23.01.2026

Problem się pojawił. Problem zniknął. A przyczyna… do dziś nie jest do końca jasna.

Tak, miałem problem.
I tak — problem się skończył.
Tylko że do dziś nie wiem dokładnie, co było jego przyczyną.

Podejrzewam urodzinowe „świętowanie” z 16 stycznia.
Choć słowo melanż to chyba za dużo powiedziane — trzy drinki. Tyle.
Na tyle słabe, że nie było żadnego „odcięcia”, żadnego lotu w kosmos.

Ale każdy, kto myśli, że alkohol to „tylko alkohol”, który najwyżej rozwesela, jest w błędzie.
Alkohol działa na mózg. A mózg to nerwy. A nerwy to cały układ dowodzenia w ciele.
Czasem skutki potrafią ciągnąć się dniami, a nawet tygodniami.

Czy coś uszkodziłem?
A może alkohol „poruszył” coś, co już było wrażliwe?
Nie wiem.

Wiem jedno — problem był realny.


Pomoc przyszła z nieoczywistej strony.
Rozmowa, wsparcie, skupienie.
I moment, w którym dosłownie poczułem, że coś się zmienia.

Można to nazwać autosugestią.
Można wzruszyć ramionami.
Ale ja wiem, co czułem — i wiem, że ulga przyszła konkretnie w trakcie działania, nie po.

To doświadczenie zostawia myśl:
rzeczy „niemożliwe” często są po prostu niezrozumiane.


Dziś rano wstałem… normalnie.
Bez przykrych niespodzianek.
Bez wstydu. Bez zaskoczenia.

6:00 — kawa, witamina D3 + K2 MK7.
Potem dzień ruszył.

Do tej pory:

  • kilka serii gimnastyki

  • rozciąganie napiętych mięśni

  • ćwiczenia na gumach

  • praca z ciężarkiem

  • próby aktywacji mięśni nóg

Ćwiczenia wracają kilka razy dziennie, nie „raz i dość”.
Chwytam poręcz, unoszę ciało z wózka, mobilizuję brzuch, nogi, wszystko co da się obudzić.

Bo chcę chodzić.
I będę.

Sąsiadowi obiecałem, że w tym roku odwiedzę go o własnych siłach.
Wiem, że „ten rok” brzmi szeroko — ale ja mierzę w Wielkanoc.


Nie siedzę na wózku „bo tak”.
Jeden wypadek. Jeden moment. Głupia chwila.
Zakrecona głowa, wybita szyba… i reszta historii.

Mięśnie nie umierają od razu.
Ale bez pracy — znikają.
A zmusić ciało do działania, kiedy nie chce współpracować, to codzienna walka.


Na końcu zostawię jedną rzecz.
Na blogu (u góry strony) jest ulotka z danymi do 1,5% podatku.
Jeśli ktoś chce mnie wesprzeć w tej drodze — będzie mi naprawdę miło.
Jeśli nie mnie — wesprzyjcie kogokolwiek, kto walczy o sprawność.

Tymczasem — trzymajcie się.
Do usłyszenia. Nie jutro. Ale wkrótce.


#zyciezSM
#rehabilitacja
#niepoddajemsie
#codziennawalka
#krokpokroku




                  



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres