Organizm ciągle się zmienia.
Organizm ciągle się zmienia. Nawet po latach na wózku
15,04,2026
Krótki wstęp:
Dziś trochę o tym, jak organizm potrafi się zmieniać nawet po wielu latach choroby i siedzenia na wózku. To też kilka słów o lęku, pamięci i o tym, że czasem człowiek sam się nakręca, zanim spróbuje spokojnie zrozumieć, co się dzieje.
Wpis:
Jak to wygląda?
Zawsze coś się dzieje. Zawsze coś się zmienia. I to nawet wtedy, kiedy człowiekowi już się wydaje, że zna swoje ciało na wylot.
W moim przypadku, odkąd usiadłem na wózku, minęło już kilka dobrych lat. To chyba okolice 2018 roku, może 2019, może już nawet 2020 tak to ostatecznie liczyć. W każdym razie trochę tego czasu już jest. I mimo tego dalej uczę się swojego organizmu.
Ostatnio zaskoczyło mnie coś, czego na początku zwyczajnie się przestraszyłem. Pomyślałem od razu o najgorszym. Człowiekowi różne rzeczy przychodzą do głowy, zwłaszcza kiedy coś nagle wygląda inaczej niż wcześniej.
Chodzi konkretnie o mosznę. Przy długim siedzeniu na wózku, przy cieple, przy ucisku i całej tej pozycji siedzącej wszystko potrafi się mocno nagrzewać. U mnie zrobiło się to na tyle wyraźne, że zwyczajnie źle to wyglądało i zacząłem się tym martwić.
Na początku serio pomyślałem, że może to coś bardzo złego. Jakieś choróbsko, może nawet nowotwór. I wtedy, zupełnie niespodziewanie, wróciła mi pamięć do dawnych lat. Dosłownie przypomniała mi się lekcja biologii z podstawówki. Człowiek niby tyle lat po szkole, a tu nagle coś z głowy wyskakuje i zaczyna układać się w logiczną całość.
Pamiętałem, że męskie okolice intymne są bardzo wrażliwe na temperaturę. Że raz się kurczą, raz rozluźniają, zależnie od ciepła i zimna. Organizm sam próbuje utrzymać tam odpowiednie warunki. I to mnie wtedy trochę uspokoiło.
Nie mówię oczywiście, że człowiek sam ma sobie stawiać diagnozę, bo to byłaby głupota. Każda niepokojąca zmiana powinna być sprawdzona przez lekarza. Ale sam fakt, że przypomniałem sobie coś po tylu latach i zacząłem to spokojniej analizować, dał mi trochę oddechu.
To też pokazuje, że organizm jest mądry. Reaguje. Dostosowuje się. Pracuje, nawet jeśli my już jesteśmy zmęczeni tym wszystkim i mamy dość.
U mnie problem jest też zwyczajnie praktyczny. Taka zmiana przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Szczególnie przy korzystaniu z toalety, przy siadaniu, przy napięciu mięśni, przy tym całym bałaganie, który robi choroba i wieloletnie siedzenie.
Straciłem masę mięśniową, nogi zrobiły się cienkie, ręce też dostały po tyłku, choć nad nimi jeszcze pracuję. Nogi to już zupełnie inna historia. Do tego dochodzą przykurcze, napięcia, problemy z odwodzicielami i przywodzicielami. Kto zna temat, ten wie, o czym mówię. Ciało z czasem zaczyna układać się po swojemu i nie zawsze jest to wygodne.
Dlatego jeśli kiedyś zacznę znowu chodzić, to z tą sprawą też trzeba będzie zrobić porządek. Być może nawet chirurgicznie. Bo czasem nie chodzi już tylko o wygląd czy strach, ale o zwykły komfort życia.
Piszę o tym też po to, żeby uspokoić tych, którzy może przeżywają coś podobnego i od razu zakładają najgorsze. Nie wszystko od razu oznacza tragedię. Ale też nie wszystko wolno zbywać.
Najlepiej obserwować organizm, nie panikować, ale i nie udawać, że problemu nie ma.
Jeśli macie pytania, piszcie w komentarzach. Chętnie odpowiem, jeśli tylko będę potrafił.
Trzymajcie się ciepło.
Wsparcie:
Jeśli chcesz wesprzeć mnie w walce o powrót do sprawności, możesz przekazać 1,5% podatku:
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424
Możesz też wysłać SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165
Koszt: 5 zł + VAT
Dziękuję za każde wsparcie.
Hasztagi:
#stwardnienierozsiane #SM #życiezwózkiem #rehabilitacja #zdrowie #niepełnosprawność #codzienność #życiezchorobą #wsparcie #15procent
Jak chcesz, mogę od razu zrobić też wersję na Facebooka z tego wpisu.


Komentarze