Rehabilitacja przy SM i niespodziewana lekcja pokory. Czasem jeden tekst wystarczy

📅 Data: 02.03.2016

Rehabilitacja przy SM i niespodziewana lekcja pokory. Czasem jeden tekst wystarczy

Podsumowanie

Rehabilitacja przy stwardnieniu rozsianym potrafi zaskoczyć. Czasem poprawia sprawność, czasem daje nadzieję, a czasem jedna uwaga rehabilitantki sprowadza człowieka na ziemię szybciej niż najtrudniejsze ćwiczenia.




Angielski, który zaczął sprawiać przyjemność

Hej :)

Początek dnia jak zwykle tradycyjny.

Kawa, śniadanie, komputer i nauka angielskiego.

Muszę przyznać, że Duolingo naprawdę mnie zaskoczyło.

Codziennie widzę małe postępy. Coraz łatwiej składam wyrazy, coraz szybciej tłumaczę krótkie zdania z angielskiego na polski i odwrotnie.

Najbardziej zaskakuje mnie jednak coś innego.

Zaczęło mi się to podobać.

Jeszcze jakiś czas temu nie przypuszczałbym, że będę codziennie siadał do angielskiego z własnej woli.

W szkole zdecydowanie bardziej lubiłem język rosyjski i niemiecki.

Angielski nigdy nie był moim ulubionym przedmiotem.

Dziś jest inaczej.

Nawet kiedy dopadnie mnie lenistwo, i tak odpalam komputer i chociaż trochę szlifuję język.

Rehabilitacja zaczęła się wcześniej niż zwykle

Na rehabilitacji byłem już o godzinie 8:10.

Dziewczyny były trochę zdziwione, że tak wcześnie dotarłem.

Powiedziały, żebym chwilę poczekał.

Nie zdążyłem nawet dobrze dojść do poczekalni, a już jedna z rehabilitantek wołała mnie z powrotem.

– Chodź, połóż się tutaj.

Trafiłem na specjalne stanowisko przypominające klatkę z kratownicą.

Nie wiem, jak fachowo się to nazywa.

Ja mówię po prostu „klatka”.

To urządzenie pomaga w rehabilitacji kończyn i odciążaniu ruchów.

Noga w uprzęży i machanie jak cepem

Położyłem się na boku.

Dziewczyny założyły mi specjalną uprząż na nogę.

Brzmi trochę jak sprzęt dla konia, ale działa.

Noga została podwieszona na linach i miałem wykonywać ruchy do przodu i do tyłu.

Powoli.

Kontrolowanie.

Dokładnie.

Problem w tym, że tak się rozpędziłem z tym machaniem, że cała konstrukcja zaczęła się trząść.

Jedna z rehabilitantek siedziała przy biurku obok.

Spojrzała na mnie i powiedziała:

– Powoli poruszać, a nie machać jak cepem.

Przyznam szczerze.

Zabolało.

Nie fizycznie.

Po ambicji.

Ale jednocześnie miała rację.

Czasami człowiek chce za bardzo.

Za szybko.

Za mocno.

A rehabilitacja wymaga cierpliwości.

Ładny uśmiech i trudna rehabilitacja

Nie ukrywam, że trudno się na nią obrazić.

Ładny uśmiech, pozytywne nastawienie i ogromna wiedza.

Nawet kiedy człowiek dostanie słowną reprymendę, to wie, że jest ona po coś.

Dziewczyny nie są tam po to, żeby nam schlebiać.

Są po to, żebyśmy wracali do sprawności.

Dokładnie tak samo jak wiele lat temu lekarze próbowali zatrzymać rozwój mojej choroby, gdy rozpoczynałem leczenie:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Wtedy również miałem nadzieję, że uda się odzyskać część tego, co zabrało mi stwardnienie rozsiane.

Chwila, kiedy poczułem się jak nowo narodzony

Po ćwiczeniach na tej konstrukcji trafiłem na materac.

Później na kolejne stanowiska.

Aż w końcu usiadłem przy biurku, żeby podpisać dokumenty.

I właśnie wtedy zauważyłem coś bardzo ciekawego.

Moje nogi działały świetnie.

Nie miałem zawrotów głowy.

Nie czułem typowej niestabilności.

Przez chwilę naprawdę czułem się jak nowo narodzony.

Takie momenty są bezcenne.

Bo pokazują, że organizm nadal potrafi pozytywnie zaskoczyć.

Pamiętam, jak wszystko się zaczynało:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak będzie wyglądało moje życie za kilkanaście lat.

Dziś wiem jedno.

Każdy lepszy dzień jest prezentem.

Później przyszła codzienność

Po powrocie do domu jeszcze długo czułem się dobrze.

Kuzynka wpadła na kawę.

Przygotowałem ziemniaki.

Chodzenie było całkiem przyjemne.

Kondycja również dopisywała.

Niestety wszystko zmieniło się, gdy zacząłem schodzić do pieca.

Kolejne kursy.

Dokładanie opału.

Pilnowanie ognia.

I wtedy zaczęły odzywać się plecy.

Nagle okazało się, że organizm jednak pamięta poranną rehabilitację.

Tak już bywa przy SM.

Rano można czuć się świetnie.

Po południu organizm przypomina, że ma swoje ograniczenia.

Rehabilitacja uczy cierpliwości

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że rehabilitacja nie uczy tylko ruchu.

Uczy także cierpliwości.

Pokory.

I słuchania własnego organizmu.

Nie wszystko trzeba robić szybko.

Nie wszystko trzeba robić na siłę.

Czasami lepiej wykonać jeden ruch wolniej, ale dokładniej.

Może właśnie dlatego tekst o machaniu jak cepem zapamiętam na długo.

Zakończenie

To był całkiem dobry dzień.

Była nauka angielskiego.

Była rehabilitacja.

Była chwila, kiedy czułem się naprawdę dobrze.

I był też moment, kiedy rehabilitantka sprowadziła mnie na ziemię jednym zdaniem.

Ale chyba właśnie po to tam jestem.

Żeby uczyć się chodzić lepiej.

A nie szybciej.

Pytanie do Czytelnika

Czy Wam też zdarzało się tak rozpędzić podczas ćwiczeń, że ktoś musiał Was trochę przyhamować?




CTA

Jeżeli interesuje Cię życie ze stwardnieniem rozsianym, rehabilitacja i codzienna walka o sprawność, zapraszam do kolejnych wpisów na blogu.

Meta opis SEO

Rehabilitacja przy SM, nauka angielskiego i małe sukcesy. Jeden komentarz rehabilitantki dał mi ważną lekcję cierpliwości.

5 alternatywnych tytułów

  1. Rehabilitantka sprowadziła mnie na ziemię jednym zdaniem

  2. Rehabilitacja przy SM i lekcja cierpliwości

  3. Machałem nogą jak cepem i dostałem ripostę

  4. Chwila, kiedy przy SM poczułem się jak nowo narodzony

  5. Mały komentarz, wielka lekcja podczas rehabilitacji

#stwardnienierozsiane #SM #rehabilitacjaSM #zyciezSM #naukaangielskiego

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres