16.01.2026
👉 Podsumowanie
48 lat. Pobudka w środku nocy, radio zamiast snu, TikTok zamiast bajki na dobranoc. Poranek z wózkiem, lustrem w szybie i rozmową z samym sobą, którą lepiej prowadzić na głos. Do tego nogi, które powoli, ale jednak wracają do gry, śmiech Justyny w tle i pytanie: sugestia czy jednak coś więcej?
To wpis o starzeniu się bez pytania o zgodę, o nadziei, która nie prosi o pozwolenie, i o tym, że czasem trzeba sobie powiedzieć: „stary – dalej jesteś piękny i młody”.
48 lat minęło. A ja dalej w grze
Dzisiaj stuknęło.
48 lat.
Nie było świeczek ani fanfar.
Była za to pobudka około drugiej w nocy. I już nie zasnąłem.
Telewizor? Nie, dziękuję.
Przywitał mnie obraz kontrolny i buczenie, więc uruchomiłem telefon.
Najpierw radio. Potem TikTok. Klasyka nocna.
Film urwał się gdzieś po czwartej.
Zasnąłem tak twardo, że sam się zdziwiłem.
Jak się obudziłem, pierwsza myśl była jedna:
„Zaraz będzie burza. Że śpię, zamiast wstawać.”
Pierwsze co zrobiłem – spojrzałem, czy Justyna jeszcze śpi, czy już wyszła.
Drzwi były otwarte na całą szerokość – jak się tylko dało.
Chciałem przełożyć telefon na biurko i wtedy zauważyłem coś ważnego:
nogi wyprostowane, przykryte jakby Bozia sama kołdrę poprawiła.
Spałem jak korek wkopany. Przynajmniej do czwartej.
A z tą kołdrą to ja mam wieczny konflikt – jakoś nigdy nie umiem jej tak narzucić, żeby przykrywała całe nogi. Zawsze coś wystaje.
Dzień od początku był jakiś… na plusie.
Pozytywnie.
Zostałem wywleczony do „bajki” – robota Justyny.
Na koniec gruszka.
Chwyt drążka, nogi opadły… i stanąłem.
Ale dawno mi się tak dobrze nie wstawało.
Nogi same z siebie jeszcze nie pracują, ale siła w nich wraca.
Powoli. Bardzo powoli.
Szkoda, że tak wolno – ale cieszę się, że w ogóle.
Lepiej późno niż wcale.
Przysiadłem, przesiadka na wózek i jazda do kuchni.
Stanąłem w swoim tradycyjnym miejscu – naprzeciwko okna.
Na zewnątrz ciemno.
Światło zapalone za plecami.
W szybie widzę swoje odbicie.
Patrzę na siebie i mówię głośno:
„Widzisz, stary? 48 lat minęło. A ty dalej jesteś piękny i młody.”
Nie słyszałem, kiedy Justyna weszła do kuchni.
Ale jej prychnięcie było tak konkretne, że w mojej wyobraźni zęby wyleciały jej z ust, odbiły się od podłogi i zadzwoniły jak w kreskówce.
– „Piękny i młody? Ty? Dawno temu, nieprawda.”
Nic nie odpowiedziałem.
Bo mojego myślenia nic nie zmieni.
Jestem piękny i młody.
A to, że siły wracają wolno?
Najważniejsze, że wracają.
Wczoraj zresztą znów się pospieszyłem z oceną.
Tak w temacie bioenergoterapii.
„Nie działa” – łatwo powiedzieć.
A ja przecież na własnym krzyżu już się przekonałem, że działa.
W zeszłym roku – zjazd wózkiem po schodach.
Źle wyhamowałem nogą.
Ból taki, że dotknąć się nie dało.
Stopa zmieniała kolory – brakowało tylko brokatu, żeby była cała tęcza.
Bioenergoterapeuta.
Kilka godzin – i ból zniknął.
Wczoraj było podobnie, tylko z dziąsłami.
Zacząłem czuć obrzęk, opuchliznę przy zębach.
Mówię o tym „dziadkowi” – terapeucie.
24 godziny i po problemie.
Sugestia?
Nie sądzę.
Sprawa zbyt świeża, zbyt konkretna.
Dobra.
Nie przynudzam.
Trzymajcie się parafii i majtek, mamy.
Pozdrawiam. Cześć.
📍 Adres bloga:
https://ja-i-sm.blogspot.com/
#48lat #życiebezfiltra #jaism #wózek #nadzieja #codzienność #niepoddajęsię

.png)
Komentarze