86 kg i nowe plany. Powrót do codzienności po rehabilitacji
86 kg i nowe plany. Powrót do codzienności po rehabilitacji
17.11.2015
Podsumowanie
Po rehabilitacji coraz częściej zauważam małe oznaki poprawy. Nadal walczę z przeziębieniem, nadal jestem zależny od pomocy innych w niektórych sprawach, ale jednocześnie wracają plany związane z pracą i dalszą rehabilitacją. To był spokojny dzień, który przypomniał mi, że droga do lepszego funkcjonowania składa się z małych kroków.
86 kilogramów i powód do uśmiechu
Wspominałem już, że moja aktualna waga wynosi 86 kilogramów?
Dla mnie to naprawdę dobra wiadomość.
Przez lata życia ze stwardnieniem rozsianym nauczyłem się, że masa ciała i ogólna kondycja organizmu mają ogromne znaczenie.
Każdy kilogram mniej lub więcej może wpływać na codzienne funkcjonowanie.
Dlatego cieszę się z obecnego wyniku.
Poranek całkiem przyzwoity
Dzisiaj nawet nieźle wstałem.
Siła w nogach była całkiem przyzwoita.
Oczywiście nie oznacza to, że nagle wszystko jest idealnie.
Ale po ostatnich tygodniach widzę, że organizm coraz częściej współpracuje ze mną zamiast przeciwko mnie.
Z łóżka podniosłem się po ósmej.
Na śniadanie tradycyjny zestaw:
kawa,
papka warzywna,
wędlina,
Duomox,
Scorbolamid,
Calcium.
Wreszcie zatoki odpuściły
Największa ulga?
Zatoki.
Od soboty dawały mi się mocno we znaki.
Na szczęście wygląda na to, że sytuacja wraca do normy.
Przeziębienie jeszcze całkowicie nie odpuściło, ale jest zdecydowanie lepiej niż kilka dni temu.
Zależność od innych bywa trudna
Jest jednak coś, co nadal mnie denerwuje.
Mój lekarz rodzinny znajduje się około 10 kilometrów od domu.
Dla zdrowej osoby nie jest to wielki problem.
Dla osoby z ograniczoną mobilnością wygląda to trochę inaczej.
Najbardziej przeszkadza mi świadomość, że często jestem zależny od transportu i pomocy innych ludzi.
A przecież każdy ma swoje obowiązki.
Każdy ma własne życie.
To jeden z tych aspektów choroby, o których mówi się zdecydowanie za rzadko.
Może już niedługo wrócę do pracy
Około dziesiątej rano usiadłem przy komputerze.
Trzeba było trochę ogarnąć domowy bałagan.
Trzeba było również przygotować skrypt związany z pracą.
Coraz częściej myślę o tym, że być może już od jutra zacznę zarabiać pierwsze pieniądze.
Może nie będą to od razu wielkie kwoty.
Ale każdy kiedyś zaczynał.
Najważniejsze jest zdobycie wprawy i doświadczenia.
Domowe obowiązki też są treningiem
Przy okazji zastanawiałem się, czy nie zejść rozpalić w centralnym ogrzewaniu.
W domu było zaledwie 19 stopni.
Jeszcze niedawno takie zejście do kotłowni było dla mnie większym wyzwaniem.
Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej.
Każda taka czynność jest jednocześnie małym treningiem.
Fizjoterapia przyjechała do domu
Po południu, około 16:20, dotarła fizjoterapeutka.
Nawigacja postanowiła zrobić jej małą niespodziankę i wyprowadziła ją na polną drogę.
Na szczęście ostatecznie trafiła.
Dzisiejsza terapia PNF była skupiona głównie na:
biodrach,
barkach.
To kolejne elementy układanki, które mają pomóc mi odzyskiwać sprawność.
Rehabilitacja nie kończy się po wyjściu ze szpitala
Wiele osób myśli, że rehabilitacja kończy się wraz z wypisem.
Moje doświadczenie pokazuje coś zupełnie innego.
Prawdziwa praca zaczyna się właśnie po powrocie do domu.
Codzienne ćwiczenia.
Codzienne obowiązki.
Regularne spotkania z fizjoterapeutą.
I cierpliwość.
Bardzo dużo cierpliwości.
Na zakończenie
To nie był dzień pełen wielkich wydarzeń.
Ale był to dzień, który dał mi trochę spokoju.
Trochę nadziei.
I trochę wiary w to, że idę w dobrym kierunku.
86 kilogramów.
Lepsze samopoczucie.
Plany zawodowe.
Kolejna terapia.
Czasami właśnie z takich małych rzeczy składają się największe zmiany.
A Ty?
Co najbardziej motywuje Cię do działania wtedy, gdy postępy wydają się bardzo powolne?
Jeśli chcesz śledzić moje życie ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i przeczytaj kolejne wpisy.


Komentarze