3.11.15 Rehabilitacja przy SM dała mi dziś mocno popalić. Ledwo wróciłem do pokoju

15.07.2026

Rehabilitacja przy SM dała mi dziś mocno popalić. Ledwo wróciłem do pokoju

Podsumowanie

To był jeden z tych dni, kiedy rehabilitacja naprawdę pokazała pazury. Zabiegi trwały długo, ćwiczenia mocno mnie zmęczyły, a powrót do pokoju o jednej kuli okazał się dużym wyzwaniem.

Przy stwardnieniu rozsianym łatwo przesadzić z ambicją. Dzisiaj dostałem lekcję, że postęp jest ważny, ale rozsądek też musi iść obok.




Piszę dzień później

Ten wpis piszę dzień później, bo wczoraj zwyczajnie zabrakło mi sił.

Dzień zaczął się całkiem normalnie.

Na śniadanie dostałem trzy kromki chleba razowego, łyżkę dżemu i małą kostkę masła.

Po śniadaniu miała być wizyta lekarska, ale została przełożona na późniejszą godzinę. Jak się później okazało, ostatecznie się na nią nie załapałem.

Skoro wizyta się przesunęła, zjechałem na dół na zabiegi.

Zabiegi ruszyły pełną parą

Zacząłem od masażu wibracyjnego pleców.

Potem był masaż nóg.

Następnie nauka chodzenia.

Później rower, fotel i klocek do ćwiczeń.

Na koniec doszła jeszcze fizykoterapia, coś w stylu ćwiczeń.

I właśnie ten ostatni element najbardziej mnie zajechał.

Czułem, że organizm pracuje na granicy możliwości.

Niby człowiek wie, że rehabilitacja ma męczyć, ale w praktyce wygląda to inaczej, kiedy trzeba jeszcze wrócić do pokoju.

Chyba zrobiłem głupotę z kulą

Po zabiegach miałem wrócić na górę.

I tu chyba popełniłem błąd.

Nie zszedłem z chodzikiem.

Poszedłem z kulą.

Ambicja wygrała z rozsądkiem.

Efekt?

Ledwo dotarłem na górę.

Po ścianie.

Powoli.

Z dużym wysiłkiem.

Chłopaki z pokoju, jak mnie zobaczyli, mieli trochę ubaw, ale też widać było współczucie.

Pierwszy tekst po moim wejściu był prosty:

Ale cię dzisiaj zajechali.

A zaraz potem:

Nie było cię tak długo, że mieliśmy już iść cię szukać.

I coś w tym było.

Bo naprawdę długo mnie nie było.

Zmęczenie przy SM to nie jest zwykłe zmęczenie

Przy stwardnieniu rozsianym zmęczenie potrafi uderzyć nagle.

Nie chodzi tylko o to, że człowiek jest senny.

To bardziej uczucie, jakby ktoś odciął zasilanie.

Znam to od lat.

Kiedy przypominam sobie, jak to się wszystko zaczęło:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

to widzę, że moje ciało od dawna potrafiło wysyłać sygnały ostrzegawcze.

Później przyszła diagnoza stwardnienia rozsianego:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

i dopiero wtedy wiele rzeczy zaczęło układać się w całość.

Dzisiaj wiem, że muszę słuchać organizmu.

Nawet wtedy, kiedy głowa bardzo chce iść szybciej.

Obiad przerwał odpoczynek

Dotarłem do pokoju i praktycznie od razu padłem na łóżko.

Nie zdążyłem się dobrze ułożyć, a już usłyszałem dzwonek na obiad.

Mikołaj wzywał.

Trzeba było się zebrać.

Na pierwsze danie była fasolówka.

Na drugie gotowana marchewka, ziemniaki i chyba karkówka albo jakaś pieczeń.

Po obiedzie wróciłem do pokoju.

I znowu łóżko.

Tym razem organizm sam mnie wyłączył.

Zamknęły mi się oczy.

Nie wiem nawet na jak długo.

Krótka drzemka pomogła, ale głowa bolała jak cholera

Kiedy się obudziłem, czułem się trochę lepiej.

Zmęczenie odpuściło.

Nie całkiem, ale wyraźnie.

Za to głowa bolała mnie mocno.

Tak mocno, że trudno było udawać, że nic się nie dzieje.

Przy SM takie dni uczą pokory.

Bo z jednej strony człowiek robi postępy.

Z drugiej organizm bardzo szybko przypomina, że ma swoje granice.

Podobnie było kiedyś przy leczeniu i pierwszych zastrzykach Copaxone:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

oraz przy różnych reakcjach organizmu na leczenie:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/23-03-2012.html

Czasami coś pomaga, ale ciało i tak reaguje po swojemu.

Wieczór już spokojniejszy

Do kolacji czas jakoś zleciał.

Trochę popracowałem na komputerze.

Trochę odpoczywałem.

Wieczorem na kolację dostałem trzy kromki chleba razowego, jedną parówkę i serek topiony.

I w zasadzie na tym dzień się zakończył.

Bez fajerwerków.

Bez wielkich przemyśleń.

Po prostu z dużym zmęczeniem i świadomością, że rehabilitacja potrafi naprawdę mocno dać w kość.

Co zrozumiałem po tym dniu?

Najważniejszy wniosek jest prosty.

Nie zawsze trzeba udowadniać sobie, że da się więcej.

Czasem trzeba wybrać bezpieczniejszą opcję.

Chodzik nie jest porażką.

Kula nie jest medalem.

Najważniejsze jest to, żeby dojść do celu bez upadku.

Rehabilitacja to nie wyścig.

To proces.

I nawet jeśli mam coraz większą ochotę działać, muszę pamiętać, że rozsądek jest częścią zdrowienia.

Zakończenie

Ten dzień mnie zmęczył.

Mocno.

Ale też czegoś nauczył.

Postęp jest ważny.

Ambicja jest ważna.

Ale przy SM trzeba jeszcze mieć cierpliwość i pokorę.

Bo jeden zły ruch może cofnąć więcej, niż kilka dobrych dni zdążyło zbudować.

Pytanie do czytelnika

Czy zdarzyło Wam się przesadzić z wysiłkiem, bo bardzo chcieliście udowodnić sobie, że dacie radę?

CTA

Jeśli chcesz śledzić moją rehabilitację i codzienne życie ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zaglądaj do kolejnych wpisów.

Wsparcie

Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165






Meta opis SEO:

Intensywny dzień rehabilitacji przy SM. Zabiegi, zmęczenie, powrót o kuli i ważna lekcja rozsądku.

5 alternatywnych tytułów:

  1. Rehabilitacja przy SM mnie zajechała. Ledwo wróciłem do pokoju

  2. Ambicja kontra rozsądek. Kolejny trudny dzień rehabilitacji

  3. Poszedłem o kuli i szybko dostałem lekcję pokory

  4. Zmęczenie przy SM po zabiegach. Tego dnia było naprawdę ciężko

  5. Rehabilitacja to nie wyścig. Dzisiaj mocno to poczułem

Hashtagi:

#StwardnienieRozsiane
#SM
#Rehabilitacja
#ZmęczeniePrzySM
#ŻycieZSM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres