Sylwester z SM. Siedziałem, kiwałem głową i dałem radę
31,12,2015
Sylwester z SM. Siedziałem, kiwałem głową i dałem radę
Sylwester nie zawsze musi oznaczać taniec do rana. Czasami sukcesem jest sam wyjazd, wejście na salę, kilka godzin wśród ludzi i spokojny powrót do domu. Przy stwardnieniu rozsianym takie rzeczy też mają znaczenie.
Zwykły dzień przed Sylwestrem
Hej! 😊
Dzień jak każdy.
Wstałem około godziny 11:00.
Potem było późne śniadanie, trochę gimnastyki, kąpiel i przygotowania do wyjazdu na Sylwestra.
Nie miałem wielkich oczekiwań. Bardziej zastanawiałem się, jak poradzą sobie nogi i czy w ogóle dam radę normalnie funkcjonować na sali.
Marzena, czyli moja sylwestrowa towarzyszka
Sam byłem w szoku, że poruszałem się całkiem dobrze.
Oczywiście w asyście mojej ślicznej, smukłej laski, a właściwie kuli, której na potrzeby wieczoru nadałem imię Marzena. 😊
Z Marzeną u boku było mi zdecydowanie łatwiej.
Wejście na salę wymagało trochę wysiłku, ale dałem radę. A to już był dla mnie mały sukces.
Zabawa po mojemu
Na imprezie nie tańczyłem.
Bawiłem się po swojemu.
Siedziałem, nuciłem słowa piosenek i kiwałem głową w rytm muzyki.
Z boku mogło to wyglądać komicznie, ale trudno. Człowiek robi tyle, ile może.
Może nie był to taniec życia, ale jakiś udział w zabawie jednak był. 😊
Północ bez fajerwerków
O północy wszyscy wyszli składać sobie życzenia i oglądać petardy.
Ja zostałem na sali.
Nie dlatego, że nie chciałem.
Po prostu wiedziałem, że nogi mogą nie dać rady.
Czasami trzeba odpuścić jedną rzecz, żeby później spokojnie wrócić do domu.
Po powrocie kilka osób złożyło mi życzenia: dwie szwagierki, dwie córki jednej z nich i chyba teściowa.
Nie ma co dramatyzować.
Pępkiem świata nie jestem. 😊
Powrót poszedł lepiej niż wejście
Po północy zostaliśmy jeszcze około dwóch godzin.
Później przyszedł czas na powrót do domu.
Co ciekawe, opuszczenie sali poszło mi chyba łatwiej niż wejście.
Może dlatego, że mięśnie były trochę bardziej rozluźnione.
Może dlatego, że organizm się przyzwyczaił.
A może swoje zrobiło kilka kolejek. 😊
Nie wiem.
Najważniejsze, że wróciłem bez większych problemów.
Byłem, ale trochę mnie nie było
Ogólnie muszę przyznać, że bardziej się wynudziłem niż dobrze bawiłem.
Justyna słusznie zauważyła, że byłem trochę nieobecny.
I coś w tym było.
Ciało siedziało na imprezie, ale głowa chyba nie do końca tam była.
Może zmęczenie.
Może za dużo bodźców.
Może po prostu taki dzień.
Na zakończenie roku
Mimo wszystko cieszę się, że pojechałem.
Nie dlatego, że była to najlepsza impreza życia.
Ale dlatego, że dałem radę.
Wyszedłem z domu.
Byłem między ludźmi.
Wróciłem bez większej katastrofy.
Przy SM czasami właśnie takie rzeczy są sukcesem.
Na zakończenie
Tak minął mój Sylwester.
Bez tańców.
Bez fajerwerków na zewnątrz.
Bez wielkich emocji.
Ale z małym zwycięstwem.
Dałem radę.
A to na koniec roku brzmi całkiem dobrze.
A jak u Was?
Wolicie Sylwestra wśród ludzi czy spokojnie w domu?
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie jutro. 😊
Meta opis SEO:
Sylwester z SM bez tańców, ale z małym sukcesem. Wyjazd na imprezę, poruszanie się z kulą i spokojny powrót do domu.
Alternatywne tytuły:
Sylwester z SM — nie tańczyłem, ale dałem radę
Mój Sylwester z kulą o imieniu Marzena
Stwardnienie rozsiane i impreza sylwestrowa po mojemu
Siedziałem, kiwałem głową i przetrwałem Sylwestra
Małe zwycięstwo na koniec roku
Hashtagi:
#SM #StwardnienieRozsiane #ŻycieZSM #Sylwester #MałeZwycięstwa


Komentarze