadowolenia, ale również pokazała, że przy SM nawet drobna chwila nieuwagi może zakończyć się upadkiem.


Dzień rozpoczął się całkiem zwyczajnie

Obudziłem się przed godziną siódmą rano. Nie czułem się idealnie, ponieważ od samego rana dawały o sobie znać zatoki. Mimo tego dzień rozpoczął się tradycyjnie.

Najpierw poranna wizyta w łazience, później śniadanie, kawa, sprawdzenie poczty elektronicznej i oczywiście partia pasjansa. To taki mój codzienny rytuał, który pomaga spokojnie wejść w nowy dzień.

O godzinie ósmej zadzwonił brat z informacją, że bratowa Agnieszka już po mnie jedzie i zabierze mnie na rehabilitację do Kępna.

Kiedy rodzina daje ogromne wsparcie

Już dzień wcześniej wiedziałem, że może pojawić się problem z transportem. Siostra musiała być w pracy, więc zadzwoniłem do brata z pytaniem, czy ktoś mógłby mnie zawieźć.

Na szczęście Agnieszka zgodziła się pomóc.

Takie sytuacje przypominają mi, jak ważne jest wsparcie bliskich. Przy życiu z SM często nie chodzi wyłącznie o same objawy choroby. Czasami największym wyzwaniem jest zwykła logistyka, transport czy pokonanie kilku schodów.

Agnieszka nie tylko zawiozła mnie pod sam budynek, ale również pomogła mi wysiąść z samochodu i przygotować się do wejścia na rehabilitację.

Rehabilitacja przy SM. Godzina ciężkiej pracy

Po dotarciu do ośrodka najpierw musiałem odnaleźć swoją kartę i ustalić, gdzie mam się zgłosić. Chwilę to trwało, ale ostatecznie wszystko się wyjaśniło.

Po wejściu na salę rozpoczęły się ćwiczenia.

Najpierw ćwiczenia z piłką pod nogami.

Później kolejna konfiguracja z piłkami pod piętami i kolanami.

Następnie ćwiczenia z wałkiem ściskanym kolanami.

Na końcu przyszła pora na gumę Thera Band.

Całość trwała około godziny.

Muszę przyznać, że byłem zadowolony. Ćwiczenia nie należały do najłatwiejszych, ale czułem, że moje ciało współpracuje całkiem dobrze.

W ostatnich miesiącach rehabilitacja stała się dla mnie jednym z najważniejszych elementów walki o sprawność. Pisałem już kiedyś o tym, jak wyglądały moje pierwsze problemy z chorobą i jak zaczęła się moja droga ze stwardnieniem rozsianym:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Patrząc z perspektywy czasu, widzę jak długą drogę przeszedłem od tamtych wydarzeń.

Ludzie potrafią pozytywnie zaskoczyć

Po zakończeniu ćwiczeń wróciłem do szatni.

Gdy wyszedłem na poczekalnię, jeden z pacjentów ustąpił mi miejsca.

Dla wielu osób może to być drobiazg.

Dla mnie to kolejny sygnał, że ludzie coraz częściej zauważają potrzeby osób z niepełnosprawnościami i reagują z życzliwością.

Przyznam szczerze, że kiedyś często miałem wrażenie, że człowiek z kulą czy balkonikiem staje się niewidzialny. Coraz częściej jednak spotykam się z uprzejmością i pomocą zupełnie obcych ludzi.

A potem przyszła chwila, której się nie spodziewałem

Po rehabilitacji zadzwoniłem do Agnieszki.

Jak zwykle była punktualna.

Wróciliśmy pod dom.

Nic nie zapowiadało katastrofy.

Wysiadłem z samochodu, wziąłem kule i torbę.

Spojrzałem w stronę furtki.

Zobaczyłem kuzynkę Basię z córką.

Odwróciłem głowę i zrobiłem krok w ich stronę.

I nagle...

Leżałem jak długi.

Do dziś nie wiem, czy bardziej pokonał mnie wiatr, nierówność terenu czy zwykły pech.

Jedna chwila.

Jedna sekunda.

I człowiek znajduje się na ziemi.

Przy stwardnieniu rozsianym takie sytuacje niestety się zdarzają.

Najgorsze jest jednak nie samo przewrócenie się.

Najgorsze bywa poczucie wstydu.

Pomyślałem wtedy:

„No pięknie Michał, rehabilitacja zakończona sukcesem, a kilka minut później leżysz na trawie.”

Na szczęście nic poważnego się nie stało.

Zanim zdążyłem się dobrze pozbierać, Agnieszka już była obok mnie i pomagała mi wstać.

Upadek nie przekreśla postępów

Wiecie co?

Jeszcze kilka lat temu taki upadek prawdopodobnie zepsułby mi cały dzień.

Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej.

Tak, było mi głupio.

Tak, było mi wstyd.

Ale przecież ten jeden upadek nie przekreśla godziny dobrej rehabilitacji.

Nie przekreśla wszystkich ćwiczeń.

Nie przekreśla postępów, które powoli pojawiają się w moim życiu.

Przecież moja historia ze stwardnieniem rozsianym od samego początku nie była łatwa. O diagnozie i pierwszych pobytach w szpitalu pisałem tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Tamte wydarzenia były znacznie trudniejsze niż dzisiejszy upadek.

Wieczór już spokojny

Po wejściu do domu zrobiłem kawę kuzynce.

Później obrałem ziemniaki, przygotowałem obiad i odpocząłem.

Wieczorem przejrzałem jeszcze oferty pracy, sprawdziłem pocztę elektroniczną i trochę posiedziałem przed telewizorem.

Dodatkowej gimnastyki już nie robiłem.

Dzisiejsza rehabilitacja była wystarczającym treningiem.

Na zakończenie

Dzisiejszy dzień przypomniał mi jedną ważną rzecz.

Przy SM można mieć dobry dzień, zrobić świetny trening, czuć się pewnie, a mimo to wciąż trzeba uważać.

Jednocześnie nie warto pozwalać jednemu potknięciu odebrać sobie radości z małych sukcesów.

Bo sukcesem nie jest brak upadków.

Sukcesem jest podnoszenie się po nich.

A Wy?

Czy mieliście kiedyś sytuację, kiedy po świetnym dniu jedna chwila całkowicie Was zaskoczyła?





Zostań na blogu

Jeżeli interesuje Cię życie z SM, rehabilitacja i codzienna walka o sprawność, zapraszam do kolejnych wpisów na blogu.

Wsparcie

Jeżeli chcesz wesprzeć moją rehabilitację oraz usuwanie barier architektonicznych:

KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

Możesz również wysłać SMS o treści:
POMOC 3424
na numer 75165.


Meta opis SEO:

Rehabilitacja przy SM zakończona sukcesem, a chwilę później niespodziewany upadek. Moja prawdziwa historia życia ze stwardnieniem rozsianym.

Alternatywne tytuły:

  1. Rehabilitacja przy SM poszła świetnie. Upadek czekał pod domem

  2. Stwardnienie rozsiane i lekcja pokory. Jeden krok zmienił wszystko

  3. Czy rehabilitacja działa? Dzisiejszy dzień dał mi odpowiedź

  4. Życie z SM. Godzina sukcesu i sekunda nieuwagi

  5. Upadek po rehabilitacji. Tego zupełnie się nie spodziewałem

Hashtagi:

#SM #StwardnienieRozsiane #RehabilitacjaSM #ŻycieZSM #Niepełnosprawność

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres