📅 21 listopada 2025 Dlaczego trudno mi się wypróżniać? Wyjaśnienie lekarza: siedzący tryb życia, pozycja na wózku i wpływ baklofenu Dzisiejszy wpis chcę poświęcić bardzo częstemu, ale rzadko omawianemu problemowi — nieregularnym wypróżnieniom u osób prowadzących siedzący tryb życia, zwłaszcza poruszających się na wózku. Z perspektywy lekarza ze stażem i doświadczeniem w fizjologii przewodu pokarmowego mogę powiedzieć jedno: to wszystko jest ze sobą połączone znacznie bardziej, niż większość ludzi myśli . 1. Siedzący tryb życia i brak chodzenia – podstawowy powód zaparć Perystaltyka jelita grubego zależy w ogromnym stopniu od ruchu. Kiedy chodzimy, stoimy, napinamy mięśnie brzucha, rotujemy tułów — jelita są naturalnie „masowane”. U osoby jeżdżącej na wózku ten mechanizm jest prawie całkowicie wyłączony. Długotrwałe siedzenie powoduje również: „zaginanie” jelita, zwłaszcza esicy, gorsze przesuwanie mas kałowych, mniejsze napięcie mięśni brzucha i miednicy, wolni...
Posty
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
20,11,2025 ⭐ Jak wygląda mój poranek z SM — prawda bez filtra To nie będzie poradnik. To nie będzie motywacyjna paplanina. To jest po prostu mój poranek . Zwykły, codzienny… chociaż tak naprawdę z tym „zwykłym” ma niewiele wspólnego. Piszę to dlatego, że sam kiedyś szukałem w internecie historii ludzi takich jak ja — prawdziwych, niewygładzonych, nie na pokaz. Bo życie z SM to nie tylko tabletki, neuro, rezonanse i mądre definicje. To także… poranki. 🔹 Budzik dzwoni. A ja? Nie wstaję. Walczę. Dla większości ludzi to po prostu wstać, przeciągnąć się, zrobić herbatę . Dla mnie — to pierwsze minuty walki z własnym ciałem. Nogi? Czasem jakby były z betonu. Czasem jakby nie były moje. Czasem nie chcą się poruszyć w ogóle, a czasem napinają się tak mocno, jakby ktoś zakodował w nich komendę „wyrzuć go z łóżka”. To jest pierwszy oddech dnia. Nie zawsze spokojny. 🔹 Wózek stoi obok łóżka. Czeka. Ja też czekam. Patrzę na niego i widzę dwie rzeczy naraz: – woln...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Iskra i lód Była sobie niedziela grudniowego dnia. Mróz na zewnątrz jak przed laty potrafił skuć wszystko, paraliżował ruch, samochody. Ale że to był wolny dzień od szkoły, zapytałem dziadka, czy możemy pójść na lód. „Poczekaj, muszę sprawdzić, czy lód wytrzyma. Ale najpierw zrobię to, co do mnie należy — trzeba pozaprzątać w chlewach” — powiedział. Jarek pozaprzątał, później zrobił sobie śniadanie. Potem tradycyjnie musiał się położyć, a w końcu zawołał: „Chodź, chłopaku, zobaczymy ten twój lód — czy wytrzyma, czy nie”. Skubaniec imponował mi odwagą, przynajmniej jak na tamten czas. Dziś powiedziałbym, że to już ocierało się o głupotę — wchodzić na lód. Z drugiej strony od brzegu nie było aż tak głęboko. Jakby wpadł, to najwyżej nalałoby mu się do gumofilców. No i w sumie dziadek wszedł, sprawdził — lód wytrzymywał. Było ok. Zrobił kilka kroków głębiej, bliżej środka stawku. I zazgrzytało. Dało się słyszeć pęknięcie lodu. Podskoczył kilka razy — lód się nie zarwał. Choć przy...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Był sobie piękny, słoneczny dzień. W sumie było to rano. Dzień zapowiadał się. Naprawdę upalnie? Środek rada. Centrum miasta. Wiadomo, że słońce jak się oprze o budynki. To jednak drzewa. Stąd dla zapowiadał się, że będzie gorąco. W sumie stwierdziłem. To wyglądając przez okno? Spokoju na trzecim piętrze. W sumie to postanowiłem. Zrobić. Słaby dzień. Takiego totalnego lenistwa. Wiecie? Zdala od. Mieszkania garów. Porządków i tak dalej. Postanowiłem wyrwać się nad wodę. W sumie poleżeć trochę na plaży, może trochę popluskać w wodzie. No i jak postanowiłem tak zrobiłem. Po pierwsze wyrwałem się po jakieś zakupy zrobić jakieś śniadanie. Spakować sobie coś na wypad. No ale wodę. Generalnie żeby z głodem z głodu nie umierać. Wyszedłem na zewnątrz, Jestem przy ulicy. Tam w sumie jeżdżą tramwaje, tramwaje też. Skręca. W jedną stronę. Na skrzyżowaniu. Musiałem tą drogę przecznice przejść. Czekałem, aż przyjdzie tramwaj. No zostać w sumie przejechany przez taki...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
5 listopada 2025 „Ten cholerny kibel” – wczorajszy mały horror codzienności 😓♿ Wczoraj, 4 listopada, życie znów przypomniało mi, jak potrafi być bezlitosne w najprostszych sprawach. Sprawa dotyczy toalety. Samego przesiadania. Samodzielnie już nie daję rady — nogi nie współpracują, nie poderwę się. Zadzwoniłem po Żonę, bo pracuje blisko. W zakładzie znają naszą sytuację i — tak mi się przynajmniej wydaje — są w stanie ją puścić wcześniej. Przyszła i pomogła. Pomamrotała jak zwykle, a ja myślę, że gdyby nie pisała do mnie: „Czy musi być już teraz?”, obyłoby się bez wpadki. Czas skorzystania z WC przeciągnął się, zwieracz nie wytrzymał. Została „smółka”. Sprzątanie siebie było marne, papier poszedł, nerwy też. 🧻 To nie była jedyna akcja tego dnia. Pomyślałem, że nie będę znowu wołał Żony. Trafiła się sąsiadka — okazało się, że nie ma siły mnie unieść. Nogi sztywne, wyprostowane, zero współpracy. Znowu sprzątanie. Finalnie i tak przyszła Żona i musiała mnie wykąpać. Pierwszy r...