8,12,2025 




Moja walka o normalność: 7 lat na wózku, błędna diagnoza i próba powrotu na nogi

08.12.2025 – poniedziałek.
Dziś znów była rehabilitacja. Wstawałem, cisnąłem, walczyłem. Ostatnio coraz mocniej próbuję stawać na nogi, choć mój prostownik grzbietu – mięsień, który powinien trzymać mnie w pionie – jest tak napięty, że aż boli. I męczy się błyskawicznie. Po minucie stania w miejscu moje ciało zaczyna „uciekać” do tyłu. Wyglądam wtedy jak zgarbiony dziadek… albo jakbym się komuś kłaniał. Absurdalne, ale prawdziwe.

Jest zmęczenie. Jest frustracja.
Ale jest też siła. I desperacja. Dużo desperacji.

Bo siedzieć na wózku pięć lat…
A nie wychodzić z domu od siedmiu…
To jest więzienie, którego nikt nie widzi.


Historia windy, która miała zmienić życie… i cwaniaka, który ukradł pieniądze

Była zbiórka. Była nadzieja.
I była winda schodowa, która miała mi pomóc wyjść z domu.

Na początku koszt: 6000 zł.
Potem „problem z szyną”, „trzeba sprowadzić z Włoch”, „będzie kosztować 4000 zł więcej”.

W sumie 3 metry szyny.
A gość finalnie… zniknął.

Zabrał pieniądze, zostawił sprzęt bez ładowarki, źle zamontowany, z niepotrzebną szyną, która – jak napisał sam producent platform schodowych z Włoch – nie była wymagana.
Trzeba było to ściągnąć z polskiej firmy partnerskiej, a nie z Włoch.

4000 zł przepadło.
Cwaniak zniknął, a numer telefonu po nim został.
Tyle z windy, która miała odblokować całe moje życie.


Dlaczego dziś tak walczę? Bo chcę chodzić. Po prostu. Chodzić.

Chcę stanąć na własnych nogach, wejść po schodach, wyjść z domu, poczuć normalność.
I wiem, że mam szansę – mimo tego, że lata na wózku zrobiły swoje.


Baclofen – mała tabletka, która rozwala całe ciało

Jeśli ktoś z was bierze baklofen, to słuchajcie uważnie:

To nie jest tabletka „na rozluźnienie nóg”.
To jest tabletka, która rozluźnia wszystkie mięśnie w organizmie.

Wszystkie.

Od nóg, przez ręce, po mięśnie brzucha i pleców.

A jak jesteś na wózku, to organizm szybko przestaje „dożywiać” mięśnie, których nie używasz.
I wtedy zaczyna się dramat:

  • zaniki mięśni,

  • brak siły,

  • coraz trudniejsze wstawanie,

  • uzależnienie ciała od wózka.

Baclofen brałam od 2020 roku,
3 razy dziennie po 10 mg – razem 30 mg dziennie.

A lekarze?
Zero wyjaśnień, zero ostrzeżeń, zero informacji.

To ja – pacjent – odkryłam po czasie, co mi ten lek zrobił.


Marihuana medyczna (CBD) – jedyna rzecz, która naprawdę pomogła

Jeszcze jedna prawda, którą muszę powiedzieć:
CBD realnie mi pomagało.

Zwykle przy 23°C w pomieszczeniu już odpadałam.
Na CBD wytrzymywałam 25°C i funkcjonowałam normalniej.

Ale dobry olejek… kosztuje.

  • 5% – 600 zł,

  • 10% – prawie 1000 zł.

Kupowałam tylko sprawdzone oleje – te, które pomagały dzieciom z lekooporną padaczką.
Jeśli coś działa na takie przypadki, to musi być porządne.

I działało.
Tylko że portfel tego nie wytrzymał.


Dziwna lewa strona ciała – i odkrycie, które lekarze przeoczyli

Lewa strona mojego ciała zawsze była słabsza:
lewa ręka, lewa noga, lewe oko.

Dopiero później wyszło, że to urazy z dzieciństwa.
Coś, czego lekarze od SM nigdy nie wzięli pod uwagę.

Zamiast szukać przyczyny – leczyli objawy.
I to błędnie.


Biorezonans, borelioza i 1500 zł w błoto

Rehabilitantka pierwsza powiedziała mi:

„To twoje SM jest jakieś dziwne.
Ja nie jestem pewna, czy ty to w ogóle masz.”

Zrobiłem biorezonans – koszt 150 zł.
Wyszedł wynik: borelioza, bartonella, babeszja, mykoplazmy.

Potem zrobiłem badania krwi – 1500 zł.
Wyszło, że te choroby były kiedyś, a przeciwciała po prostu zostały.

Czyli?
Borelioza nie była żadnym aktualnym problemem.

A ja wpakowałam się w:

  • 2 antybiotyki dziennie,

  • ziołowe specyfiki,

  • pół roku leczenia.

Co dało… nic.
Tylko osłabiło organizm.


Bioenergoterapia – kontrowersyjna, ale jedna rzecz powiedziała trafnie

Bioenergoterapeuta powiedział:

„Odstaw natychmiast baklofen.
On cię niszczy.”

I miał rację.


Jak straciłam lata przez błędną diagnozę SM

Medycyna mnie zawiodła.

Diagnoza SM padła szybko.
Lekarze się jej trzymali.
Nikt nie szukał dalej.
A ja traciłam zdrowie, siłę, mięśnie, życie.

Byłam nawet w programie Daclizumab (dawniej Zinbryta).
Zaczęłam w 2011 r, skończyłam w 2014 – wyszłam na własne żądanie, bo mnie rozkładało.

Na początku chodziłam normalnie z parkingu do gabinetu.
Później już o kulach.

Lekarka widziała wszystko.
I nic nie zrobiła.

„Tak ma być.”
„To normalne.”
„To objawy.”

Gówno prawda.

Zamiast rzetelnej diagnostyki – kasa.
Tylko kasa.


Podsumowanie: walczę dalej. Bo chcę żyć. Nie tylko przeżyć.

Dziś, po latach kombinacji, błędnych diagnoz, leków, które bardziej szkodziły niż pomagały, po stracie pieniędzy, zdrowia, czasu i nadziei – stoję (dosłownie i w przenośni) w miejscu, które jest najważniejsze:

Wrócić na nogi.
Za wszelką cenę.

Rehabilitacja męczy mnie do granic możliwości.
Ale wstaję.
Ćwiczę.
Naprężam ten prostownik grzbietu tak długo, aż się wreszcie wzmocni.

Bo ja już nie chcę windy.

Ja chcę chodzić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres