28.10.15 Wstałem bez podpierania się. A historia Sylwii pokazała mi, że nie wolno się poddawać Podsumowanie
1
Wstałem bez podpierania się. A historia Sylwii pokazała mi, że nie wolno się poddawać
Podsumowanie
Dzisiejszy poranek bardzo mnie zaskoczył. Po raz pierwszy od dawna wstałem z łóżka na równe nogi bez podpierania się meblami czy ścianą.
Jednocześnie poznałem historię fizjoterapeutki, która po ciężkim wypadku sama walczyła o powrót do sprawności. To był dzień, który dał mi dużo do myślenia.
Rano wydarzyło się coś niezwykłego
Dzień zaczął się jak każdy inny.
Po szóstej rano do pokoju weszła pielęgniarka i kazała nam opuścić łóżka, żeby można było pościelić pościel.
Nic nadzwyczajnego.
A jednak wydarzyło się coś, czego nie spodziewałem się jeszcze kilka tygodni temu.
Po prostu wstałem.
Normalnie.
Bez podpierania się.
Bez chwytania szafki.
Bez szukania punktu podparcia.
Na równe nogi.
Przez chwilę sam nie mogłem uwierzyć, że to się wydarzyło.
Jeszcze niedawno takie rzeczy były dla mnie dużym problemem.
Dzisiaj organizm zachował się zupełnie inaczej.
Coraz łatwiejsze codzienne czynności
Po wstaniu poszedłem do łazienki.
Również bez większych komplikacji.
Później przejście do stołówki.
Powrót.
I znowu bez większych problemów.
To są rzeczy, których zdrowy człowiek często nawet nie zauważa.
Dla osoby żyjącej ze stwardnieniem rozsianym takie momenty potrafią poprawić humor bardziej niż najlepszy prezent.
Kiedy przypominam sobie pierwsze objawy choroby:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
to widzę, jak długa droga już za mną.
Śniadanie bez niespodzianek
Śniadanie było bardzo podobne do poprzedniego dnia.
Cztery kromki chleba razowego.
Pół serka topionego.
Mała kostka masła.
Do picia kawa z mlekiem.
Tym razem nie było już zupy mlecznej.
Wczoraj poprosiłem personel, aby jej nie przygotowywano, ponieważ i tak jej nie jem.
I muszę przyznać, że uszanowano moją prośbę.
Godzina prawdy – rehabilitacja
Przed dziewiątą czekałem już na zabiegi.
Wiedziałem, że czekają mnie kolejne dwie godziny pracy.
I szczerze?
Coraz bardziej zaczynam je lubić.
Oczywiście nie dlatego, że są łatwe.
Bo nie są.
Ale dlatego, że zaczynam dostrzegać efekty.
To trochę przypomina początki leczenia Copaxone:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Na początku człowiek nie wie, czy to ma sens.
Później zaczyna dostrzegać pierwsze sygnały.
A wtedy pojawia się nadzieja.
Sylwia i ból, który przynosi ulgę
Najciekawszym momentem dnia był jednak masaż nóg.
A dokładniej spotkanie z Sylwią.
To właśnie ona zajmuje się między innymi moimi stopami i nogami.
I powiem szczerze.
Kiedy bierze się za palce u stóp, człowiek zaczyna zastanawiać się nad sensem życia.
Boli.
Oj boli.
W pewnym momencie zapytałem ją nawet, czy wbija mi paznokcie w nerwy.
Zaśmiała się.
Powiedziała, że nic nie wbija.
Po prostu uciska określone miejsca opuszkami palców, aby pobudzić nerwy i zmusić je do pracy.
W nocy doskonale czułem miejsca, które wcześniej uciskała.
Stopy i palce bolały jeszcze długo po zabiegu.
Koledzy z oddziału mają jednak prostą teorię.
Jeżeli boli, to znaczy, że coś się dzieje.
A skoro coś się dzieje, to terapia działa.
Historia, która daje nadzieję
Dzisiaj poznałem też historię Sylwii.
I przyznam szczerze, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Kilka lat temu miała bardzo poważny wypadek motocyklowy.
Razem ze swoim chłopakiem.
Ona przez pewien czas była nieprzytomna.
On stracił stopę.
Po wybudzeniu ze śpiączki Sylwia poruszała się na wózku inwalidzkim.
Nie miała władzy w nogach.
Wiele osób mogłoby wtedy się poddać.
Ona zrobiła coś zupełnie odwrotnego.
Walczyła.
Pracowała.
Ćwiczyła.
I właśnie tutaj, w Grębaninie, pomogli jej wrócić na nogi.
Dzisiaj chodzi.
Pracuje jako fizjoterapeutka.
Pomaga innym.
Założyła rodzinę.
Ma dziecko.
Jest nadal z człowiekiem, z którym uczestniczyła w tamtym wypadku.
Pozostały jej problemy z mową i bóle głowy.
Ale nauczyła się z nimi żyć.
I właśnie dlatego jej historia zrobiła na mnie takie wrażenie.
Nie każdy bohater nosi pelerynę
Czasami człowiek szuka motywacji w internecie.
W książkach.
W filmach.
A później spotyka osobę, która siedzi kilka metrów dalej.
I pokazuje, że niemożliwe nie zawsze oznacza niemożliwe.
Kiedy przypominam sobie swoją diagnozę:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
oraz różne reakcje organizmu podczas leczenia:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/23-03-2012.html
to wiem, że każdy z nas przechodzi własną drogę.
Ale takie historie przypominają, że nie warto składać broni.
Dzień zakończony zwyczajnie
Po południu był jeszcze obiad.
Pomidorowa z ryżem.
Ziemniaki.
Gotowany klops.
Buraczki.
Wieczorem kolacja.
Kilka kromek chleba.
Kiełbasa.
Masło.
Nic wyjątkowego.
Za to dzień sam w sobie był wyjątkowy.
Bo rano wstałem bez podpierania się.
A później poznałem historię, która dała mi jeszcze więcej wiary w to, że warto walczyć dalej.
Zakończenie
Czasami największe postępy nie pojawiają się podczas ćwiczeń.
Czasami pojawiają się wtedy, gdy człowiek zaczyna wierzyć, że poprawa jest możliwa.
Dzisiaj dostałem oba te sygnały.
Lepsze funkcjonowanie.
I ogromną dawkę motywacji.
Pytanie do czytelnika
Czy spotkaliście kiedyś człowieka, którego historia dała Wam siłę do dalszej walki?
CTA
Jeżeli chcesz śledzić moją rehabilitację i codzienną walkę ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zaglądaj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165
Meta opis SEO:
Wstałem bez podpierania się, a historia fizjoterapeutki po ciężkim wypadku dała mi ogromną motywację podczas rehabilitacji przy SM.
5 alternatywnych tytułów:
Wstałem bez podparcia. Tego nie spodziewałem się po SM
Historia Sylwii dała mi więcej niż rehabilitacja
Małe zwycięstwo i wielka lekcja życia podczas rehabilitacji
Rehabilitacja przy SM i kobieta, która wróciła z wózka na własne nogi
Dzisiaj odzyskałem coś więcej niż sprawność
Hashtagi:
#StwardnienieRozsiane
#SM
#Rehabilitacja
#ŻycieZSM
#Motywacja


Komentarze