Ale Ty zapierdalasz! – czasem inni widzą postępy szybciej niż my sami
04.11.15
„Ale Ty zapierdalasz!” – czasem inni widzą postępy szybciej niż my sami
Podsumowanie
Czasami człowiek codziennie walczy ze stwardnieniem rozsianym i nie widzi różnicy. Aż nagle ktoś z boku mówi kilka prostych słów, które zostają w głowie na długo. U mnie były to dwa komentarze od rehabilitantów, które dały mi do myślenia.
Kiedy sam nie widzisz postępu
Szczerze?
Po wczorajszym dniu byłem po prostu zmęczony.
Dałem z siebie dużo podczas rehabilitacji, ale nie miałem poczucia, że wydarzyło się coś wyjątkowego. Ot, kolejny dzień walki ze stwardnieniem rozsianym (SM).
Ja sam nie zauważyłem większej różnicy.
Za to zauważyli ją inni.
Komentarze były krótkie.
„Ale Ty zapierdalasz!”
Może niezbyt eleganckie, ale bardzo budujące.
Bo czasami człowiek potrzebuje usłyszeć od kogoś z boku, że jego wysiłek naprawdę jest widoczny.
Poranek, który mnie zaskoczył
Dzisiaj obudziłem się po szóstej rano.
I wtedy zauważyłem coś ciekawego.
Jakby chodziło mi się pewniej.
Jakby trochę szybciej.
Nie był to cud.
Nie była to nagła przemiana.
Po prostu mała różnica, którą poczułem podczas zwykłego poruszania się.
W życiu z SM często właśnie takie drobne zmiany mają największe znaczenie.
Nie czekałem – zszedłem wcześniej
Po śniadaniu postanowiłem nie czekać do standardowej godziny.
Zszedłem na rehabilitację już o 8:30.
Miałem jeszcze świeżo w pamięci wcześniejszy wycisk i wiedziałem, że lepiej będzie zacząć wcześniej.
To była dobra decyzja.
Dzięki temu nie musiałem się później spieszyć i miałem czas, żeby złapać oddech przed obiadem.
Na górę wróciłem dopiero około 11:30.
Kolejny dzień walki z własnym ciałem
Dzisiejsza kolejność ćwiczeń wyglądała trochę inaczej.
Najpierw masaż wibracyjny.
Później nauka chodzenia.
Krzesło.
Klocek.
Rower.
Fizykoterapia.
I właśnie tam znowu dostałem solidny wycisk.
Na szczęście organizm zniósł go lepiej niż wcześniej.
Nadal było ciężko, ale czułem, że moje ciało zaczyna się przyzwyczajać do większego wysiłku.
To daje nadzieję.
Masaż, który postawił mnie na nogi
Na koniec został masaż u Sylwii.
Szczerze mówiąc, ledwo do niej dotarłem.
Mięśnie były napięte i zmęczone po całym poranku.
Sylwia rozmasowała wszystko bardzo dokładnie.
Po masażu wracałem na górę znacznie sprawniej.
Do tego zrobiła mi jeszcze masaż pleców, choć nie musiała.
I powiem szczerze – było to bardzo kojące.
Czasami takie drobne gesty znaczą więcej niż człowiekowi się wydaje.
Dobre jedzenie też ma znaczenie
Po krótkim odpoczynku przyszedł czas na obiad.
Na pierwsze była zupa pomidorowa z ryżem.
Na drugie surówka z kapusty z jabłkiem i śmietaną, ziemniaki oraz mięso gulaszowe.
Podobno trochę się przypaliło.
Mnie smakowało.
A po takim wysiłku człowiek docenia nawet zwykły obiad bardziej niż zwykle.
Wnioski po dzisiejszym dniu
Coraz częściej dochodzę do jednego wniosku.
Nie zawsze jesteśmy najlepszymi obserwatorami własnych postępów.
Czasami widzą je rehabilitanci.
Czasami rodzina.
Czasami znajomi.
A my sami dostrzegamy je dopiero po czasie.
Jeżeli więc dziś nie widzisz efektów swojej pracy, nie oznacza to, że ich nie ma.
Może po prostu jesteś zbyt blisko własnej walki, żeby je zauważyć.
Pytanie do czytelnika
Czy zdarzyło Ci się, że ktoś inny zauważył Twoje postępy wcześniej niż Ty sam?
CTA
Jeżeli interesuje Cię prawdziwe życie z SM, zostań na blogu i przeczytaj kolejne wpisy.
Meta opis SEO
Życie z SM to codzienna walka i małe zwycięstwa. Czasem inni zauważają postępy szybciej niż my sami. Moja historia z rehabilitacji.
Alternatywne tytuły
Nie widziałem postępów, ale rehabilitanci je zobaczyli
„Ale Ty zapierdalasz!” – słowa, które dały mi do myślenia
Małe kroki przy SM, które zaczynają przynosić efekty
Czy naprawdę idę do przodu? Dzień, który dał mi nadzieję
Stwardnienie rozsiane i pierwsze oznaki większej sprawności
Hashtagi
#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #RehabilitacjaSM #NiePoddawajSię
.png)

Komentarze