Ostatni dzień rehabilitacji. To nie koniec, to dopiero początek walki z SM

📅 Data: 04.03.2016

Ostatni dzień rehabilitacji. To nie koniec, to dopiero początek walki z SM

Krótkie wprowadzenie

Dziś był mój dziesiąty i zarazem ostatni dzień obecnej rehabilitacji. Trochę szkoda, bo przez te kilka tygodni nie tylko ciężko pracowałem nad sprawnością, ale też poznałem świetne osoby. Najważniejsze jednak jest to, że wracam do domu z przekonaniem, że warto walczyć dalej o każdy krok. 🚶‍♂️💪







Hej 😊

Dzisiaj byłem ostatni raz na rehabilitacji. Był to jednocześnie mój dziesiąty dzień zajęć.

W sumie podczas ostatniego spotkania zajmowała się mną Oliwia. Zaczęliśmy tradycyjnie od roweru stacjonarnego, a później przeszliśmy do ćwiczeń na materacu.

Jednym z najtrudniejszych ćwiczeń było prowadzenie nogami po ścianie specjalnego napompowanego wałka, przypominającego trochę wielką fasolkę.

Dla osoby sprawnej takie ćwiczenie może wydawać się banalnie proste, ale dla mnie było zupełnie inaczej.

Zadanie polegało na tym, żeby stopami dociskać wałek do ściany i przesuwać go w górę oraz w dół, cały czas kontrolując ruch i nie pozwalając mu wypaść spod nóg. Jeszcze trudniejsza wersja tego ćwiczenia wykonywana jest z piłką o średnicy około 55 cm.

Później przyszła pora na kolejne zadanie. Nogi spoczywały na piłce, a ja miałem przyciągać je do siebie na zmianę, pilnując, żeby piłka nie uciekła.

Następnie obie nogi znalazły się na większej piłce o średnicy około 65 cm. Leżąc na plecach na materacu, miałem za zadanie unosić biodra do góry, a następnie powoli je opuszczać. Najważniejsze było utrzymanie równowagi i niedopuszczenie do tego, aby nogi zsunęły się z piłki na bok.

Było jeszcze kilka ćwiczeń z wykorzystaniem taśmy TheraBand.

Powiem szczerze, że dziewczyny były naprawdę miłe. Nie wspomnę już o tym, że również bardzo sympatyczne. 😊

Trochę przykro stamtąd odchodzić.

Ale wrócę.

Muszę tylko załatwić kolejne skierowanie.


Reszta dnia minęła tradycyjnie aż do późnego wieczora.

Wtedy trochę porozmawiałem z młodszym komandosem.

Opowiadał mi, że koledzy czasami się z niego śmieją, przezywają go i dokuczają mu.

Nazwisk oczywiście wymieniać nie będę, bo przecież każde dziecko jest dla swoich rodziców najwspanialsze.

Powiedziałem mu jedną ważną rzecz.

Żeby nie wierzył we wszystko, co mówią inni.

Czasami ludzie dokuczają dlatego, że są zazdrośni, sami mają problemy albo po prostu nie wiedzą, jak bardzo mogą kogoś zranić.

Powiedziałem mu też, że ma szansę udowodnić wszystkim, na co go stać.

Ale najpierw sam musi uwierzyć w siebie.

W swoje możliwości.

W swoje marzenia.

Trzeba chcieć, ćwiczyć, rozwijać się i dbać o siebie.

Jako przykład podałem samego siebie.

Bo gdybym nie walczył, nie ćwiczył i nie wyobrażał sobie siebie chodzącego w przyszłości, to prawdopodobnie nadal tylko jeździłbym na wózku albo może nawet byłbym już przykuty do łóżka.

Dlatego każdego dnia staram się iść do przodu.

Nawet jeśli czasami jest to tylko mały krok.

Bo właśnie z małych kroków powstają wielkie zmiany.


Na dziś to już wszystko.

Zapraszam Was ponownie jutro, Kochani. ❤️

Pozdrawiam serdecznie! 👋





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres