Gluten, SM i rehabilitacja. Małe przypomnienie, żeby znowu się pilnować
📅 Data: 05.02.2016
Gluten, SM i rehabilitacja. Małe przypomnienie, żeby znowu się pilnować
Podsumowanie
Czasami człowiek dobrze wie, co mu służy, a mimo to zaczyna się wyłamywać. Przy stwardnieniu rozsianym dieta, sen, ruch i rehabilitacja mają dla mnie ogromne znaczenie, ale najtrudniejsze bywa jedno — konsekwencja.
Film, który przyszedł w dobrym momencie
Dziś zacznę od filmu, który warto zobaczyć:
https://www.youtube.com/watch?v=MRdk-7hE94A
Dostałem go od mojej dobrej znajomej, a właściwie przyjaciółki — Marzeny.
Kontakt trochę nam się urwał, ale Marzena ma chyba taki nawyk, że kiedy trafi na coś ciekawego o zdrowiu, diecie albo chorobach autoimmunologicznych, to mi to wysyła.
I najciekawsze jest to, że często trafia w sedno.
Zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynam się wyłamywać z diety.
Gluten i moje małe odpuszczanie
Fakt jest taki, że chleba praktycznie nie ruszam.
Makaronu też prawie nie jem.
Ale ostatnio zacząłem sobie pozwalać na ciasta.
A jakby nie patrzeć, w ciastach gluten jest podstawą, bo większość wypieków robi się z mąki.
Niby kawałek ciasta to nic wielkiego.
Ale przy SM człowiek zaczyna się zastanawiać, czy takie „nic wielkiego” nie robi później bałaganu w organizmie.
Nie piszę tego jako lekarz.
Piszę to jako człowiek, który od lat żyje ze stwardnieniem rozsianym i próbuje obserwować własne ciało.
Dzięki Marzena, że trafiasz wtedy, kiedy ja trochę odpuszczam.
Spacer do cioci i rozmowa o zdrowiu
Byłem też dziś u cioci na spacerze.
W domu nie miałem za bardzo co robić, więc się przeszedłem.
U cioci zeszło mi dwie, może trzy godziny.
Fajnie się rozmawiało.
W pewnym momencie puściłem jej film od Marzeny, bo rozmowa zeszła na zdrowie i gluten.
Powiedziałem tylko:
„Ciociu, puszczę Ci ten film, ale pod warunkiem, że nie weźmiesz go za bardzo do siebie i nie będziesz się martwić”.
No i oczywiście ciocia się przejęła.
Nie taki miałem zamiar.
Po prostu w filmie pojawił się temat schorzeń autoimmunologicznych i tego, skąd one mogą się brać.
Padł też temat choroby, którą ma ciocia.
Ja wcześniej nawet nie wiedziałem, że gluten może być z tym w ogóle łączony.
Sam bardziej skupiałem się na swoim stwardnieniu rozsianym.
O moich pierwszych objawach SM pisałem już tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
A później przyszła moja diagnoza stwardnienia rozsianego:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
Nie wszystko trzeba brać jak wyrok
Chcę tu jasno napisać jedną rzecz.
Taki film może dać do myślenia.
Może zachęcić do obserwacji organizmu.
Może być impulsem, żeby bardziej pilnować diety.
Ale nie powinien zastępować lekarza.
Nie wszystko, co usłyszymy w internecie, trzeba od razu brać jak wyrok.
Ja wyciągam z tego dla siebie prosty wniosek:
jeśli wiem, że po glutenie albo po niektórych produktach czuję się gorzej, to warto się pilnować.
Nie dlatego, że ktoś mnie straszy.
Tylko dlatego, że moje ciało daje mi sygnały.
Ćwiczenia rano idą mi lepiej
Wracając do codzienności.
Dziś odpuściłem warzywa i problem z gazami się skończył.
Po ostatnich przygodach to była dobra decyzja.
Na początku tygodnia ćwiczenia robię rano i widzę, że to jest znacznie lepsza opcja niż ćwiczenia po południu.
Rano człowiek jest bardziej wypoczęty.
Nie jest jeszcze zmęczony siedzeniem, chodzeniem, nicnierobieniem i całym dniem.
Powiem Wam, że ćwiczenia wychodzą mi coraz lepiej.
Rehabilitacja i gimnastyka mają pozytywny wpływ na moją siłę, samopoczucie i chodzenie.
Piwnica pokazała mi postęp
Najlepszy dowód przyszedł wieczorem.
Musiałem zejść do piwnicy do pieca, bo żona pojechała do koleżanki.
Zszedłem bez większych problemów.
Dołożyłem kilka deseczek, chyba trzy sztuki.
Później wziąłem łopatę i poszedłem do innego pomieszczenia po miał.
I wtedy zauważyłem coś ważnego.
Funkcjonuję znacznie lepiej niż trzy tygodnie temu.
Bez problemu nabrałem miał.
Wyprostowałem się bez zawrotów głowy.
Stałem pewnie na nogach.
Zaniosłem miał do pieca.
Nie rozsypałem po drodze.
Nie potknąłem się.
A zwykle wystarczy mi płaska powierzchnia, żeby się o coś potknąć.
Dla kogoś zdrowego to może być nic.
Dla mnie to jest ogromny znak, że coś idzie w dobrą stronę.
Kule, plecy i małe plusy
Myślę, że gimnastyka naprawdę pomaga mi w chodzeniu.
Dodatkowo chodzę teraz z dwoma kulami, a nie z jedną.
Na spacery do cioci też wędruję z kulami.
I widzę, że lepiej sobie z nimi radzę.
Już tak się o nie nie potykam.
Może właśnie to przełożyło się na lepsze funkcjonowanie w piwnicy.
Plecy w odcinku lędźwiowym też bolą mnie jakby trochę mniej.
Same plusy :)
Sen też zaczyna się zmieniać
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Bezsenność.
A właściwie to, że jakby zaczęła się kończyć.
Od dawna miałem problem z zasypianiem.
Chodziłem spać o pierwszej, drugiej, czasem trzeciej w nocy.
Wstawałem około siódmej albo ósmej i mimo wszystko byłem wyspany.
Zasypianie było jednak męczące.
Leżałem w łóżku i czekałem.
Teraz od kilku dni jest inaczej.
Około 22:00 czuję już zmęczenie.
O 23:00 siedzę trochę na siłę.
Wytrzymuję zwykle do północy, bo muszę obejrzeć iCarly, chociaż odcinki powtarzają się już któryś raz.
Kiedyś podobnie miałem z serialem Drake i Josh.
Potrafiłem siedzieć prawie do drugiej w nocy, żeby obejrzeć go na spokojnie.
Dawne tempo życia
Kiedyś jeszcze pracowałem.
Wstawałem przed piątą rano.
Śniadanie, kawa i około 5:15–5:20 wsiadałem na rower.
Jechałem osiem kilometrów do pracy.
W pracy około jedenaście godzin.
Potem znowu rower i powrót do domu.
Do pracy dojazd zajmował mi pół godziny albo mniej.
Z pracy czasem pięćdziesiąt minut to było za mało.
Po powrocie obiad, kawa i komputer.
Allegro.
Wystawianie towaru.
Pakowanie.
Ogarnianie sprzedaży.
A potem telewizja do pierwszej albo drugiej w nocy.
Już wtedy miałem problem z zaśnięciem.
To było jakieś sześć, siedem lat temu.
Teraz śpię więcej
Teraz wygląda to inaczej.
O północy mam już problem ustać na nogach.
Kiedy położę się do łóżka, czasem nawet nie wiem, kiedy zasnąłem.
Budzę się zwykle około szóstej rano.
I wychodzi na to, że śpię sześć do ośmiu godzin.
Nie wiem, skąd ta zmiana.
Może organizm się uspokaja.
Może rehabilitacja robi swoje.
Może dieta, ruch i zmęczenie zaczynają się układać w całość.
Nie wiem.
Ale jeśli coś zmienia się na plus, to warto to zauważyć.
Co dziś zrozumiałem?
Dzisiejszy dzień pokazał mi kilka rzeczy.
Po pierwsze — dieta ma znaczenie.
Po drugie — rehabilitacja działa, nawet jeśli efekty przychodzą powoli.
Po trzecie — czasem dopiero zwykłe zejście do piwnicy pokazuje, że naprawdę jest postęp.
Po czwarte — sen też jest częścią zdrowienia.
Przy SM nie chodzi tylko o wielkie przełomy.
Czasem chodzi o małe zwycięstwa.
O to, że człowiek się nie potknął.
Że doniósł miał do pieca.
Że zasnął szybciej.
Że rano wstał i ma trochę więcej siły.
Pytanie do Czytelnika
Czy zauważyliście u siebie, że dieta albo gluten wpływają na Wasze samopoczucie?
Wsparcie
Jeśli chcielibyście wesprzeć mnie w rehabilitacji albo pomóc mi usuwać przeszkody architektoniczne, możecie przekazać mi 1,5% podatku.
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
Z góry bardzo Wam dziękuję.
Na zakończenie
Żeby Was nie zanudzać, na dziś skończę opowiadać o sobie.
Zapraszam Was jutro, Kochani, do kolejnego wpisu.
Pozdrawiam :)
Ważna informacja
Piszę tutaj wyłącznie o swoim życiu i swoim doświadczeniu ze stwardnieniem rozsianym. Nie jestem lekarzem, nie diagnozuję i nie udzielam porad medycznych. Jeśli masz problemy zdrowotne, skonsultuj się ze specjalistą.
Meta opis SEO
Gluten, dieta, sen i rehabilitacja przy SM. Moje doświadczenie pokazuje, jak małe zmiany mogą wpływać na życie ze stwardnieniem rozsianym.
5 alternatywnych tytułów
Gluten i SM. Dlaczego znów muszę pilnować diety?
Dieta, rehabilitacja i lepszy sen przy stwardnieniu rozsianym
Małe postępy przy SM. Piwnica pokazała mi, że idę do przodu
Czy gluten wpływa na samopoczucie przy SM? Moje spojrzenie
Rehabilitacja przy SM działa, tylko trzeba wytrwać
Hashtagi
#stwardnienierozsiane
#SM
#życiezSM
#rehabilitacjaSM
#dietaSM


Komentarze