Rehabilitacja przy SM potrafi dać po dupie. Ale właśnie po to tam jestem Podsumowanie

📅 Data: 01.03.2016

Rehabilitacja przy SM potrafi dać po dupie. Ale właśnie po to tam jestem

Podsumowanie

ie zawsze jest lekka i przyjemna. Czasem człowiek wychodzi z sali bardziej zmęczony niż wszedł, ale właśnie wtedy może zaczynać się prawdziwa praca o sprawność.


Dziś dostałem trochę po dupie

Hej :)

No dziś to dostałem trochę po dupie.

Ale zacznijmy od początku, a nie od środka.

Dzień rozpocząłem klasycznie o godzinie szóstej. Kawa, śniadanie, komputer i nauka angielskiego.

Taki mój poranny zestaw startowy.

Niby zwykłe rzeczy, ale przy SM takie zwykłe rzeczy też mają znaczenie. Bo jak człowiek od rana złapie jakiś rytm, to później łatwiej wejść w cały dzień.

Później pojechałem na rehabilitację.

I tym razem Oliwia dała mi konkretnie popalić.

Mógłbym śmiało powiedzieć:

Co ja jej takiego zrobiłem, że dała mi taki wycisk?

Rower, materac i piłka, która robiła ze mną co chciała

Pierwsze co, to wsiadłem na rower, bo akurat było wolne miejsce.

Później materac i ćwiczenia na plecach.

Było toczenie piłki po ścianie. A właściwie próba toczenia, bo ta piłka momentami robiła ze mną, co chciała.

Później ćwiczenia z podkurczonymi nogami. Piłka między kolanami i prostowanie nóg na zmianę.

Raz jedna noga.

Raz druga.

Następne ćwiczenie było jeszcze ciekawsze.

Ta sama piłka, która wcześniej była między kolanami, trafiła w moje ręce.

Musiałem chwycić ją obiema dłońmi, ręce wyciągnąć za głowę, a potem jednocześnie podciągać kolana i dotykać piłką raz jednego, raz drugiego kolana.

Brzmi prosto?

No właśnie.

Tylko że przy stwardnieniu rozsianym proste rzeczy bardzo często wcale nie są proste.

Przy SM ciało szybko pokazuje granice

Ogólnie jak fajnie wszedłem na rehabilitację, tak już mniej fajnie wróciłem.

Czułem, że organizm dostał swoje.

Ale z drugiej strony dziewczyny są tam po to, żeby mi pomóc.

Nie chodzę tam po to, żeby mnie głaskali po głowie.

Chodzę tam po to, żeby dochodzić do siebie.

Żeby się usprawniać.

Żeby walczyć o każdy ruch, każdy krok i każdą odrobinę samodzielności.

Kiedyś, gdy pojawiły się pierwsze objawy SM, nie wiedziałem jeszcze, jak bardzo ta choroba potrafi namieszać w życiu. Pisałem o tym tutaj:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2011/08/pierwsze-objawy.html

Później przyszła diagnoza, szpital i moment, w którym trzeba było zmierzyć się z prawdą:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/cd-szpital-ostrow-wlkp.html

Dziś ta walka wygląda inaczej.

Nie są to wielkie słowa.

To jest rower.

Materac.

Piłka.

Pot.

Zmęczenie.

I powrót do domu z poczuciem, że ciało dostało wycisk.

Rehabilitacja nie jest od głaskania

Czasem człowiek by chciał, żeby rehabilitacja była łatwa.

Żeby poćwiczyć trochę, zmęczyć się odrobinę i od razu poczuć poprawę.

Ale życie z SM tak nie działa.

Tu często trzeba przejść przez zmęczenie, żeby mieć szansę na postęp.

Nie mówię, że trzeba się zajeżdżać bez głowy.

Ale mówię, że czasem trzeba przyjąć ten wysiłek i nie obrażać się na cały świat.

Bo jeśli chcę wrócić do większej sprawności, to muszę pracować.

Nie tylko wtedy, kiedy jest lekko.

Również wtedy, kiedy jest ciężko.

Podobnie było kiedyś z leczeniem i pierwszymi zastrzykami. Człowiek miał nadzieję, że robi coś, co pomoże:
https://ja-i-sm.blogspot.com/2012/03/zastrzyk.html

Dziś też mam nadzieję.

Tylko zamiast zastrzyku jest rehabilitacja.

Zamiast czekania na cud jest codzienna robota.

Po rehabilitacji jeszcze domowe obowiązki

Po powrocie był obiad.

Żeberka, ziemniaki, sos i suróweczka.

Niby zwykły obiad, ale po takim wycisku smakuje inaczej.

Po południu mój tradycyjny rozkład dnia, tylko że znowu doszła runda do piwnicy, żeby rozpalić w piecu.

A później jeszcze kolejne kursy, żeby sprawdzić, czy w piecu nie zgasło.

I to też jest element życia z SM.

Nie tylko ćwiczenia na sali.

Nie tylko rehabilitacja.

Ale też codzienne obowiązki, które dla zdrowego człowieka mogą być drobiazgiem, a dla mnie czasem są kolejnym treningiem.

Zmęczenie przy SM to nie zwykłe zmęczenie

Przy SM zmęczenie potrafi przyjść szybko.

Czasem po ćwiczeniach.

Czasem po schodach.

Czasem po zwykłym dniu.

I nie chodzi o lenistwo.

Nie chodzi o brak chęci.

To jest takie zmęczenie, które potrafi wejść w nogi, ręce i głowę.

Dlatego rehabilitacja przy SM musi być rozsądna, ale też konkretna.

Bo bez pracy ciało słabnie.

A jak ciało słabnie, to później jeszcze trudniej wrócić do tego, co było.

Mimo wszystko to był dobry dzień

Czy dziś było lekko?

Nie.

Czy dostałem wycisk?

Tak.

Czy było warto?

Myślę, że tak.

Bo każdy taki dzień, nawet trudny, jest krokiem do przodu.

Może nie zawsze od razu to widać.

Może czasem człowiek wraca bardziej zmęczony niż zadowolony.

Ale ja wiem jedno.

Nie chodzę na rehabilitację po wygodę.

Chodzę tam po siebie.

Po sprawność.

Po większą samodzielność.

Po to, żeby moje nogi nie zapomniały, do czego są stworzone.

Pytanie do Czytelnika

Czy Wy też macie takie dni, kiedy rehabilitacja daje mocno popalić, ale mimo wszystko czujecie, że warto?


CTA

Jeśli żyjesz ze stwardnieniem rozsianym albo wspierasz kogoś z SM, zostań na blogu. Piszę tu szczerze o codzienności, rehabilitacji, zmęczeniu i walce o sprawność.

Meta opis SEO

Rehabilitacja przy SM potrafi mocno zmęczyć, ale każdy wysiłek może być krokiem do większej sprawności i samodzielności.

5 alternatywnych tytułów

  1. Rehabilitacja przy SM dała mi dziś konkretnie popalić

  2. Stwardnienie rozsiane i ciężki dzień rehabilitacji

  3. Nie chodzę na rehabilitację po głaskanie, tylko po sprawność

  4. SM, zmęczenie i walka o każdy ruch

  5. Dostałem wycisk na rehabilitacji, ale właśnie po to tam jestem

#stwardnienierozsiane #SM #rehabilitacjaSM #zyciezSM #zmeczenieprzySM

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres