Schody pokonane bez pomocy. Małe zwycięstwo w walce z SM
1 czerwca 2026
Schody pokonane bez pomocy. Małe zwycięstwo w walce z SM
Jeszcze miesiąc temu nie uwierzyłbym, że napiszę te słowa. Dzisiaj samodzielnie pokonałem schody, z którymi od tygodni miałem ogromny problem. Przy stwardnieniu rozsianym takie chwile dają nadzieję i przypominają, że nawet małe postępy mają wielką wartość.
Kolejny dzień pozytywnych zaskoczeń
Wczoraj pisałem o tym, że bez większych problemów wstałem z łóżka i lepiej poruszałem się po domu.
Dzisiaj znowu spotkało mnie coś, czego się nie spodziewałem.
Ponownie podniosłem się bez większych trudności. Wstanie na nogi było łatwiejsze niż jeszcze kilka dni temu. Nie musiałem walczyć z własnym ciałem tak bardzo jak wcześniej.
Już samo to było dla mnie powodem do zadowolenia.
Ale największe zaskoczenie miało dopiero nadejść.
Schody, które przez miesiąc były przeszkodą
Od około miesiąca miałem problem z pokonywaniem schodów.
Nie chodziło tylko o sam wysiłek.
Chodziło o bezpieczeństwo.
Potrzebowałem asekuracji drugiej osoby. Ktoś musiał być obok, żebym czuł się pewniej i żeby w razie problemów mógł pomóc.
Dla osoby zdrowej wejście po schodach trwa kilkanaście sekund.
Przy SM czasami jest to prawdziwe wyzwanie.
Każdy krok wymaga większej koncentracji.
Każdy stopień przypomina o ograniczeniach, z którymi trzeba się mierzyć każdego dnia.
Dzisiaj zrobiłem to sam
I właśnie dlatego dzisiejszy moment był dla mnie tak ważny.
Pokonałem schody na własnych nogach.
Bez asekuracji.
Bez dodatkowej pomocy.
Krok po kroku.
Może dla kogoś z boku nie brzmi to jak wielkie osiągnięcie.
Dla mnie było ogromne.
To jeden z tych momentów, które pokazują, że warto walczyć dalej, nawet gdy wcześniej przez wiele tygodni nie widać poprawy.
Życie z SM uczy cierpliwości
Od czasu, gdy pojawiły się moje pierwsze objawy SM, nauczyłem się jednego — nic nie jest dane raz na zawsze.
Kiedyś opisywałem, jak zaczęła się moja historia ze stwardnieniem rozsianym:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
Później przyszła diagnoza i moment, który zmienił moje życie:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html
Było też leczenie, pierwsze zastrzyki i próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html
Przez te wszystkie lata nauczyłem się, że przy SM nie można zbyt szybko się poddawać.
Czasami poprawa przychodzi wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy.
Dlaczego tak bardzo się cieszę?
Bo odzyskałem kawałek swojej niezależności.
To nie są tylko schody.
To poczucie, że mogę zrobić coś sam.
To poczucie, że moje ciało choć na chwilę zaczęło lepiej współpracować.
To nadzieja, której czasami bardzo brakuje podczas trudniejszych dni.
Dzisiaj jestem naprawdę zadowolony.
I nie mam zamiaru tego ukrywać.
Podsumowanie
Nie wiem, czy jutro będzie równie dobrze.
SM potrafi zaskakiwać.
Ale dzisiejszy dzień zapisuję po jasnej stronie.
Samodzielne pokonanie schodów po miesiącu problemów to dla mnie wielkie zwycięstwo.
Takie chwile przypominają mi, że warto doceniać każdy krok naprzód.
A jak jest u Was?
Jakie małe zwycięstwo ostatnio sprawiło Wam największą radość?
Jeśli chcesz przeczytać więcej o moim życiu ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do kolejnych wpisów.
Meta opis SEO:
Po miesiącu problemów samodzielnie pokonałem schody. Małe zwycięstwo, które dało mi ogromną radość i nadzieję w życiu z SM.
Alternatywne tytuły:
Pokonałem schody bez pomocy. Wielki sukces przy SM
Miesiąc walki i wreszcie się udało
Schody, które odzyskałem. Życie ze stwardnieniem rozsianym
Samodzielnie wszedłem po schodach. Dzień pełen nadziei
Małe zwycięstwo przy SM, które wiele dla mnie znaczy
Hashtagi:
#SM #StwardnienieRozsiane #ŻycieZSM #ObjawySM #Niepełnosprawność


Komentarze