Dzisiaj coś do mnie dotarło

 Jasne — zrobiłem Ci nową wersję wpisu, płynniejszą i z naturalnym wpleceniem wsparcia na końcu 👇


Dzisiaj coś do mnie dotarło

Dzisiaj, w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, dotarła do mnie pewna rzecz.

Już wcześniej pisałem tutaj o różnych sytuacjach z moim organizmem. Między innymi o tym, że mam problem z kontrolą zwieracza. Po prostu zdarza się, że coś „ucieka” i nie mam nad tym pełnej kontroli.





I dziś jakoś to wszystko połączyłem.

Jak pewnie część z Was wie, są zwierzęta — psy i koty — które same produkują witaminę C. Podobno zdarzają się też nieliczni ludzie, u których coś takiego występuje.

Ja wspominałem też, że zajmuje się mną bioenergoterapeuta. I kiedyś zapytałem go, czy da się u mnie „uruchomić” produkcję witaminy C. Powiedział, że ustawił to na 40%.

Czy to dużo? Nie mam pojęcia. Ale wydaje się, że całkiem sporo.

I teraz najciekawsze.

To, co dzieje się z moim organizmem, zaczęło mi przypominać efekt dużych dawek witaminy C. Jeśli ktoś kiedyś brał 1 g co godzinę albo nawet więcej, to wie, że jelita potrafią wtedy naprawdę przyspieszyć 😅

Nie ma wtedy mowy o zaparciu — wręcz przeciwnie.

I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać, czy to nie jest coś podobnego. Mój układ wydalniczy zachowuje się trochę tak, jak po naprawdę solidnej dawce witaminy C.

Oczywiście — mówię tylko o sobie. Nie sugerujcie się tym, nie traktujcie tego jako porady.

Po prostu dzielę się tym, co zauważyłem.

Zacząłem też myśleć o zwierzętach. Jak to możliwe, że u nich to działa naturalnie? Mieszkam na prowincji i pamiętam, że zwierzęta praktycznie nie chorowały zimą. Nie było katarów, przeziębień — funkcjonowały normalnie.

Ciekawy jestem, co będzie dalej u mnie.

Na razie zostaję przy tych „40%” i zobaczę, jak to się rozwinie. Może z czasem będę kombinował, czy coś zmieniać.

Poza tym mam jeszcze jeden duży temat.

Wstawanie.

W praktyce sam nie wstaję, a bardzo chciałbym dojść do momentu, w którym będę w stanie samodzielnie przesiąść się na wózek. Bez pomocy.

Pracuję nad tym. Wzmacniam brzuch, nogi, ile się da.

Rehabilitant mówił mi, że pionizator bardzo by pomógł. I coś w tym jest. Znalazłem sprzęty od około 5000 zł do nawet 16000 zł.

Ten droższy robi wszystko za człowieka… ale właśnie nie wiem, czy to o to chodzi.

Mam takie podejście, że im więcej jestem w stanie zrobić sam, tym lepiej 💪


Na koniec jedna rzecz od serca

Jeśli ktoś z Was chciałby mnie wesprzeć w tych codziennych zmaganiach — będzie mi po prostu bardzo miło 🙏

Można to zrobić:

  • przekazując 1,5% podatku przez Fundację Avalon
    KRS: 0000270809
    Cel szczegółowy: Kałka 3424

albo:

  • wysyłając SMS o treści POMOC 3424 na numer 75165
    (koszt: 5 zł + VAT)

Dzięki każdemu, kto choć pomyśli o wsparciu ❤️


#rehabilitacja
#codzienność
#przemyślenia
#życiezniepełnosprawnością
#walkaosprawność






Jeśli chcesz, mogę zrobić jeszcze krótszą, bardziej „viralową” wersję pod social media 🚀

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres