11.12.2025
Wstawanie, które potrafi pozytywnie zaskoczyć
Dzisiejszy poranek znowu przypomniał mi, że nic nie jest u mnie „zwyczajne”. Nawet wstawanie. W sumie… właśnie ono najbardziej mnie dzisiaj zaskoczyło. Nie stanie — bo stać jeszcze nie stoję — ale samo wstawanie. Ten moment, kiedy ciało albo współpracuje, albo robi wszystko, żeby człowiekowi utrudnić życie.
Dzisiaj postanowiło współpracować.
I to tak, że sam byłem w szoku.
Kiedy stoisz tylko chwilę, a potem od razu siadasz, czujesz jak dwugłowe uda i łydki palą od środka, jakby ktoś w nich odpalił małe piecyki. Mięśnie mają swoją pamięć — i swoje fochy. Potrafią się obkurczyć, zablokować, walczyć z tobą zamiast ci pomagać. Ale dziś… poczułem, że idą ze mną, a nie przeciwko mnie.
Rehabilitantka jak zwykle zrobiła swoje — uniosła, podparła, ustawiła.
Ale połowę roboty zrobiłem ja.
Przynajmniej tak to czułem.
I to uczucie, że „to się ruszyło”, jest warte wszystkiego.
Po wstawaniu standard: śniadanie, kawa, ogarnianie dnia.
A potem golenie — i tu już nie było tak kolorowo.
Dwa dni temu maszynka chodziła jak marzenie.
Dziś ręka odmówiła współpracy, jechała gdzie chciała.
Na siłę nie robiłem — raz przyciąłem sobie wargę i efekt był jak po przejechaniu żyletką.
Jedno doświadczenie wystarczy na całe życie.
Każdy dzień jest inny.
Raz nogi zaskoczą pozytywnie, raz ręce zawiodą.
Raz czujesz napływ mocy, innym razem masz problem, żeby podnieść cokolwiek.
Ale dzisiaj liczyło się jedno: wstałem lepiej niż zwykle.
I to jest sukces, który zabieram ze sobą dalej.
A propos balkonika — liczę, że dziś mnie przy nim postawią. Potrzeba dwóch osób, wiadomo. Ale nawet minuta w pionie daje mięśniom sygnał: „pracujemy dalej”. Plecy, brzuch, nogi — wszystko się budzi.
Upadków nie lubię.
Podłoga jest twarda, życie momentami też.
Ale wiesz co?
Jeśli wstajesz choć odrobinę lepiej niż wczoraj, to już jest wygrana bitwa.
Dzisiaj wygrałam.
#rehabilitacja #codzienność #motywacja #postęp #siła

Komentarze