2.11.15 Jeszcze miesiąc temu nie wszedłbym po schodach. Dziś przeszedłem 200 metrów o kulach
14.07.2026
Jeszcze miesiąc temu nie wszedłbym po schodach. Dziś przeszedłem 200 metrów o kulach
Podsumowanie
Jeszcze miesiąc temu nie miałem siły pokonać schodów nawet z balkonikiem. Dzisiaj przeszedłem około 200 metrów, pokonałem schody i odwiedziłem ciocię, używając tylko dwóch kul.
To kolejny moment, który pokazuje mi, że coś naprawdę zaczyna się zmieniać. Nadal mam słabsze dni, ale coraz częściej pojawiają się takie, które dają ogromną nadzieję.
Wczoraj było słabo, dzisiaj jest zupełnie inaczej
Wczoraj nie miałem najlepszego dnia.
Nogi były słabsze.
Forma kiepska.
Momentami miałem wrażenie, że organizm przypomina mi o wszystkich swoich ograniczeniach.
Dzisiaj jednak obudziłem się w zupełnie innym stanie.
Nogi są wyraźnie mocniejsze.
Łatwiej się poruszam.
Mam więcej energii.
I znowu przekonuję się, jak nieprzewidywalne potrafi być życie ze stwardnieniem rozsianym.
Jednego dnia człowiek zastanawia się, czy zrobił krok do przodu.
Drugiego dnia nagle widzi, że zrobił ich kilka.
Proste jedzenie i coraz lepsze samopoczucie
Dzień zacząłem bardzo spokojnie.
Na śniadanie były papki, które już od jakiegoś czasu stanowią ważny element mojego menu.
Na obiad pojawiło się gotowane mięso.
Jeszcze niedawno pewnie uznałbym takie jedzenie za nudne.
Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej.
Im prostsze jedzenie, tym lepiej się czuję.
Oczywiście nie twierdzę, że to recepta dla wszystkich.
Opisuję tylko własne doświadczenia.
Ale zauważam, że organizm coraz lepiej reaguje na prostą dietę.
Wizyta u cioci stała się małym wielkim sukcesem
Najważniejsze wydarzenie dnia było jednak zupełnie gdzie indziej.
Od miesiąca nie odwiedzałem swojej cioci.
Dzisiaj postanowiłem to zmienić.
Wyszedłem z domu.
Pokonałem schody.
Przeszedłem około 100 metrów w jedną stronę.
Później kolejne schody.
Wizyta.
Rozmowa.
I powrót tą samą trasą.
Łącznie około 200 metrów.
Dla zdrowej osoby to nic wielkiego.
Dla mnie to ogromny sukces.
Co najważniejsze – pokonałem ten dystans na dwóch kulach.
Jeszcze miesiąc temu szedłem z balkonikiem.
I nawet wtedy nie miałem siły pokonać jednych schodów.
Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Takie chwile przypominają mi początek choroby
Czasami, gdy widzę takie postępy, wracam pamięcią do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło.
Do pierwszych objawów:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
Wtedy nie miałem pojęcia, jak długa droga przede mną.
Później przyszła diagnoza:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
A następnie leczenie i pierwsze zastrzyki:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Były również momenty, gdy organizm reagował bardzo różnie:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/23-03-2012.html
Dlatego dzisiaj staram się doceniać każdy mały sukces.
Bo wiem, ile pracy kosztuje każdy kolejny krok.
Wracam do szpitala z zupełnie innym nastawieniem
Weekend minął bardzo szybko.
Teraz jestem już w drodze do szpitala.
I tutaj pojawia się coś, czego sam się nie spodziewałem.
Brakuje mi tego miejsca.
Brakuje mi rehabilitacji.
Brakuje mi ćwiczeń.
Brakuje mi nawet specyficznego oddziałowego klimatu.
Jeszcze kilka tygodni temu pewnie uznałbym takie zdanie za żart.
A dzisiaj naprawdę tak czuję.
Przede mną jeszcze dwa tygodnie rehabilitacji.
I już wiem, że kiedy ten czas się skończy, będzie mi trochę żal odchodzić.
Plecy bolą bardziej niż nogi
Najciekawsze jest to, że obecnie nogi przestają być największym problemem.
Oczywiście nadal są słabe.
Ale mam coraz większą pewność, że to się poprawia.
Za to plecy...
Plecy potrafią dać w kość.
Po ćwiczeniach, spacerach i codziennym wysiłku odzywają się coraz częściej.
Dlatego nie mogę doczekać się kolejnych masaży.
Mam nadzieję, że jutro rehabilitanci znowu trochę mnie rozruszają.
Bo choć boli, to później zwykle czuję wyraźną ulgę.
Czy rehabilitacja działa?
Nie wiem, czy lekarze już nazwaliby to efektem rehabilitacji.
Ale wiem jedno.
Miesiąc temu nie wszedłbym po tych schodach.
Miesiąc temu nie przeszedłbym tego dystansu.
Miesiąc temu nie miałbym tyle wiary w siebie.
A dzisiaj to wszystko się wydarzyło.
I właśnie dlatego patrzę w przyszłość z coraz większym optymizmem.
Zakończenie
Każdy krok ma znaczenie.
Każde pokonane schody.
Każdy dodatkowy metr.
Dzisiaj było ich znacznie więcej niż miesiąc temu.
I właśnie to daje mi największą motywację do dalszej walki.
Pytanie do czytelnika
Czy pamiętacie moment, kiedy coś, co kiedyś wydawało się niemożliwe, nagle stało się osiągalne?
CTA
Jeżeli chcesz śledzić moją rehabilitację i codzienną walkę ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zaglądaj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165
Meta opis SEO:
Jeszcze miesiąc temu nie mogłem pokonać schodów. Dziś przeszedłem 200 metrów o kulach i odwiedziłem rodzinę.
5 alternatywnych tytułów:
200 metrów o kulach. Jeszcze miesiąc temu było to niemożliwe
Powrót do cioci i wielki sukces podczas rehabilitacji
Schody, kule i coraz więcej wiary w siebie
Stwardnienie rozsiane nie odpuszcza, ale ja też nie
Coraz mocniejsze nogi i coraz większa nadzieja
Hashtagi:
#StwardnienieRozsiane
#SM
#Rehabilitacja
#ŻycieZSM
#NiePoddawajSię
W następnym wpisie…
Czy poprawa, którą widzę, jest efektem rehabilitacji, diety, odpoczynku, a może wszystkiego naraz?
Coraz częściej zadaję sobie to pytanie.
I coraz częściej próbuję zrozumieć, co naprawdę pomaga mi w walce ze stwardnieniem rozsianym.
To będzie bardzo osobisty wpis o obserwowaniu własnego organizmu i szukaniu odpowiedzi tam, gdzie medycyna nie zawsze daje jednoznaczne wyjaśnienia.
Ważna informacja
Piszę tutaj tylko o swoim życiu i swoim doświadczeniu ze stwardnieniem rozsianym (SM).
Nie jestem lekarzem. Nie stawiam diagnoz i nie daję porad medycznych.
To, co działa u mnie, nie musi działać u innych. Każdy podejmuje decyzje na własną odpowiedzialność.
Jeśli masz problemy zdrowotne albo wątpliwości — skonsultuj się z lekarzem.


Komentarze