Kolejny telefon, kolejne szanse. Życie z SM potrafi zaskoczyć

Kolejny telefon, kolejne szanse. Życie z SM potrafi zaskoczyć

10.11.2015

Podsumowanie

Nie każde szkolenie dochodzi do skutku, nie każda oferta pracy okazuje się właściwa. Mimo to czasami jeden dzień pokazuje, że warto próbować dalej. Tak właśnie wyglądało moje życie z SM tego dnia – trochę chaosu, trochę śmiechu i kilka małych powodów do optymizmu.





Dzień zaczął się jak zwykle, ale zakończył inaczej

Kolejny dzień w ośrodku zaczął się od śniadania. Trzy kromki chleba razowego, masło i pasztet drobiowy.

Tym razem nie czekałem już na wizytę lekarską. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się po niej niczego nowego. Dużo bardziej zależało mi na tym, aby zdążyć z najważniejszymi zabiegami przed szkoleniem zaplanowanym na godzinę 10:00.

Przy stwardnieniu rozsianym człowiek często musi planować dzień niemal co do minuty. Zabiegi, rehabilitacja, odpoczynek i codzienne obowiązki potrafią skutecznie wypełnić cały harmonogram.

Nie każdy potrafi poprawić ciśnienie jak „moherowy beret”

Na dole nie obyło się bez emocji.

Jedna starsza pani skutecznie podniosła mi ciśnienie. Wiecie, ten typ człowieka, który zawsze wie wszystko najlepiej i koniecznie musi wszystkich pouczać.

Najzabawniejsze było jednak coś innego.

Mój sąsiad z sali, 85-letni dziadek, okazał się jej dawną miłością sprzed ponad sześćdziesięciu lat. Gdy tylko pojawiała się w pobliżu, on znikał szybciej niż niejeden sprinter na starcie.

Naprawdę wyglądało to tak, jakby uruchamiał tryb „flash”.

Czasami takie sytuacje pokazują, że niezależnie od wieku ludzie pozostają sobą.

Szkolenie odwołane, ale rozmowa dała nadzieję

Udało mi się wykonać wszystkie zabiegi poza jednym i byłem gotowy na szkolenie.

O godzinie 10:30 zadzwonił telefon.

Szkolenie zostało odwołane. Jedna osoba zrezygnowała, z drugą nie udało się skontaktować, a kolejnej coś wypadło.

Normalnie pewnie byłbym rozczarowany.

Tym razem jednak wydarzyło się coś ciekawego.

Przyszły szef porozmawiał ze mną chwilę dłużej. Przyznał, że pierwsza rozmowa była celowo prowadzona w taki sposób, aby część kandydatów sama zrezygnowała. Chodziło o wyłonienie najbardziej zdeterminowanych osób.

Okazało się, że moje notowania wzrosły.

Nie zrezygnowałem. Czekałem na umówione spotkanie. Byłem gotowy do działania.

Wstępnie umówiliśmy się na kolejną rozmowę w czwartek.

Dla wielu osób to drobiazg. Dla mnie był to kolejny sygnał, że wysyłanie CV miało sens.

Masaż, który prawie zaczął się od upadku

Został jeszcze masaż.

Rano usłyszałem od Sylwii, że przyjdzie po mnie później, gdy skończy pracę ze starszymi pacjentami.

I rzeczywiście przyszła.

Tyle że zrobiła to po swojemu.

Ledwo przeszedłem kawałek korytarza, a ona pojawiła się za mną i stanowczym tonem oznajmiła:

„Ty pójdziesz teraz ze mną!”

Tak mnie zaskoczyła, że odruchowo się odwróciłem i straciłem równowagę.

Naprawdę niewiele brakowało, żebym zaliczył spektakularne spotkanie z podłogą.

Na szczęście obyło się bez atrakcji.

Sam masaż zniosłem całkiem dobrze, choć później ból pleców dał o sobie znać i musiałem trochę odpocząć.

Nie każda oferta pracy jest dobra

Po południu zadzwoniły dwa kolejne telefony dotyczące pracy.

Pierwsza propozycja dotyczyła pracy telemarketera w biurze w Warszawie.

Druga była ofertą pracy terenowej.

Za obie podziękowałem.

Od pewnego czasu staram się wybierać oferty rozsądnie. Chorując na SM, wiem już, że nie chodzi tylko o samą pracę. Liczy się również to, czy będę w stanie wykonywać ją długoterminowo i bez nadmiernego obciążania organizmu.

Są ludzie, którzy poprawiają humor lepiej niż leki

Wieczorem czekała mnie bardzo miła niespodzianka.

Odwiedziły mnie Natka i Monika.

Nie trwało to długo, ale czas spędzony z bliskimi ma ogromną wartość. Szczególnie wtedy, gdy człowiek przebywa z dala od domu.

Natka ma wyjątkowy talent do poprawiania humoru.

Czasami wystarczy zwykła rozmowa i kilka uśmiechów, żeby dzień od razu wyglądał lepiej.

Życie z SM to nie tylko choroba

Kiedy wiele lat temu opisywałem na blogu, jak wyglądały moje pierwsze objawy SM, nie przypuszczałem, że po tylu latach nadal będę walczył o normalność. O tym, jak wszystko się zaczęło, pisałem tutaj: https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Później przyszła diagnoza, pobyty w szpitalach i leczenie. Opisywałem to również podczas otrzymania diagnozy: https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Dzisiaj jednak coraz częściej widzę, że życie z SM to nie tylko choroba.

To także nowe znajomości, rehabilitacja, śmieszne sytuacje, rozmowy o pracę i chwile, które przypominają, że warto patrzeć do przodu.

Na zakończenie

Ten dzień miał być zwyczajny.

Szkolenie się nie odbyło.

Plecy dały o sobie znać.

Kilka rzeczy nie poszło zgodnie z planem.

A mimo to wieczorem miałem poczucie, że był to dobry dzień.

Bo czasami sukces nie polega na tym, że wszystko się udało.

Czasami sukces polega na tym, że nadal próbujesz.

A Ty?

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że pozornie nieudany dzień zakończył się lepiej, niż się spodziewałeś?






Jeśli chcesz przeczytać więcej historii z mojego życia ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.

Meta opis SEO:
Życie z SM potrafi zaskakiwać. Odwołane szkolenie, nowe oferty pracy, rehabilitacja i chwile, które pokazują, że warto próbować dalej.

Alternatywne tytuły:

  1. Szkolenie odwołane, ale nadzieja została – życie z SM

  2. Kolejny dzień rehabilitacji i nowe szanse na pracę

  3. Stwardnienie rozsiane i codzienna walka o normalność

  4. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, a jednak był to dobry dzień

  5. Rozmowy o pracę, rehabilitacja i życie z SM

Hashtagi:
#stwardnienierozsiane #SM #życiezSM #rehabilitacja #pracazSM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres