05.01.2026

Piąty dzień nowego roku. Dalej idę do przodu.

Nie będzie dziś fajerwerków.
Nie będzie zdjęć pod publikę ani stylizowania rzeczywistości.
Będzie normalnie, po ludzku – tak, żeby dało się to czytać bez znużenia.

Tak, moi drodzy – piąty dzień nowego roku, a ja wciąż szukam pracy.
Pracy zdalnej, bo poruszam się na wózku. Nie dlatego, że tak mi wygodnie, tylko dlatego, że inaczej się po prostu nie da. A oprócz zajęcia głowy zwyczajnie potrzebne są pieniądze. Głównie na rehabilitację.

Myślę o intensywnej rehabilitacji, najlepiej stacjonarnej.
Problem? Ceny.

Mówi się wprost: około 600 zł za dzień.
Tydzień to kilka tysięcy, a miesiąc – blisko 10 000 zł, licząc skromnie, z wyżywieniem i podstawową opieką.

NFZ takiej rehabilitacji nie refunduje.
Sanatoria? Jest ich kilka, ale kolejki są absurdalnie długie. Kilka lat czekania to standard. Człowiek ma czasem wrażenie, jakby system liczył na to, że pacjent po drodze… zniknie.

Dlatego planuję uruchomienie zbiórki przez Fundację.
Dane fundacji są u góry strony. Jeśli ktoś chciałby wesprzeć – każda złotówka naprawdę ma znaczenie.

Pracy szukam nie tylko dla pieniędzy.
Muszę mieć zajęcie, bo głowa potrafi być najgorszym przeciwnikiem. Tak, konkurencja jest ogromna – po 2020 roku rynek pracy kompletnie się zmienił. Ale nie byłbym sobą, gdybym się poddał.

Chcę chodzić o własnych siłach.
I tyle.

Jeśli chodzi o rehabilitację domową, też nie jest kolorowo.
Czterech rehabilitantów, którzy codziennie jeżdżą do pacjentów – a kolejka dla mnie? Maj–czerwiec. Kiedyś czekało się dwa miesiące, teraz pięć. I to jeszcze pół biedy, bo są tacy, którzy czekają dłużej.

Fizycznie wygląda to tak:
prostownik pleców działa bardzo mocno. Plecy chcą stać.
Nogi… nie odpowiadają.

Leżąc w łóżku – są proste, potrafią reagować, kopnąć.
Ale gdy stoję z rehabilitantem i słyszę: „spróbuj podnieść nogę w kolanie” – cisza. Zero reakcji.

Bioenergoterapeuta też to zauważył.
Po Sylwestrze coś się zmieniło. I tu muszę powiedzieć wprost – to moja wina. Pozwoliłem sobie na dwa drinki. Wcześniej było w porządku, nerwy współpracowały. Po alkoholu – jakby ktoś odciął przewody.

Dlatego mówię bez mądrzenia się:
alkohol naprawdę potrafi zniszczyć to, co jest wypracowane. Da się bez niego żyć. A potrafi skomplikować sprawy zdrowotne w sekundę.

Widzę to też po mojej żonie, Justynie.
Ma przepukliny kręgosłupa, jedna na drugiej. Sylwester dał jej się we znaki – wyła z bólu, plecy nie dawały spokoju.

Wczoraj, po jednym żarcie o alkoholu, zacząłem drążyć temat.
Co alkohol ma wspólnego z bólem kręgosłupa, nerwami, stanami zapalnymi?

Odpowiedź była brutalna.
Alkohol i papierosy tylko pogarszają sprawę. Człowiek bierze leki, uspokaja ból, a potem jednym głupim drinkiem wszystko psuje. I nagle przeszkadza łóżko, leżenie, chodzenie – wszystko.

Piszę to bez moralizowania.
Piszę, bo życie już wystarczająco potrafi dowalić, nie trzeba mu pomagać.

Jeśli ktoś chce wrócić do wcześniejszych wpisów albo poczytać więcej – zapraszam tutaj:
👉 https://ja-i-sm.blogspot.com

Dzięki, że jesteś.
Idę dalej. Powoli, ale do przodu.


🇵🇱 Hasztagi (PL)

#rehabilitacja
#życienawózku
#pracazdalna
#niepoddajęsię
#codzienność

🇩🇪 Hasztagi (DE)

#Rehabilitation
#LebenImRollstuhl
#Homeoffice
#NichtAufgeben
#Alltag

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres