Życie w zawieszeniu. Gdy SM nie daje spokoju, ale nie daje też odpowiedzi

📅 13.11.2016

Życie w zawieszeniu. Gdy SM nie daje spokoju, ale nie daje też odpowiedzi

Podsumowanie

Czasami nie trzeba mieć rzutu SM, żeby czuć się źle. Ostatnio coraz bardziej dokuczają mi nogi, mięśnie i problemy z równowagą. Do tego dochodzi monotonia codzienności, brak pracy i ciągłe zastanawianie się, co dalej.



Jestem wesoły, bo przecież nie będę płakał

Hej :)

Jestem wesoły, bo przecież nie będę płakał.

Muszę się jednak Wam przyznać, że ostatnio nie jest najlepiej.

Bolą mnie nogi. A właściwie mięśnie nóg. Najbardziej łydki i uda.

Problem mam też z utrzymaniem równowagi. Dokładniej ze stabilnością kręgosłupa.

Kiedy wstanę, mam wrażenie jakby coś ciągnęło mnie w dół. Nie potrafię stać tak prosto i pewnie, jakbym chciał.

Trochę mnie to niepokoi.

A jak człowiek się niepokoi, to pojawia się stres.

To nie wygląda na rzut

Z drugiej strony staram się zachować zdrowy rozsądek.

Regularnie sam się obserwuję i sprawdzam podstawowe objawy neurologiczne.

Nie widzę żadnych nowych odchyleń od normy.

To samo usłyszałem podczas ostatniej wizyty.

Dlatego wydaje mi się, że nie mam rzutu SM.

Po prostu trwam.

Dzień za dniem.

I czasami jest to trudniejsze niż walka z samym rzutem.

Monotonia też potrafi zmęczyć

Moje dni wyglądają podobnie.

Gimnastyka.

Obiad.

Pasjans.

Nauka angielskiego.

I tak w kółko.

Co do angielskiego, to może nie idzie mi idealnie, ale coś tam do przodu się przesuwam.

W aplikacji Duolingo osiągnąłem już 13 poziom i około 40% podstawowej znajomości języka.

To może nie jest wielki sukces dla świata.

Ale dla mnie jest.

Bo robię coś, co rozwija głowę i zajmuje czas.

A przy długotrwałej chorobie to też ma znaczenie.

Kiedy zaczyna brakować nie tylko sił

Nie będę ukrywał.

Coraz częściej brakuje pieniędzy.

Nie na luksusy.

Na zwykłe codzienne sprawy.

Na ubrania.

Na przyjemności.

Na spokojne życie bez ciągłego liczenia każdej złotówki.

I chyba właśnie to najbardziej męczy psychicznie.

Poszedłem do urzędu pracy

Postanowiłem coś zrobić.

Zapukałem do Powiatowego Urzędu Pracy.

Samo dotarcie tam było dla mnie wyzwaniem.

Dwie kule.

Jęzor do pasa.

Ale dotarłem.

Muszę przyznać, że spotkałem się z bardzo miłym przyjęciem.

Nie wiem, czy z życzliwości, czy ze współczucia, ale dostałem trzy namiary na potencjalnych pracodawców.

Do jednego zadzwoniłem od razu.

Stróżowanie? Niby dobrze, ale...

Chodziło o pracę stróża.

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało całkiem nieźle.

Ale były dwa problemy.

Pierwszy – godziny pracy od 15:00 do 6:00 rano.

Drugi – konieczność obchodzenia placu budowy mniej więcej co dwie godziny.

I tutaj pojawił się problem.

Ja ledwo chodzę.

A plac budowy to nie równy chodnik.

To nierówności, błoto, przeszkody i ryzyko upadku.

Zacząłem się zastanawiać:

Co będzie, jeśli się przewrócę?

Kto mnie wtedy pozbiera?

Rehabilitantka sprowadziła mnie na ziemię

Rozmawiałem o tym ze znajomymi.

Rozmawiałem też z rehabilitantką.

I to właśnie ona najskuteczniej ostudziła mój zapał do pracy w nocy.

Im dłużej słuchałem jej argumentów, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że chyba ma rację.

Czasami bardzo chcemy coś zrobić.

Ale trzeba jeszcze ocenić, czy organizm jest na to gotowy.

Może czas coś napisać?

Powiem Wam szczerze, że z tej całej niemocy coraz częściej wraca do mnie pewna myśl.

Może zacząć pisać.

Rok temu wspominałem już o tym pomyśle.

Może książka.

Może wspomnienia.

Może historia mojego życia ze stwardnieniem rozsianym.

Nie wiem jeszcze, co z tego wyjdzie.

Ale wiem jedno.

Przez te wszystkie lata wydarzyło się tyle rzeczy, że materiału na opowieść na pewno by nie zabrakło.

Może właśnie nadszedł czas, żeby to wszystko spisać.

Na zakończenie

Nie zawsze jest dobrze.

Nie zawsze jest lekko.

Nie zawsze mam siłę udawać twardziela.

Ale nadal idę do przodu.

Czasami wolno.

Czasami o kulach.

Czasami tylko myślami.

Ale do przodu.

I to jest najważniejsze.

Pozdrawiam Kochani 😊

Pytanie do Czytelników

Czy mieliście w swoim życiu moment, kiedy wszystko wydawało się stać w miejscu, a mimo to znaleźliście nowy cel lub nowe zajęcie?





#SM #StwardnienieRozsiane #ŻycieZS M #Niepełnosprawność #Motywacja

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres