Neurolog, rehabilitacja i książka. Czy po 27 latach z SM nadal można znaleźć nową drogę?
📅 21.11.2016
Neurolog, rehabilitacja i książka. Czy po 27 latach z SM nadal można znaleźć nową drogę?
Podsumowanie
W ubiegłym tygodniu odwiedziłem neurologa. Udało mi się załatwić skierowanie na oddział rehabilitacyjny oraz nowe leki. Przy okazji odbyłem ciekawą rozmowę o leczeniu SM, diecie i rzeczach, które mogą mieć większe znaczenie, niż wielu osobom się wydaje. A na koniec pojawił się temat książki, który od dawna chodzi mi po głowie.
Wizyta u neurologa
Hej :)
W ubiegłym tygodniu wybrałem się do neurologa.
Miałem dwa cele.
Pierwszy to uzyskanie skierowania na oddział rehabilitacyjny.
Drugi to rozmowa o lekach dotyczących mojej „natury osobistej” oraz problemów związanych z czuciem i napięciem mięśniowym.
Na szczęście oba cele udało się zrealizować.
Skierowanie dostałem, a pani doktor przepisała mi również leki mające poprawić czucie oraz pomóc przy wzmożonym napięciu mięśniowym i spastyce.
Rozmowa o leczeniu SM
Przy okazji opowiedziałem pani doktor o swojej historii leczenia.
Poinformowałem ją, że przez pewien czas uczestniczyłem w programie lekowym i przyjmowałem Copaxone.
Powiedziałem też wprost, że nikt mnie już raczej nie namówi na kolejny program.
Moim zdaniem mój stan zdrowia po tym leczeniu nie poprawił się, a wręcz przeciwnie.
Muszę jednak zaznaczyć, że to są moje osobiste doświadczenia.
Każdy organizm reaguje inaczej i to, co nie pomogło mnie, może pomóc komuś innemu.
W odpowiedzi usłyszałem, że część pacjentów rzeczywiście źle toleruje niektóre terapie i nie zawsze czuje się po nich lepiej.
To dało mi trochę do myślenia.
Bo człowiek, kiedy choruje, często chwyta się każdej możliwości.
Jak mówi stare powiedzenie:
„Tonący brzytwy się chwyta”.
Co według neurolog może mieć znaczenie?
Najbardziej zaskoczyły mnie jednak zalecenia pani doktor.
Nie zaczęła od kolejnych leków.
Nie mówiła o cudownych terapiach.
Zwróciła uwagę na podstawy.
Według niej warto:
Wyleczyć uzębienie.
Zlikwidować stany zapalne w organizmie.
Sprawdzić kwestie związane z pasożytami.
Wprowadzić dietę oczyszczającą.
Przyznam szczerze, że nie tego się spodziewałem.
A jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę w tym sens.
Co ja sam dodałbym do tej listy?
Ze swojej strony dopisałbym jeszcze kilka punktów.
Przede wszystkim codzienną gimnastykę.
Ale z głową.
Nie chodzi o to, żeby codziennie doprowadzać organizm do granic wytrzymałości.
Przy SM bardzo łatwo przesadzić.
Lepiej ćwiczyć regularnie i rozsądnie niż raz na jakiś czas zrobić trening, po którym człowiek dochodzi do siebie przez kilka dni.
Druga sprawa to dieta.
Od dawna interesuję się dietami stosowanymi przez osoby chore na stwardnienie rozsiane.
Sam staram się ograniczać gluten i część produktów, które mogą nasilać stany zapalne.
Choć przyznam szczerze, że nabiału nie wykluczyłem całkowicie.
Fenomenalna kuracja dr Wahls
Jeżeli ktoś interesuje się dietą przy SM, to mogę polecić książkę „Fenomenalna kuracja dr Wahls”.
Nie twierdzę, że jest to rozwiązanie dla każdego.
Ale można znaleźć tam wiele ciekawych informacji dotyczących odżywiania, warzyw i sposobów wspierania organizmu podczas choroby.
Ja sam wielokrotnie wracałem do tej książki.
Czy medycyna zna już odpowiedź?
Podczas rozmowy pojawił się jeszcze jeden ciekawy temat.
Pani doktor wspomniała o wypowiedzi jednego z profesorów podczas zjazdu neurologicznego.
Sens tej wypowiedzi był prosty:
Medycyna bardzo dużo wie już o stwardnieniu rozsianym, ale nadal nie istnieje lek, który potrafi całkowicie wyleczyć tę chorobę.
Obecnie dostępne terapie mają przede wszystkim spowalniać rozwój choroby i ograniczać jej skutki.
I chyba właśnie dlatego każdy z nas szuka własnej drogi.
Jedni stawiają na leczenie farmakologiczne.
Inni większą uwagę poświęcają rehabilitacji, diecie i stylowi życia.
Najczęściej najlepsze efekty daje rozsądne połączenie wielu elementów.
Może czas napisać książkę?
A teraz coś z zupełnie innej bajki.
Kilka dni temu pisałem na Facebooku ze starym znajomym.
Nie mieliśmy kontaktu przez osiemnaście lat.
Rozmawialiśmy o życiu, zdrowiu i o tym, co u nas słychać.
Jak wiecie z wcześniejszych wpisów, od dawna chodzi mi po głowie napisanie książki.
Problem polegał na tym, że nie wiedziałem, jaki miałby być jej główny temat.
Przemek podrzucił mi kilka pomysłów.
I wiecie co?
Po tej rozmowie mam wrażenie, że jestem bliżej niż dalej.
Brakuje jeszcze motywacji, systematyczności i uporu.
Ale sam pomysł zaczyna nabierać kształtów.
Może rzeczywiście nadszedł czas, żeby opowiedzieć swoją historię.
Na zakończenie
Życie z SM nie jest łatwe.
Ale czasami jedna rozmowa z lekarzem albo znajomym potrafi otworzyć nowe drzwi.
Może rehabilitacja przyniesie kolejne postępy.
Może uda się napisać książkę.
A może jedno i drugie.
Na dziś to wszystko Kochani.
Pozdrawiam serdecznie 😊
Pytanie do Czytelników
Czy mieliście kiedyś pomysł, który przez lata odkładaliście, a później okazało się, że warto do niego wrócić?
#SM #StwardnienieRozsiane #ŻycieZSM #RehabilitacjaSM #DietaPrzySM


Komentarze