Powrót z przepustki. Dwa sukcesy, których nie spodziewałem się po SM

Powrót z przepustki. Dwa sukcesy, których nie spodziewałem się po SM

Data: 8.11.2015

Powrót z przepustki i kilka niespodzianek

Jeszcze kilka tygodni temu nie przypuszczałbym, że będę cieszył się z takich rzeczy. Życie ze stwardnieniem rozsianym (SM) nauczyło mnie jednak, że czasami największe sukcesy wyglądają zupełnie inaczej niż kiedyś.

Wracam dziś z przepustki na oddział i muszę przyznać, że ten weekend przyniósł mi kilka pozytywnych zaskoczeń.


10 przysiadów przy SM? Dla mnie to sukces

Pierwsze zaskoczenie przyszło w kuchni.

Zrobiłem 10 przysiadów. Oczywiście nie były idealne. Podpierałem się blatem kuchennym. Nie było mowy o treningu jak na siłowni.

Ale najważniejsze było coś innego.

Moje nogi dały radę opuścić i podnieść całe moje cielsko dziesięć razy.

Dla wielu osób to nic wielkiego. Dla mnie, po ostatnich problemach związanych z SM, to był sygnał, że organizm nadal potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć.

Piwnica po dwóch miesiącach

Drugie zaskoczenie było jeszcze większe.

Od około dwóch miesięcy zejście do piwnicy było praktycznie niemożliwe. Schody wydawały się przeszkodą nie do pokonania.

A wczoraj?

Zszedłem do piwnicy dwa razy, żeby dołożyć do pieca.

Dwa razy w dół.

Dwa razy w górę.

Bez katastrofy. Bez poddawania się po pierwszych schodach.

Ktoś zdrowy pewnie nawet nie zwróciłby na to uwagi. Ja zapamiętam ten moment na długo.

Jedzenie, nawodnienie i przygotowanie do powrotu

Dzisiaj wstałem dopiero po 9:15 i pierwszy raz od dawna czułem się naprawdę wyspany.

Na śniadanie były trzy szklanki różnych papek witaminowych.

Później wątróbka z cebulą smażona na smalcu.

Do godziny 11 wypiłem ponad litr wody.

Na obiad czekał rosół oraz gotowana kapusta kiszona okraszona zasmażanym boczkiem.

Wieczorem zjadłem jeszcze papki i garść orzechów laskowych.

Nie wiem, na ile dieta pomaga przy moim SM, ale staram się obserwować organizm i wyciągać własne wnioski.

Zielona Mila, czyli spacer, którego nie chciałem

Przede mną był jeszcze obowiązkowy spacer z siostrą.

Przyznam szczerze, że nie miałem na niego ochoty.

W głowie nazwałem go nawet swoją „Zieloną Milą”.

Czasami zmęczenie przy SM sprawia, że nawet zwykły spacer wydaje się wielkim wyzwaniem. Człowiek analizuje każdy krok jeszcze zanim wyjdzie z domu.

Ale często okazuje się, że najtrudniej jest zacząć.

Wysłane CV i pierwsza odpowiedź

Podczas przepustki nie odpuściłem też szukania pracy.

Wysłałem kilka CV na interesujące mnie oferty.

I pojawił się kolejny mały sukces.

Na jedną z ofert dostałem odpowiedź.

Nie oznacza to jeszcze zatrudnienia, ale oznacza coś ważnego.

Ktoś przeczytał moje CV.

Ktoś uznał, że warto odpisać.

Przy poszukiwaniu pracy to zawsze krok do przodu.

Małe kroki naprawdę mają znaczenie

Gdy przypominam sobie swoje pierwsze objawy SM i drogę do diagnozy, widzę jak bardzo zmieniło się moje spojrzenie na sukces.

Kiedyś sukces oznaczał duże rzeczy.

Dzisiaj sukcesem może być:

  • 10 przysiadów,

  • zejście do piwnicy,

  • spacer mimo niechęci,

  • wysłanie CV,

  • odpowiedź od pracodawcy.

I wiesz co?

To wcale nie są małe rzeczy.

To właśnie z takich kroków buduje się życie z SM.

Zakończenie

Dzisiaj o 20:00 wróciłem na oddział.

Wracam trochę zmęczony, ale też zadowolony.

Bo ten weekend przypomniał mi, że nawet jeśli stwardnienie rozsiane odbiera pewne możliwości, czasem potrafi też nauczyć doceniać rzeczy, które kiedyś wydawały się oczywiste.

Pytanie do czytelnika

Jakie małe zwycięstwo sprawiło Ci ostatnio największą radość?





Meta opis SEO:
Powrót z przepustki przy SM. 10 przysiadów, zejście do piwnicy po dwóch miesiącach, spacer i pierwsza odpowiedź na wysłane CV.

#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #ZmęczeniePrzySM #NiePoddajęSię

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres