09.02.2026





To zaszczyt był

W sumie to, co chciałbym dziś Wam powiedzieć, jest proste, ale jednocześnie zaskakujące.
Ciągle zauważam coś nowego.
Ciągle coś potrafi człowieka zaskoczyć.

Rano czułem się… chyba dobrze.
Nie idealnie, ale stabilnie.
Natomiast z biegiem dnia tej siły zaczęło wyraźnie ubywać. Coraz mniej mocy, coraz większe zmęczenie.

Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – wypróżnienia.
Nie byłem już 18 dni.
I dopiero dziś naprawdę dotarło do mnie, że coś tu jest bardzo nie tak.

Zacząłem pić więcej wody.
Szkoda tylko, że dopiero dzisiaj.

I wiecie co zauważyłem?
👉 Więcej wody = więcej siły.

Czuję się wyraźnie lepiej.
Gumy oporowe (te „trabanty”, które zwykle robię bez problemu) nagle zaczęły pracować inaczej.
Rano ich rozciągnięcie graniczyło z cudem.
A teraz?
Nagle – klik – zwrot sytuacji. Są jakby… słabsze. Albo ja mocniejszy.

A przecież pociłem się dzisiaj tak samo jak zawsze.
Nic nadzwyczajnego.
Tylko że zazwyczaj wystarczało mi pół litra wody dziennie.
Dzisiaj wypiłem około 2–2,5 litra.

Jest teraz około 17:00.
Czas jakoś ucieka.
I znowu łapię się na myśli, że decyzja o sanatorium też powinna w końcu zapaść.
Może prywatnie na początek.
Może jeszcze NFZ się uda.

Zobaczymy.


Podsumowanie

Dzisiaj nauczyłem się jednego:
czasem rozwiązanie nie jest skomplikowane – tylko odkładane za długo.
Woda to nie detal. To fundament.
A ciało w SM potrafi bardzo jasno pokazać, kiedy czegoś mu brakuje.


🔗 Blog:
https://ja-i-sm.blogspot.com/


Hasztagi

#jaiSM
#stwardnienierozsiane
#codziennośćzSM
#nawodnienie
#życiewchorobie




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres