Ciężka pobudka, szybkie zabiegi i lepszy powrót. Mały postęp przy SM
06.11.2015
Ciężka pobudka, szybkie zabiegi i lepszy powrót. Mały postęp przy SM
Podsumowanie
Poranek nie zaczął się lekko. Wstawanie było trudne, choć trochę łatwiejsze niż dzień wcześniej. Mimo zmęczenia i mocnych ćwiczeń wróciłem z zabiegów sprawniej, a to przy stwardnieniu rozsianym ma dla mnie ogromne znaczenie.
Ciężki poranek przy SM
Pobudka była ciężka.
Wstawanie też nie należało do łatwych, ale było trochę lepiej niż wczoraj.
I właśnie takie drobne różnice zaczynam coraz bardziej zauważać.
Przy SM nie zawsze chodzi o wielki przełom.
Czasami wystarczy, że coś jest odrobinę łatwiejsze niż dzień wcześniej.
Śniadanie i szybka wizyta lekarza
Na śniadanie zjadłem trzy małe kromki chleba razowego, mini kostkę masła i około 100 gramów sera białego.
Potem była wizyta lekarza.
Szczerze mówiąc, zleciała błyskawicznie.
Lekarz przeleciał jak pędziwiatr.
I tyle.
Zabiegi, które dały mi w kość
Zabiegi też minęły ekspresowo.
Ale mimo że czas szybko zleciał, to swoje dostałem.
Według moich możliwości naprawdę dostałem w dupę.
I co ciekawe — po tym wszystkim czułem się lepiej.
Zmęczenie było, ale inne niż wcześniej.
Nie takie, które całkowicie odcina człowieka od świata.
Bardziej takie, po którym czujesz, że ciało pracowało.
Powrót z piwnicy był lepszy
Najbardziej cieszy mnie jedno.
Lepiej wracało mi się z piwnicy.
To może brzmieć jak drobiazg, ale dla mnie to jest konkret.
Bo rehabilitacja przy stwardnieniu rozsianym często składa się właśnie z takich małych znaków.
Krok trochę pewniejszy.
Powrót trochę łatwiejszy.
Mniejsze zmęczenie niż wczoraj.
Niby nic wielkiego, ale razem zaczyna to coś znaczyć.
Robimy więcej niż zapisano
Fizjoterapeuta powiedział mi dzisiaj, że robimy ponad stan.
Więcej niż to, co zapisał lekarz.
Bo według niego to, co było zapisane, w sumie niewiele wnosi.
I ja to rozumiem.
Czasami plan na papierze to jedno, a prawdziwe potrzeby człowieka to drugie.
Dzisiaj wyszło też, że fizjoterapeuta zna podstawy metody PNF.
Zorientowałem się przy jednym z ćwiczeń i zapytałem go, żeby się upewnić.
To dla mnie ważne, bo PNF coraz bardziej mnie interesuje jako możliwa forma dalszej rehabilitacji.
Obiad i spokojniejsze popołudnie
Na obiad była zupa grochowa, może łyżka ziemniaków gniecionych i jedno jajko sadzone na miękko.
Bez wielkiego menu, ale wystarczyło.
Do kolacji dotrwałem mniej zmęczony niż wczoraj.
I to też traktuję jako dobry znak.
Nie było idealnie.
Ale było lepiej.
Kolacja na koniec dnia
Na kolację dostałem trzy kromki chleba razowego, mini kostkę masła i paprykarz.
Prosto.
Bez kombinowania.
Po takim dniu najważniejsze było dla mnie nie jedzenie, ale świadomość, że mimo trudnego poranka dałem radę.
Wnioski po dzisiejszym dniu
Ten dzień pokazał mi jedną rzecz.
Nie każdy postęp wygląda spektakularnie.
Czasami postęp to po prostu lepszy powrót z zabiegów.
Trochę mniejsze zmęczenie.
Większa pewność podczas chodzenia.
Albo fakt, że mimo ciężkiej pobudki człowiek nie odpuszcza.
I właśnie takie małe rzeczy budują większą zmianę.
Na zakończenie
Dzisiaj nie było wielkiego przełomu.
Ale był kolejny krok.
A przy życiu z SM każdy krok ma znaczenie.
Zwłaszcza ten wykonany wtedy, kiedy rano naprawdę się nie chce.
Pytanie do czytelnika
Czy u Ciebie też małe poprawy bywają ważniejsze niż wielkie przełomy?
CTA
Jeśli interesuje Cię prawdziwe życie z SM, rehabilitacja i codzienna walka o lepszą sprawność, zostań na blogu i przeczytaj kolejne wpisy.
Meta opis SEO
Ciężka pobudka, rehabilitacja i lepszy powrót z zabiegów. Małe postępy przy stwardnieniu rozsianym potrafią mieć ogromne znaczenie.
Alternatywne tytuły
Ciężki poranek, ale lepszy powrót z rehabilitacji
Mały postęp przy SM, który naprawdę mnie ucieszył
Rehabilitacja przy stwardnieniu rozsianym: robię więcej niż zapisano
Wstawanie było trudne, ale dzień skończył się lepiej
Życie z SM: czasem poprawa jest mała, ale ważna
Hashtagi
#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #RehabilitacjaSM #MałeKroki


Komentarze