Spotkanie po latach, chwila spokoju i życie z SM. Tego dnia nie zapomnę Podsumowanie
📅 Data: 07.02.2016
Spotkanie po latach, chwila spokoju i życie z SM. Tego dnia nie zapomnę
Podsumowanie
Czasami najlepszym lekarstwem na stres nie są tabletki, rehabilitacja czy dieta. Czasami wystarczy rozmowa z kimś, kto zna nas od lat i rozumie bez zbędnych słów. Ta niedziela przypomniała mi, jak ważni są ludzie w życiu ze stwardnieniem rozsianym.
Niedziela zaczęła się jak zwykle
Hej :))
To była niedziela, której długo nie zapomnę.
Wstałem około godziny ósmej rano.
Śniadanie i kawa to już mój codzienny rytuał. Bez tego ciężko mi wyobrazić sobie początek dnia.
Później zabrałem się za obieranie ziemniaków. W międzyczasie pojawiła się Justyna i tradycyjnie zapaliła papierosa.
Powiem szczerze, że coraz bardziej mnie to drażni.
Nie tylko ze względu na mnie.
Mamy dzieci.
Każdy wie, że dym papierosowy szkodzi.
Czasami żartuję, że stwardnienie rozsiane mnie nie zabije, tylko rak płuc od biernego palenia.
Choć szczerze mówiąc, wcale mnie to nie śmieszy.
Angielski nie jest taki prosty
Jeszcze przed obiadem uczyłem się słówek z języka angielskiego.
Przerabiałem już trzecią turę dwudziestu najczęściej używanych słów.
I muszę przyznać, że nie jest łatwo.
Mam problem z zapamiętywaniem.
Kiedy mogę coś przeczytać, jest znacznie łatwiej.
Natomiast nauka ze słuchu sprawia mi dużo większą trudność.
Mimo wszystko ćwiczę dalej.
Przy SM człowiek szybko uczy się jednego.
Nie wszystko przychodzi łatwo, ale warto próbować.
Spotkanie po latach
Po południu byłem umówiony z koleżanką, z którą pracowałem przez około pięć lat.
Powiem Wam szczerze, że początki naszej znajomości nie należały do łatwych.
Przez pierwsze miesiące potrafiliśmy się kłócić niemal codziennie.
Żarliśmy się jak dwa psy.
Dzisiaj śmieję się z tego, ale wtedy nie było mi do śmiechu.
Z czasem jednak wszystko się zmieniło.
Poznaliśmy się.
Nauczyliśmy się rozumieć.
Wystarczyło jedno spojrzenie i już wiedzieliśmy, czy można żartować, czy lepiej dać sobie spokój.
Wiedzieliśmy też, kiedy drugiej osobie coś leży na sercu.
To była jedna z tych osób, przy których można było być sobą.
Trzy godziny minęły jak chwila
Usiedliśmy i zaczęliśmy wspominać stare czasy.
Lata współpracy.
Śmieszne sytuacje.
Problemy.
Codzienność.
Nawet nie wiem, kiedy minęły trzy godziny.
Dosłownie.
Spojrzałem na zegarek i byłem w szoku.
I wtedy dotarło do mnie coś ważnego.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem tak wyluzowany.
Tak spokojny.
Tak oderwany od problemów.
Przez te kilka godzin kompletnie zapomniałem o wszystkim.
O chorobie.
O rehabilitacji.
O codziennych zmartwieniach.
O wszystkim.
Czasami głowa też potrzebuje rehabilitacji
Przy stwardnieniu rozsianym często skupiamy się na ciele.
Na nogach.
Na rękach.
Na równowadze.
Na zmęczeniu.
Na rehabilitacji.
Ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że głowa również potrzebuje rehabilitacji.
Potrzebuje odpoczynku.
Potrzebuje rozmowy.
Potrzebuje ludzi.
Przecież stres a SM to temat, który wraca u mnie bardzo często.
Kiedyś pisałem już o tym, jak zaczęła się moja droga ze stwardnieniem rozsianym:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
Później przyszła diagnoza:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
A następnie leczenie i pierwsze zastrzyki:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Przez te wszystkie lata nauczyłem się jednego.
Człowiek nie jest stworzony do życia w samotności.
Wizyta u mamy
Po spotkaniu pojechałem jeszcze do mamy.
Tam zeszły kolejne dwie godziny.
Rozmowy.
Kawa.
Trochę śmiechu.
Trochę wspomnień.
Takie zwykłe rodzinne chwile.
Niby nic wielkiego.
Ale właśnie z takich chwil składa się życie.
Wieczór z kartami
Po powrocie do domu zjadłem kolację.
Później usiedliśmy z Miłoszem do kart.
Graliśmy w Wyścig Pokoju.
Na początku wszystko było dobrze.
Dopóki prowadził.
Kiedy zaczął przegrywać niewielką liczbą punktów, humor szybko mu się skończył.
Pojawiły się fochy.
Pojawiło się niezadowolenie.
Czyli klasyka dziecięcego świata.
Nie ukrywam jednak, że cieszą mnie takie chwile.
Bo mimo choroby nadal mogę spędzać czas z dziećmi.
I to jest ważne.
Wieczór zakończył się spokojnie
Później została już tylko telewizja.
Około północy położyłem się do łóżka.
I co ciekawe, nie miałem większego problemu z zaśnięciem.
Ostatnio coraz częściej tak się dzieje.
Jeszcze jakiś czas temu potrafiłem przewracać się z boku na bok przez długie godziny.
Teraz organizm jakby sam dopomina się o odpoczynek.
Może rehabilitacja.
Może więcej ruchu.
Może po prostu organizm zaczyna wracać do równowagi.
Co zrozumiałem?
Ta niedziela przypomniała mi, że człowiek potrzebuje ludzi.
Potrzebuje rozmowy.
Potrzebuje śmiechu.
Potrzebuje czasem zapomnieć o chorobie.
SM nie znika.
Objawy SM również nie.
Ale są chwile, kiedy można odłożyć je na bok.
I właśnie takie chwile są bezcenne.
Pytanie do Czytelnika
Kiedy ostatnio spotkałeś osobę, przy której mogłeś całkowicie się wyluzować i zapomnieć o problemach?
CTA
Jeżeli interesuje Cię życie z SM, rehabilitacja i codzienna walka o lepsze jutro, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Jeżeli chcesz wesprzeć moją rehabilitację i walkę o większą samodzielność:
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
Dziękuję za każdą pomoc.
Ważna informacja
Piszę tutaj tylko o swoim życiu i swoim doświadczeniu ze stwardnieniem rozsianym (SM). Nie jestem lekarzem i nie udzielam porad medycznych. Każdy organizm jest inny i może reagować inaczej.
Meta opis SEO
Spotkanie po latach, chwila spokoju i życie z SM. Jak rozmowa z bliską osobą pomogła mi na chwilę zapomnieć o chorobie.
Alternatywne tytuły
Ta niedziela przypomniała mi, jak ważni są ludzie
SM, przyjaźń i kilka godzin bez zmartwień
Czasami najlepszą terapią jest zwykła rozmowa
Zapomniałem o SM na kilka godzin i było warto
Dlaczego relacje są tak ważne przy stwardnieniu rozsianym?
Hashtagi
#SM
#stwardnienierozsiane
#życiezSM
#rehabilitacjaSM
#stresaSM


Komentarze