Upadek przy SM. Kilka sekund strachu i myśl: oby nie był to kręgosłup


📅 Data: 30.11.2016

Upadek przy SM. Kilka sekund strachu i myśl: oby nie był to kręgosłup

Podsumowanie

Kilka sekund wystarczyło, żebym poczuł prawdziwy strach. Upadek przy stwardnieniu rozsianym to nie tylko ból, ale także obawa o to, czy organizm wytrzyma kolejne uderzenie. Dziś opowiem Wam o sytuacji, która mogła skończyć się znacznie gorzej.

Czasami wystarczy chwila

Hej Kochani 🙂

Wczoraj nic nie dodawałem.

Nie dlatego, że nie miałem czasu.

Po prostu trochę za bardzo się poturbowałem.

I szczerze mówiąc, nie miałem ani siły, ani ochoty siedzieć przy komputerze.

Plecy bolą mnie do dziś.

Do tego palec wskazujący spuchł i zrobił się fioletowy.

Niby nic wielkiego, ale uwierzcie mi, że przez chwilę naprawdę nie było mi do śmiechu.

Jak doszło do upadku?

Teoretycznie wiem, co było przyczyną.

Jak zwykle winowajcą okazały się moje sztywne nogi.

Osoby żyjące ze stwardnieniem rozsianym dobrze wiedzą, jak potrafi wyglądać taki moment.

Chcesz zrobić zwykły ruch.

Noga nie reaguje tak, jak powinna.

Tracisz równowagę.

I nagle wszystko dzieje się bardzo szybko.

Tak właśnie było tym razem.

Uderzyłem o schody, a chwilę później z ogromnym hukiem wylądowałem na podłodze.

Ten dźwięk zapamiętam na długo

Najgorszy był moment uderzenia.

Poczułem chrupnięcie.

Usłyszałem łomot.

A potem pojawił się potężny ból.

Przez chwilę nie mogłem złapać oddechu.

Leżałem i próbowałem dojść do siebie.

Pierwsza myśl?

„Oby tylko nie złamać kręgosłupa”.

To właśnie przemknęło mi przez głowę.

Nie myślałem wtedy o siniakach.

Nie myślałem o opuchniętym palcu.

Bałem się o to, czy będę w stanie poruszać nogami.

Kilka sekund niepewności

Leżąc na podłodze zacząłem sprawdzać, czy wszystko działa.

Najpierw podciągnąłem jedną nogę.

Potem drugą.

Następnie próbowałem je unieść.

Powoli.

Ostrożnie.

Każdy ruch dawał mi trochę więcej spokoju.

I wtedy poczułem ogromną ulgę.

Pomyślałem tylko:

„Głupi zawsze ma szczęście”.

Może coś w tym jest.

Bo naprawdę mogło skończyć się dużo gorzej.

Życie z SM czasami przypomina pole minowe

Kiedy wiele lat temu pojawiły się u mnie pierwsze objawy SM, nie przypuszczałem, jak bardzo zmieni się codzienność.

O początkach choroby pisałem tutaj:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Później była diagnoza, szpital i moment, kiedy dowiedziałem się, że to właśnie stwardnienie rozsiane odpowiada za moje problemy:

https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Od tamtej pory nauczyłem się jednego.

Przy SM nawet zwykłe czynności potrafią stać się wyzwaniem.

Schody.

Próg.

Nierówna podłoga.

Poślizg.

To rzeczy, o których zdrowa osoba często nawet nie myśli.

Ból nie kończy się na plecach

Dzisiaj najbardziej dokuczają mi plecy.

Ale nie tylko.

Jakimś cudem bolą mnie również mięśnie brzucha.

Prawdopodobnie podczas upadku napięły się tak mocno, że teraz przypominają o sobie przy każdym ruchu.

Przez to chodzenie jest jeszcze trudniejsze niż zwykle.

A przecież i bez tego nie należy do łatwych.

Mimo wszystko poszedłem na kawę

Wiecie jednak, co jest najgorsze?

Jeżeli człowiek po takim wydarzeniu zamknie się w domu i zacznie się bać.

Dlatego postanowiłem zrobić coś odwrotnego.

Mimo bólu poszedłem na kawę do cioci.

Powoli.

Ostrożnie.

Ale poszedłem.

Nie chciałem, żeby ten upadek wygrał ze mną psychicznie.

Bo przy stwardnieniu rozsianym głowa jest równie ważna jak nogi.

Angielski też był

Poza tym kilka lekcji angielskiego również udało mi się zrobić.

Może nie tyle, ile planowałem.

Ale zawsze to krok do przodu.

Ostatnio coraz częściej myślę o powrocie do pracy i wiem, że język angielski może okazać się bardzo potrzebny.

Dlatego nie zamierzam odpuszczać.

Co zrozumiałem po tym upadku?

Przede wszystkim to, że nie wolno lekceważyć zmęczenia i ograniczeń własnego organizmu.

Czasami wydaje nam się, że damy radę.

Że przecież robiliśmy coś setki razy.

A potem wystarczy jeden gorszy ruch.

Jedna chwila.

I człowiek ląduje na podłodze.

Na szczęście tym razem skończyło się tylko na strachu, bólu i kilku siniakach.

Zakończenie

Dzisiaj jestem poobijany, obolały i trochę zły na siebie.

Ale jednocześnie wdzięczny.

Bo mogło być znacznie gorzej.

A skoro nadal mogę pisać ten wpis, uczyć się angielskiego i chodzić na kawę do cioci, to znaczy, że trzeba iść dalej.

Powoli.

Krok po kroku.

A Wy?

Czy mieliście kiedyś taki moment, kiedy kilka sekund sprawiło, że spojrzeliście na swoje zdrowie zupełnie inaczej?



Jeżeli chcesz przeczytać więcej moich historii związanych z życiem ze stwardnieniem rozsianym, zostań na blogu i zajrzyj do innych wpisów.

Wsparcie

KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

lub

SMS: POMOC 3424 na numer 75165


Meta opis SEO:
Upadek przy stwardnieniu rozsianym może skończyć się groźnie. Opowiadam o bólu, strachu i życiu z SM po niebezpiecznym upadku.

Alternatywne tytuły:

  1. Upadek przy SM. Przez chwilę bałem się o kręgosłup

  2. Stwardnienie rozsiane i upadki. Tego dnia miałem szczęście

  3. Chrupnięcie, ból i strach. Mój ostatni upadek przy SM

  4. Kilka sekund, które mogły zmienić wszystko

  5. SM i utrata równowagi. Historia pewnego upadku

Hashtagi

#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #ObjawySM #Niepełnosprawność

Przygotowane według Twojego szablonu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres