Czasami najlepsze dni są najspokojniejsze. Życie z SM po rehabilitacji
Czasami najlepsze dni są najspokojniejsze. Życie z SM po rehabilitacji
15.11.2015
Podsumowanie
Po intensywnej rehabilitacji i ostatnich emocjach związanych z powrotem do domu przyszedł spokojniejszy dzień. Bez wielkich wydarzeń, bez pośpiechu i bez spektakularnych sukcesów. A jednak właśnie takie dni pokazują mi, jak wiele zmieniło się w moim życiu ze stwardnieniem rozsianym.
Kiedy zwykły poranek staje się czymś niezwykłym
Dzisiaj od rana całkiem nieźle mi się wstało.
Jeszcze kilka dni temu nie byłbym pewien, jak będzie wyglądał kolejny poranek.
Tym razem obyło się bez problemów z chodzeniem.
Dla większości ludzi to coś zupełnie normalnego.
Dla osoby żyjącej z SM każdy taki dzień jest małym powodem do radości.
Nie dlatego, że nagle choroba zniknęła.
Po prostu dlatego, że organizm współpracuje trochę lepiej niż wcześniej.
Powrót do starych nawyków
Jeśli chodzi o jedzenie, wróciłem do tego, co stosowałem już wcześniej.
Na stole ponownie pojawiły się papki warzywne.
Od pewnego czasu obserwuję swój organizm i sprawdzam, jak reaguje na różne zmiany żywieniowe.
Nie traktuję tego jako cudownego rozwiązania.
Po prostu szukam sposobów, które pomagają mi czuć się lepiej na co dzień.
Każdy organizm jest inny.
Każdy chory na stwardnienie rozsiane ma własne doświadczenia.
Ja opisuję tylko swoje.
Dzień bez wielkich atrakcji
Szczerze mówiąc, nie mam dzisiaj o czym szczególnie się rozpisywać.
I chyba właśnie to jest najlepsza wiadomość.
Dzień minął spokojnie.
Trochę siedzenia.
Trochę leżenia.
Trochę chodzenia.
Żadnych niespodzianek.
Żadnych problemów.
Żadnych większych kryzysów.
Po ostatnich tygodniach pełnych rehabilitacji taki spokój jest wręcz przyjemny.
Codzienność też jest treningiem
Oczywiście nie obyło się bez codziennych obowiązków.
Musiałem zejść rozpalić w centralnym.
Jeszcze kilka dni temu sprawiało mi to wyraźnie większy problem.
Teraz było zdecydowanie łatwiej.
To właśnie takie zwykłe sytuacje najlepiej pokazują postępy.
Nie sala rehabilitacyjna.
Nie ćwiczenia.
Nie gabinety.
Tylko codzienne życie.
Bo właśnie po to człowiek ćwiczy i rehabilituje się miesiącami.
Żeby później łatwiej wykonywać zwykłe czynności.
Kawa u sąsiada
W ciągu dnia odwiedziłem również sąsiada.
Takie zwykłe rozmowy są czasami bardziej potrzebne niż człowiekowi się wydaje.
Przez lata życia z SM nauczyłem się, że zdrowie to nie tylko nogi, mięśnie i wyniki badań.
To również kontakt z ludźmi.
Śmiech.
Rozmowa.
Poczucie, że człowiek nie jest sam.
Nowy rozdział zawodowy
Wieczorem dostałem wiadomość dotyczącą szkolenia związanego z pracą, którą mam zamiar podjąć.
Przyznam, że ta informacja dodatkowo poprawiła mi humor.
Od pewnego czasu coraz częściej myślę o powrocie do regularnej aktywności zawodowej.
Nie tylko dla pieniędzy.
Praca daje również poczucie celu.
Poczucie sprawczości.
I w pewnym sensie pozwala odzyskać część normalności, którą choroba czasami próbuje odebrać.
Patrząc wstecz
Kiedy pojawiły się pierwsze objawy SM, trudno było mi wyobrazić sobie przyszłość.
Pisałem o tym tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
Później przyszła diagnoza:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
Były również pierwsze zastrzyki i początki leczenia:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Patrząc na tamte wpisy, widzę człowieka pełnego obaw.
Dzisiaj tych obaw nadal trochę jest.
Ale jest też dużo więcej nadziei.
Na zakończenie
Nie każdy dzień musi być wyjątkowy.
Nie każdy dzień musi przynosić wielkie sukcesy.
Czasami największym sukcesem jest spokojny dzień bez problemów.
Dzień, w którym można normalnie chodzić.
Normalnie porozmawiać z ludźmi.
I spokojnie planować przyszłość.
Dzisiaj właśnie taki był.
I jestem za niego wdzięczny.
A Ty?
Czy też masz czasem takie dni, kiedy nic wielkiego się nie wydarzyło, a mimo to wieczorem czujesz, że był to dobry dzień?
Jeśli chcesz śledzić moje życie ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i przeczytaj kolejne wpisy.


Komentarze