20.01.2026

Nie jest łatwo stracić kontrolę

Niech to wszystko szlag trafi.
Naprawdę niefajnie stracić kontrolę nad zwieraczem.

Byłem wczoraj w kiblu.
A właściwie… byłem fizycznie, ale bez czucia.

Syn pomógł mi się przesiąść. Usiadłem.
Nic.
Nie czuję, że coś ze mnie wyszło.
Zapach się nie zmienił, w oczy nie szczypało — przynajmniej ja tego nie czułem.

Dopiero jak wziąłem papier i sprawdziłem…
było co sprzątać.

I tu jest cały problem.


Czego nie czuję?

Nie czuję momentu.
Nie czuję parcia.
Nie czuję, że coś się wydarzyło.

Na kibelku byłem wcześniej 8 stycznia.
Kolejny raz — 19 stycznia.

Dziesięć dni przerwy.
Masakra.

Czasami jest tylko takie delikatne „może coś?”,
jak się przekręcam w lewą stronę i naciskam okrężnicę.

I znowu sprzątanie.
Pół rolki papieru, zanim się ogarnąłem.

Usiadłem prosto na dwie minuty.
Spokój.
Myślę — dobra, koniec.

Sprawdzam jeszcze raz.
I znowu… jest co sprzątać.

Czy coś ze mnie wyciekło?
Nie wiem.
Nie czułem nic.


A dziś rano?

Jeszcze gorzej.

Przy wstawaniu okazało się, że trzeba sprzątać.
Podobno było na łóżku.
Ja — zero świadomości.

I wtedy mnie wzięło.
Złość.
Bezsilność.


Jak to wygląda u mnie na co dzień?

Tak właśnie.
Tak wygląda moje „normalne” funkcjonowanie.

Tego jeszcze nie miałem.
A choruję już długo.

I znowu wraca ta myśl, którą kiedyś powiedziałem:
że czasami lepiej byłoby być nieświadomym
i mieć to wszystko gdzieś,
niż być świadomie jeb*** i nie móc z tym zrobić absolutnie nic.

Żadnego wpływu.
Żadnej kontroli.


Na dziś tyle.
Trzymajcie się bramy i majtek mamy.

👉 Blog: https://ja-i-sm.blogspot.com/



                                                       





#stwardnienierozsiane
#życiezSM
#utrataKontroli
#niepełnosprawność
#codzienność

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres