Powrót do domu po rehabilitacji i zderzenie z rzeczywistością. SM nie lubi przeziębienia

t.

Powrót do domu po rehabilitacji i zderzenie z rzeczywistością. SM nie lubi przeziębienia

13.11.2015

Podsumowanie

Piątek trzynastego miał być dniem powrotu do domu po rehabilitacji. Zamiast świętowania pojawiło się jednak przeziębienie, osłabienie i przypomnienie, że przy stwardnieniu rozsianym nawet zwykła infekcja potrafi mocno dać się we znaki. To był dzień pełen wdzięczności, ale również pokory.

Koniec rehabilitacji i początek nowego etapu

Piątek trzynastego.

Dla jednych pechowy dzień.

Dla mnie dzień powrotu do domu.

Od rana zależało mi, żeby wszystko poszło sprawnie. Dlatego zrezygnowałem ze śniadania. Szczerze mówiąc, niewiele straciłem.

Najważniejsze było zdążyć na ostatnie zabiegi.

O godzinie 7:30 czekał mnie klasyczny masaż nóg.

Później fizykoterapia.

Kozetka.

I kolejne ćwiczenia.

Po raz kolejny usłyszałem od terapeutów coś, co bardzo mnie ucieszyło.

Że jest lepiej niż wczoraj.

Po kilku tygodniach rehabilitacji takie słowa znaczą naprawdę wiele.

Ludzie, którym wiele zawdzięczam

Po zakończeniu zabiegów przyszedł moment pożegnania.

Powiedziałem wszystkim do widzenia.

Podziękowałem za pomoc.

Za cierpliwość.

Za motywowanie mnie wtedy, kiedy sam miałem dość.

Przez ostatnie tygodnie ci ludzie pomagali mi odzyskiwać sprawność krok po kroku.

I właśnie wtedy człowiek uświadamia sobie, jak ważni są dobrzy rehabilitanci.

Wypis, siostra i... brak kurtki

Na wypis czekałem prawie do jedenastej.

Jak to zwykle bywa, procedury mają własne tempo.

W międzyczasie przyjechała moja siostra.

Zabrała moje rzeczy.

I mnie.

Dopiero po powrocie do domu odkryłem, że jednak nie wróciłem w komplecie.

Brakuje kurtki.

Najwyraźniej została na oddziale.

Czyli czeka mnie jeszcze jedna wycieczka.

Przeziębienie przyszło w najgorszym momencie

Już w czwartek wieczorem zacząłem czuć, że coś mnie bierze.

W piątek rano nie było już wątpliwości.

Przeziębienie zaczęło się rozkręcać.

Po drodze odwiedziliśmy jeszcze mamę.

Zjadłem kalafiora i zupę ogórkową.

Popiłem kawą.

I ruszyliśmy dalej.

Im bliżej domu byłem, tym gorzej się czułem.

Organizm wyraźnie dawał sygnały, że walczy z infekcją.

Kiedy zwykłe przeziębienie staje się większym problemem

Osoby zdrowe często przechodzą przeziębienie stosunkowo łagodnie.

Przy stwardnieniu rozsianym wygląda to czasami inaczej.

Infekcja potrafi nasilić zmęczenie.

Osłabić organizm.

Sprawić, że objawy SM stają się bardziej odczuwalne.

U mnie właśnie tak to wyglądało.

O siedemnastej zjadłem kolację.

Jedną kiełbasę.

I pierwszy gram antybiotyku.

Do tego dużo wody.

Miałem nadzieję, że szybko uda się opanować sytuację.

Schody, piec i brak sił

Jeszcze około godziny siedemnastej zszedłem rozpalić w centralnym ogrzewaniu.

Niby zwykła czynność.

A jednak sprawiła mi wyraźną trudność.

To właśnie takie momenty przypominają mi, że mimo postępów nadal mam swoje ograniczenia.

Wieczorem było już tylko gorzej.

O godzinie dwudziestej nie miałem siły podnieść się z łóżka.

Organizm po prostu powiedział „stop”.

Noc, która przypomniała mi o chorobie

Około drugiej w nocy musiałem wstać.

Niby nic wielkiego.

Każdy czasem wstaje w nocy.

Tyle że tym razem potrzebowałem pomocy klamki i futryny, żeby się podnieść.

I właśnie wtedy przyszła refleksja.

Kilka godzin wcześniej wróciłem z rehabilitacji pełen optymizmu.

Słyszałem o postępach.

O poprawie.

O większej sile.

A kilka godzin później zwykłe przeziębienie pokazało mi, jak cienka bywa granica między dobrym i słabym dniem.

To nie przekreśla postępów

Jeszcze kilka lat temu takie chwile bardzo mnie zniechęcały.

Pamiętam początki choroby:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Pamiętam diagnozę:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Pamiętam pierwsze leczenie:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej.

Jedna gorsza noc nie przekreśla tygodni rehabilitacji.

Jedno przeziębienie nie kasuje wszystkich postępów.

Potrzeba tylko czasu, żeby organizm znów wrócił do równowagi.

Na zakończenie

Piątek trzynastego okazał się dniem pełnym kontrastów.

Z jednej strony zakończenie rehabilitacji i dobre wiadomości.

Z drugiej strony infekcja i ogromne zmęczenie.

Tak właśnie wygląda życie z SM.

Czasami jednego dnia człowiek słyszy, że jest silniejszy.

A kilka godzin później ledwo podnosi się z łóżka.

Najważniejsze jednak, żeby patrzeć na dłuższą drogę.

Bo mimo tego przeziębienia wiem jedno.

Warto było walczyć o każdy krok.

A Ty?

Czy infekcja lub przeziębienie również nasilały u Ciebie objawy SM?

Jeśli chcesz śledzić moje życie ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres