Rehabilitacja przy SM, kałuże i nerwy. Czasem większym wyzwaniem jest droga do auta

📅 23.02.2016

Rehabilitacja przy SM, kałuże i nerwy. Czasem większym wyzwaniem jest droga do auta

Podsumowanie

Przy stwardnieniu rozsianym sama rehabilitacja to jedno, ale droga po ćwiczeniach potrafi być osobną walką. Dzisiejszy dzień pokazał mi, że zmęczenie przy SM, nierówny teren, kałuże i zwykłe czekanie potrafią człowieka porządnie wyprowadzić z równowagi.



Poranek jak zwykle

Pobudka standardowo o godzinie szóstej.

Kawa, śniadanie, poczta e-mail i partyjka pasjansa.

Niby zwykły początek dnia, ale w głowie już był plan: wyjazd do Kępna na rehabilitację.

Pojechałem z Justyną i młodszym komandosem. Młody miał wizytę u ortopedy, bo bolały go pięty i pojawiły się jakieś narośle przy obu stopach.

Ja w tym czasie miałem swoją rehabilitację.

Rehabilitacja przy SM minęła szybko, ale pracowicie

Sama rehabilitacja jak zwykle minęła bardzo szybko.

Człowiek wchodzi, zaczyna ćwiczyć i nagle okazuje się, że godzina zleciała.

Było pracowicie.

Przy SM takie ćwiczenia są ważne, ale trzeba pamiętać, że ciało po nich jest już trochę inne niż przed. Nogi są zmęczone, koncentracja słabsza, a każdy krok wymaga więcej uwagi.

Kiedyś, gdy zaczynały się moje pierwsze objawy, nie przypuszczałem, że zwykłe przejście przez plac może kiedyś stać się takim wyzwaniem. Pisałem o tym tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Największy problem? Droga do samochodu

Po gimnastyce zadzwoniłem do Justyny.

Powiedziała, że auto stoi blisko, na placu.

Niby blisko.

Tylko zapomniała dodać, że ten plac po deszczu wyglądał jak tor przeszkód.

Kałuże były takie, że spokojnie można było tam wodować amfibię.

Dla osoby zdrowej to może być tylko drobna niedogodność.

Dla mnie, po rehabilitacji, z jedną kulą, to już była konkretna przeszkoda.

Stanąłem, popatrzyłem i pomyślałem:

„Nie, Michał, tu trzeba uważać.”

Samochodów było dużo, suchego miejsca mało, a przejście między kałużami wymagało niezłego slalomu.

Postanowiłem poczekać.

Czekanie też potrafi zmęczyć

Justyna była jeszcze z młodym u lekarza. Wrócili z RTG do gabinetu, więc pomyślałem, że to potrwa chwilę.

Tylko ta chwila zrobiła się dłuższa.

Stałem i stałem.

Gdybym wiedział, że potrwa to pół godziny, wróciłbym do środka, usiadł i poczekał spokojnie.

Ale człowiek zawsze myśli:

„Jeszcze moment.”

Przy życiu z SM takie „jeszcze moment” czasami kosztuje dużo siły.

W końcu część aut odjechała. Zrobiło się trochę więcej suchego miejsca, więc postanowiłem iść.

I poszedłem.

Nie ukrywam, było blisko, żebym poleciał na pysk.

Na szczęście udało mi się utrzymać równowagę i dojść do auta.

Dwie minuty później przyszła Justyna

No i oczywiście klasyka.

Usiadłem w samochodzie.

Minęły może dwie minuty.

Przychodzi Justyna.

Miałem nerwa.

Masakra.

Bo człowiek się napina, kombinuje, ryzykuje, przechodzi między kałużami jak zawodnik na torze przeszkód, a po chwili okazuje się, że wystarczyło poczekać jeszcze dwie minuty.

Ale takie właśnie jest życie z SM.

Czasami trudno dobrze ocenić sytuację.

Czasami człowiek chce być samodzielny.

A czasami ta samodzielność kończy się nerwami.

NFZ, lekarze i dziwne podejście do pacjenta

Po drodze pomyśleliśmy, że pojedziemy na kawę do mamy.

Tam Justyna opowiedziała, jak wyglądała wizyta u lekarza.

Powiem szczerze — żenada.

Człowiek idzie na NFZ, a lekarz pokazuje kartę z przyklejoną kartką „pacjent płaci sam” i mówi:

„Takich pacjentów to ja lubię.”

Nie będę pisał, który lekarz i gdzie, bo nie o to chodzi.

Ale sami sobie odpowiedzcie, jak to brzmi.

Dla mnie słabo.

Bardzo słabo.

Druga konsultacja była już zupełnie inna

Młody był jeszcze umówiony do drugiego lekarza w Ostrowie Wielkopolskim.

I tutaj podejście było już dużo lepsze.

Lekarz obejrzał go dokładnie.

Kazał mu się przejść, zobaczył jak stawia stopy, obejrzał całe ciało, zrobił USG i spokojnie odpowiedział na pytania.

Diagnoza ogólnie była podobna, ale sposób rozmowy zupełnie inny.

A to ma ogromne znaczenie.

Pacjent albo rodzic nie chce być traktowany jak numer w kolejce.

Chce wiedzieć, co się dzieje i co dalej robić.

Ja dobrze pamiętam, jak wyglądała moja droga do diagnozy stwardnienia rozsianego:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Dlatego wiem, jak ważne jest normalne podejście lekarza do człowieka.

Dzień w rozjazdach

Po Ostrowie pojechaliśmy jeszcze do Sycowa, do lekarza rodzinnego z młodym, bo ma kaszel.

Okazało się, że jest przeziębiony.

Lekarz zalecił, żeby został w domu do końca tygodnia i podleczył kaszel oraz odporność.

Do domu wróciliśmy dopiero wieczorem.

Byłem już zmęczony, ale zrobiłem jeszcze powtórkę gimnastyki.

Potem telewizor, pisanie posta i przygotowanie do snu.

Jutro czeka mnie tomograf i trzeci dzień rehabilitacji w Kępnie.

Co dzisiaj zrozumiałem?

Dzisiejszy dzień pokazał mi, że przy SM rehabilitacja nie kończy się na sali ćwiczeń.

Czasami prawdziwy test zaczyna się dopiero później.

Na parkingu.

W kałużach.

W czekaniu.

W nerwach.

W zwykłym powrocie do samochodu.

To są rzeczy, których zdrowy człowiek często nawet nie zauważa.

A dla osoby chorej na SM to może być ogromne wyzwanie.

Kiedyś pisałem też o leczeniu i pierwszych zastrzykach Copaxone:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Dzisiaj patrzę na to wszystko z perspektywy lat i widzę jedno: z SM nie walczy się tylko lekami czy rehabilitacją.

Walczy się codziennością.

Na zakończenie

Jestem zmęczony.

Jutro tomograf.

Jutro też kolejna rehabilitacja.

Ale mimo nerwów, kałuż i całego tego rozjazdowego dnia, jestem zadowolony, że dałem radę.

Może nie idealnie.

Może z nerwami.

Może ze slalomem między kałużami.

Ale dałem radę.

A przy SM czasami właśnie to jest najważniejsze.

A Wy?

Czy też macie takie dni, że nie sama choroba, ale zwykła organizacja dnia najbardziej Was męczy?



Zostań na blogu

Jeśli interesuje Cię życie z SM, rehabilitacja i prawdziwe codzienne doświadczenia osoby chorej na stwardnienie rozsiane, zapraszam do kolejnych wpisów.

Dzięki, że jesteście.


Meta opis SEO:

Rehabilitacja przy SM, zmęczenie, kałuże i nerwy. Prawdziwy dzień z życia osoby chorej na stwardnienie rozsiane.

Alternatywne tytuły:

  1. Rehabilitacja przy SM i kałuże większe niż problem

  2. Życie z SM. Czasem droga do auta jest jak tor przeszkód

  3. Zmęczenie przy SM po rehabilitacji. Tego nie widać na pierwszy rzut oka

  4. Stwardnienie rozsiane i codzienne nerwy. Dzień pełen rozjazdów

  5. Przy SM nawet parking potrafi być wyzwaniem

Hashtagi:

#SM #StwardnienieRozsiane #RehabilitacjaSM #ŻycieZSM #ZmęczeniePrzySM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres