29.10.15 Kula zamiast balkonika? Przy SM czasem jeden dzień zmienia wszystko
12
Kula zamiast balkonika? Przy SM czasem jeden dzień zmienia wszystko
Podsumowanie
Jeszcze wczoraj wydawało mi się, że balkonik zaczyna bardziej przeszkadzać niż pomagać. Pierwsze próby chodzenia z jedną kulą dawały nadzieję, że robię kolejny krok do przodu.
Dzisiaj rano organizm przypomniał mi jednak, że przy stwardnieniu rozsianym nic nie jest dane raz na zawsze. Noga osłabła i ostrożność ponownie wygrała z ambicją.
Wczoraj było lepiej niż dzisiaj
Wczoraj poprosiłem rodzinę, aby przywieźli mi kule z domu.
Od pewnego czasu coraz częściej miałem wrażenie, że balkonik zaczyna mnie ograniczać.
Pierwsze próby chodzenia z jedną kulą wyglądały naprawdę obiecująco.
Byłem zaskoczony.
Szło mi całkiem dobrze.
Przez chwilę zacząłem nawet myśleć, że może następny etap jest bliżej, niż mi się wydawało.
A potem przyszedł dzisiejszy poranek.
I wszystko trochę się zmieniło.
Noga zrobiła się słabsza.
Pewność siebie zniknęła.
A w głowie pojawiła się jedna myśl.
Nie warto ryzykować upadku.
Przy SM rozsądek często musi wygrać z entuzjazmem.
Choroba uczy cierpliwości
To jedna z najtrudniejszych lekcji, jakie dało mi stwardnienie rozsiane.
Czasami człowiek widzi poprawę.
Zaczyna planować kolejny krok.
A następnego dnia organizm pokazuje, że potrzebuje jeszcze czasu.
Kiedy przypominam sobie początki choroby:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html
widzę dokładnie ten sam schemat.
Lepsze dni.
Gorsze dni.
Nadzieja.
Zwątpienie.
A potem znowu nadzieja.
Przez lata nauczyłem się, że najważniejsza jest cierpliwość.
Niespodziewany kontakt po latach
Kilka lat temu przez portal GoldenLine udało mi się znaleźć fizjoterapeutkę, która zna podstawy metody PNF.
Napisałem wiadomość.
Czekałem.
I długo nie otrzymałem odpowiedzi.
Później temat praktycznie zniknął z mojej głowy.
Aż do niedawna.
Przedwczoraj pani Oliwia zostawiła mi swój numer telefonu.
Dzisiaj po południu planuję zadzwonić i dowiedzieć się więcej o możliwościach dalszej fizjoterapii.
Nie wiem jeszcze, co z tego wyniknie.
Ale wiem, że warto próbować.
Tak samo próbowałem różnych rzeczy przez ostatnie lata.
Między innymi eksperymentowałem z pyłkiem pszczelim:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/07/pylek-pszczeli.html
Nie wszystko dawało oczekiwane efekty.
Ale każde doświadczenie czegoś mnie nauczyło.
Noc nie była idealna
Wczoraj ponownie pojawił się problem z zasypianiem.
Długo nie mogłem znaleźć odpowiedniej pozycji.
Długo nie mogłem wyciszyć organizmu.
Na szczęście rano mogłem pospać trochę dłużej.
I to było bardzo potrzebne.
Zmęczenie przy SM potrafi być wyjątkowo podstępne.
Nie zawsze chodzi o brak energii.
Czasami człowiek po prostu czuje, że organizm potrzebuje więcej regeneracji niż zwykle.
Rehabilitacja bez zmian, ale z małym bonusem
Po śniadaniu ruszyłem na zabiegi.
Program pozostał praktycznie taki sam.
Rower.
Ćwiczenia.
Nauka chodzenia.
Masaże.
Ale pojawił się jeden przyjemny dodatek.
Sylwia postanowiła ponad plan rozmasować mi plecy oraz lewe ramię.
I nie ukrywam.
Było to bardzo potrzebne.
Po kilku dniach ćwiczeń mięśnie zaczynają przypominać o swoim istnieniu praktycznie na każdym kroku.
Dlatego taki dodatkowy masaż był naprawdę miłym prezentem.
Cicho liczę, że jutro również znajdzie dla mnie chwilę czasu.
Jedzenie bez większych niespodzianek
Śniadanie wyglądało bardzo standardowo.
Cztery kromki chleba razowego.
Dwa plastry mielonki.
Kostka masła.
Na obiad pojawił się krupnik w wersji bezglutenowej.
Do tego ziemniaki.
Gotowane mięso.
I czerwona kapusta.
Wieczorem na kolację dostałem pięć kromek chleba.
Parówkę.
Oraz niewielką kostkę masła.
Nie jest to może menu restauracji z gwiazdką Michelin.
Ale człowiek po rehabilitacji i tak patrzy głównie na łóżko.
Każdy dzień czegoś uczy
Patrząc na ostatnie dni, zauważam ciekawą rzecz.
Nie zawsze poprawa wygląda tak, jak sobie wyobrażamy.
Czasami nie chodzi o spektakularny sukces.
Nie chodzi o nagłe odzyskanie pełnej sprawności.
Czasami sukcesem jest to, że człowiek potrafi ocenić własne możliwości i nie robi niczego głupiego.
Dzisiaj mogłem uparcie chodzić z kulą.
Mogłem udawać, że wszystko jest świetnie.
Ale wywrotka nie przybliżyłaby mnie do celu.
Wręcz przeciwnie.
Dlatego wybieram cierpliwość.
Zakończenie
Dzisiaj nie był dniem wielkich zwycięstw.
Był dniem rozsądnych decyzji.
I czasami właśnie takie dni okazują się najważniejsze.
Bo rehabilitacja to nie wyścig.
To droga.
A na tej drodze liczy się nie tylko tempo, ale przede wszystkim bezpieczeństwo.
Pytanie do czytelnika
Czy mieliście kiedyś sytuację, kiedy musieliście zwolnić mimo tego, że bardzo chcieliście iść szybciej do przodu?
CTA
Jeżeli chcesz śledzić moją rehabilitację i codzienną walkę ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zaglądaj do kolejnych wpisów.
Wsparcie
Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165
Meta opis SEO:
Pierwsze próby chodzenia z kulą przy SM dały nadzieję, ale organizm przypomniał o swoich ograniczeniach. Kolejny dzień rehabilitacji.
5 alternatywnych tytułów:
Kula zamiast balkonika? SM szybko sprowadziło mnie na ziemię
Jeden dzień dał nadzieję, drugi nauczył pokory
Rehabilitacja przy SM i pierwsze próby chodzenia z kulą
Chciałem więcej, organizm powiedział „spokojnie”
Cierpliwość przy SM jest równie ważna jak rehabilitacja
Hashtagi:
#StwardnienieRozsiane
#SM
#Rehabilitacja
#ŻycieZSM
#Fizjoterapia


Komentarze