30.10.15 Lekarz ostrzegał przed zmęczeniem przy SM. Wieczorem chodziłem już z kulą
1
Lekarz ostrzegał przed zmęczeniem przy SM. Wieczorem chodziłem już z kulą
Podsumowanie
Jeszcze wczoraj miałem ogromny problem z chodzeniem i siłą w nogach. Dzisiaj od rana było zdecydowanie lepiej, a wieczorem poczułem się na tyle pewnie, że zacząłem chodzić z kulą.
To był kolejny dzień, który przypomniał mi, że przy stwardnieniu rozsianym jeden dzień potrafi diametralnie różnić się od drugiego.
Wczoraj było źle, dzisiaj znacznie lepiej
Nie będę ukrywał.
Wczorajszy dzień był ciężki.
Chodzenie sprawiało mi sporo problemów.
Brakowało siły.
Nogi nie chciały współpracować tak, jak bym sobie tego życzył.
Dlatego dzisiejszy poranek był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.
Bez większych problemów zaliczyłem poranną toaletę.
Pościeliłem łóżko.
Ogoliłem się.
Poszedłem na śniadanie.
I co najważniejsze – wszystko odbyło się spokojnie.
Bez walki o każdy krok.
Takie poranki dają człowiekowi energię na cały dzień.
Rozmowa z lekarzem o plecach
Podczas wizyty lekarskiej doktor przejrzał dokumentację.
Sam z siebie niewiele mówił.
Postanowiłem więc zapytać o coś, co chodziło mi po głowie od kilku dni.
Ćwiczenia wzmacniające plecy.
Od dawna mam wrażenie, że właśnie tam brakuje mi siły.
Lekarz początkowo nie był zachwycony tym pomysłem.
Powiedział, że przy stwardnieniu rozsianym nadmierne zmęczenie może być ryzykowne.
Wspomniał nawet o możliwości wywołania rzutu choroby przy zbyt intensywnym przeciążeniu organizmu.
Zapewniłem go jednak, że nie zamierzam przesadzać.
Nie chodzi mi o bicie rekordów.
Chodzi mi o poprawę funkcjonowania.
Ostatecznie zgodził się.
I dostałem dodatkową rehabilitację na plecy.
Sylwia przyszła po mnie wcześniej
Jeszcze zanim zdążyłem dobrze usiąść po wizycie, do pokoju weszła Sylwia.
Krótka komenda:
– Chodź ze mną.
I ruszyliśmy.
Program rehabilitacji wyglądał podobnie jak wcześniej.
Rower.
Ćwiczenia.
Nauka chodzenia.
Masaże.
Ćwiczenia stawów.
A na końcu nowy zestaw ćwiczeń związanych z plecami.
Nie będę ukrywał.
Ta dodatkowa gimnastyka dała mi w kość.
Pod koniec czułem już wyraźnie, że organizm wykonał sporą pracę.
Ale właśnie po to tutaj jestem.
Nie po odpoczynek.
Tylko po większą sprawność.
Zmęczenie jest częścią tej drogi
Po zakończonych ćwiczeniach wróciłem do pokoju.
Tradycyjnie trzeba było trochę odsapnąć.
Przy SM zmęczenie wygląda inaczej niż u zdrowych osób.
Czasami człowiek ma wrażenie, że organizm nagle odcina zasilanie.
Dlatego staram się słuchać własnego ciała.
Przez lata nauczyłem się tego całkiem dobrze.
Kiedy przypominam sobie pierwsze objawy choroby:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
oraz moment diagnozy:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
widzę, jak wiele razy musiałem nauczyć się funkcjonować od nowa.
Obiad nie był skomplikowany
Po ćwiczeniach przyszedł czas na obiad.
Tego dnia były dwa dania.
Najpierw zupa grzybowa.
Później ryż z kisielem.
Prosto.
Bez wielkich atrakcji.
Ale po rehabilitacji człowiek i tak bardziej myśli o odpoczynku niż o kulinarnych doznaniach.
Chińczyk i rozmowy o wszystkim
Po obiedzie przyszła pora na coś równie ważnego jak ćwiczenia.
Towarzystwo.
Usiedliśmy i graliśmy w chińczyka.
Później jak to zwykle bywa, rozmowy zeszły na różne tematy.
Od zdrowia.
Przez życie.
Po zupełnie zwyczajne codzienne sprawy.
I właśnie takie chwile pokazują mi, że rehabilitacja to nie tylko ćwiczenie mięśni.
To również ćwiczenie głowy.
Oderwanie się od ciągłego myślenia o chorobie.
Wieczorem przyszedł mały sukces
Najważniejsza rzecz wydarzyła się jednak dopiero wieczorem.
Poczułem się na tyle dobrze.
Na tyle pewnie.
Na tyle stabilnie.
Że zacząłem chodzić z kulą.
Jeszcze kilka dni temu nie byłoby o tym mowy.
Oczywiście zachowuję ostrożność.
Nie zamierzam udawać bohatera.
Ale nie da się ukryć, że taki moment daje ogromną motywację.
Podobnie było kiedyś podczas leczenia Copaxone:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
oraz obserwowania reakcji organizmu:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/23-03-2012.html
Najpierw pojawiają się małe sygnały.
Potem pierwsze efekty.
A dopiero później większe zmiany.
Czy rehabilitacja naprawdę działa?
Nie wiem jeszcze.
To wciąż początek drogi.
Ale coś zaczyna się zmieniać.
Może to rehabilitacja.
Może odpoczynek.
Może połączenie kilku różnych rzeczy.
Jedno wiem na pewno.
Od kilku dni coraz częściej zdarzają się momenty, które jeszcze niedawno wydawały się trudniejsze do osiągnięcia.
I właśnie tego zamierzam się trzymać.
Zakończenie
Dzisiaj był lepszy dzień.
Nie idealny.
Nie spektakularny.
Ale lepszy.
A przy stwardnieniu rozsianym czasami właśnie takie dni mają największą wartość.
Pytanie do czytelnika
Czy mieliście kiedyś sytuację, kiedy po bardzo słabym dniu następny okazywał się zaskakująco dobry?
CTA
Jeżeli chcesz śledzić moją rehabilitację i codzienną walkę ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zaglądaj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165
Meta opis SEO:
Po ciężkim dniu przyszła poprawa. Opisuję rehabilitację przy SM, nowe ćwiczenia na plecy i pierwsze spacery z kulą.
5 alternatywnych tytułów:
Wieczorem chodziłem już z kulą. Rehabilitacja zaczyna działać?
Lekarz ostrzegał przed zmęczeniem, ale dostałem nowe ćwiczenia
Jeden z lepszych dni podczas rehabilitacji przy SM
Po słabym dniu przyszła poprawa. Tak wygląda życie z SM
Nowe ćwiczenia, więcej siły i pierwsze kroki z kulą
Hashtagi:
#StwardnienieRozsiane
#SM
#Rehabilitacja
#ŻycieZSM
#Fizjoterapia


Komentarze