Praca czy spokój? Trudny wybór, przed którym stawia mnie stwardnienie rozsiane
📅 23.11.2016
Praca czy spokój? Trudny wybór, przed którym stawia mnie stwardnienie rozsiane
Podsumowanie
Kolejny zwyczajny dzień za mną. Niby nic szczególnego się nie wydarzyło, ale w głowie pojawiły się pytania, które wracają coraz częściej. Czy przy moim stanie zdrowia warto jeszcze walczyć o pracę na etacie? A może lepiej skupić się na czymś, co daje spokój i satysfakcję, nawet jeśli nie gwarantuje pieniędzy?
Kolejny zwyczajny dzień
Hej :)
Tak Kochani, kolejny nudny dzień za mną.
Poranek zaczął się całkiem nieźle.
Zrobiłem młodemu śniadanie, przejrzałem pocztę, ułożyłem pasjansa, obejrzałem trochę telewizji i oczywiście pouczyłem się angielskiego.
W sumie właśnie naukę angielskiego mogę uznać za najciekawszy punkt dnia.
Reszta była raczej przeciętna.
Dzień zaczął się dobrze, a potem przyszło pogorszenie
Niestety nie zrobiłem dziś gimnastyki.
Sam nie wiem dlaczego.
Rano czułem się całkiem dobrze, a później jakby ktoś pstryknął palcami.
Ból kręgosłupa zaczął dawać się we znaki.
Do tego doszedł ból barku.
Mam nawet wrażenie, że właśnie przez kręgosłup gorzej mi się chodzi.
Rehabilitantka nie dotarła w tym tygodniu.
Gdyby przyjechała, prawdopodobnie rozmasowałaby plecy i byłoby trochę łatwiej funkcjonować.
No ale jak to mówią:
Co się odwlecze, to nie uciecze.
Szkoda tylko, że ulgę poczuję za tydzień zamiast dziś.
Coraz częściej myślę o pracy
Drugim tematem, który ostatnio nie daje mi spokoju, jest praca.
A właściwie jej brak.
Z jednej strony etat daje bezpieczeństwo.
Stały dochód.
Większy spokój finansowy.
Z drugiej strony coraz częściej zastanawiam się, czy przy moim stanie zdrowia ma to jeszcze sens.
Nie dlatego, że nie chcę pracować.
Wręcz przeciwnie.
Tylko wiem, jak wygląda rzeczywistość.
W każdej pracy pojawia się stres.
Są terminy.
Są wymagania.
Są konflikty.
Są ludzie, którym trudno dogodzić.
Stres i SM to złe połączenie
Jak wszyscy dobrze wiemy, stres nie jest sprzymierzeńcem osób ze stwardnieniem rozsianym.
Przynajmniej u mnie bardzo wyraźnie odbija się na organizmie.
Wystarczy większe zdenerwowanie, a moja słabsza lewa noga zaczyna żyć własnym życiem.
Siedzę wtedy na krześle, a noga sama wykonuje ruchy góra-dół.
Tak jakby chciała stawać na palcach i zaraz opadać.
Nie mam nad tym kontroli.
Nie pomaga przytrzymywanie jej rękami.
Nie pomaga skupienie.
Po prostu dzieje się samo.
I właśnie dlatego wiem, że stres ma na mnie ogromny wpływ.
Każdy rzut zostawia po sobie ślad
Po ponad dwudziestu latach walki z SM organizm nie jest już taki sam.
Widzę może około 20% jednym okiem.
Na drugie mam orzeczoną ślepotę.
Lewa noga jest znacznie słabsza.
Kręgosłup również nie daje powodów do zadowolenia.
Nie jest dobrze.
I nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
Każdy rzut zostawia po sobie jakiś ślad.
Czasami mały.
Czasami bardzo duży.
Praca czy spokojniejsze życie?
I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać.
Czy iść do pracy za wszelką cenę?
Czy może wybrać spokojniejsze życie?
Nie mam dziś odpowiedzi na to pytanie.
Ale wiem jedno.
Zdrowia nie da się odkupić za żadne pieniądze.
A może książka?
Jest jeszcze jedna możliwość.
Pisać.
Od dawna chodzi mi po głowie książka.
Może właśnie teraz jest dobry moment, żeby w końcu zacząć.
Zalet jest sporo.
Brak stresu.
Brak szefa nad głową.
Brak pośpiechu.
Możliwość stworzenia czegoś wartościowego.
Czegoś, co może pomóc innym ludziom.
Oczywiście są też minusy.
Żeby książka zarabiała, trzeba ją sprzedać.
Potrzebny jest wydawca, promocja, czasem sponsor.
Ale o tym można myśleć później.
Najpierw trzeba napisać pierwsze zdanie.
Potem pierwszą stronę.
Potem pierwszy rozdział.
Na zakończenie
Im jestem starszy, tym bardziej dochodzę do wniosku, że czas jest najcenniejszą walutą.
Może właśnie dlatego coraz częściej myślę o rzeczach, które dają spokój i satysfakcję.
Nie wiem jeszcze, którą drogę wybiorę.
Wiem tylko, że nie chcę się poddawać.
I chyba to jest najważniejsze.
Na dziś to już wszystko Kochani.
Pozdrawiam serdecznie 😊
Pytanie do Czytelników
Gdybyście mieli wybór między większymi pieniędzmi a większym spokojem, co wybralibyście i dlaczego?


Komentarze